To już miesiąc od kiedy zdecydowałam się na założenie aparatu ortodontycznego na zęby. Pisałam Ci o tym w TYM wpisie. To był kolejny krok do spełniania marzeń, które mam na swojej osobistej liście od dawna. Długo się przed nim wzbraniałam, tłumacząc sobie, że mnie nie stać, że będzie bolało, że nie dam rady, aż w końcu nadszedł ten dzień, kiedy stwierdziłam, że ciągle szukam wymówek i jeśli nie zrobię tego teraz, nie zrobię tego nigdy.

Umówiłam się więc na setną z kolei wizytę u tego samego ortodonty, tym razem w nadziei, że będzie ona ostatnią na zasadzie: „jeszcze pomyślę„, „a co jeśli?” i pierwszą, w której powiem zdecydowanie: „Tak. Zakładam„.

Pierwsze kilka dni od założenia aparatu na oba łuki nie wspominam zbyt przyjemnie. Choć mówiąc szczerze spodziewałam się czegoś gorszego. Był ból, dwa raz łyknęłam tabletkę przeciwbólową, ale nie było płaczu do poduszki i chęci zdjęcia tego ustrojstwa jak najszybciej. Miałam świadomość tego, że muszę się przyzwyczaić i starałam się myśleć pozytywnie, wierząc, że za kilka dni będzie lepiej. Poza tym dbałam o to, by mimo wszystko nie zmieniać drastycznie swojej diety. I myślę, że wyszło mi to na dobre, bo nie rozleniwiłam swojego zgryzu. Dziś, miesiąc po założeniu aparatu, nadal jem to, co jadłam zanim zdecydowałam się na ten krok. Nie chciałam bowiem żyć ciągle na płynnych zupkach …

W drugim tygodniu praktycznie zapomniałam, że mam aparat na zęby. Przypominało mi o tym jedynie częstsze mycie zębów. Jedzenie wchodzące w szpary od zamków to coś, czego nie znoszę do dziś. Tak błogo było do pierwszej wizyty, która odbyła się w ostatnim dniu sierpnia. Bo teraz jest znacznie gorzej …

Czemu?

Na wizycie Pani Doktor stwierdziła, że musimy założyć aparat na podniebienie, żeby móc poszerzyć górny łuk zębowy i … dwa kolce na dolne jedynki, żeby pomóc mi zwalczyć nawyk trzymania języka na dolnych zębach. Co prawda robię to znacznie rzadziej niż kiedyś, bo zaczęłam pracę nad językiem jeszcze zanim założyłam aparat, ale ciągle mi się zdarza. Nie ma się co dziwić, jak nigdy wcześniej się tym nie interesowałam i język jak się układał, tak sobie żył swoim życiem. Odkąd założyłam aparat mam nakaz trzymania języka w odpowiednim położeniu i muszę pamiętać o tym 24 h/dobę.

No więc od momentu założenia mi dodatkowych „wspomagaczy”, miałam ochotę iść i kazać im to wszystko zdjąć. Język mam poraniony od aparatu podniebiennego, bo trzymam go na podniebieniu jak mi każą. Podczas mówienia i jedzenia, kolce mi przeszkadzają i znów drażnią mój język. W efekcie jest mi z tym źle. Docelowo przede mną 6 miesięcy noszenia aparatu podniebiennego, więc muszę się przyzwyczaić, ale póki co idzie mi słabo.

Co do efektów. Na razie nie widzę nic. Mam jednak nadzieję, że pierwsze rezultaty będą widoczne za kilka miesięcy. Póki co uzbrajam się w cierpliwość i mimo niedogodności, zaciskam pięści i lecę dalej …

ku piękniejszemu uśmiechu …

A może jeszcze ktoś ze mną walczy z klamerkami na zębach? Albo walczył? 

 

  • Monika Flok

    o kurcze... ale sie omęczysz masakra i te wspomogacze..przeraziłas mnie na sama myśl a co dopiero mieć to w buzi....ale ..kto jak kto Ty dasz rade na 100%!!!!!

  • Dorota Wiak

    Noszę aparat już 2 lata i nie mogę doczekać się kiedy go zdejmę. Też miałam aparat na podniebieniu, więc wiem jak się czujesz:) Ale czego się nie robi dla pięknego uśmiechu:)