Ilekroć poruszam temat ewentualnego zakupu swojego własnego kąta w stolicy, dostaję pytania:
„Nie lepiej jak poszukasz czegoś gdzież na obrzeżach miasta, albo za miastem, gdzie ceny nie są tak wysokie?”. „Nie lepiej się wyprowadzić na wieś?”

Parę słów wyjaśnienia.

Pamiętam jak podczas rozprawy o zmniejszenie alimentów, były mąż zasugerował, że skoro życie w większym mieście jest droższe, a już w Warszawie najbardziej, to powinnam była zapuścić korzenie na Śląsku. Sędzina powiedziała wtedy tak: „Skoro Pani zechciała mieszkać w Warszawie to znaczy, że chce mieszkać w Warszawie – do czego miała i wciąż ma prawo”.

Przeprowadzając się do stolicy zdawałam sobie sprawę, że życie tutaj będzie droższe niż w innych miastach. Choć w stosunku do Opola nie odczuwam jakiejś znaczącej różnicy. Ceny wynajmu są porównywalne, podobnie ceny w Biedronce czy Lidlu, lub innych sieciówkach w których robimy zakupy. Dlaczego więc zdecydowałam się na mieszkanie właśnie tu?

Chciałam mieć większe możliwości. Już w Opolu planowałam rozwój OKYOO. Częste dojazdy do szwalni, hurtowni czy do projektantki z okolic Warszawy wiązały się z podróżami. Na miejscu czułam, że będzie mi lżej.
Z drugiej strony chciałam odciąć się od przeszłości i zacząć na nowo w nowym miejscu. Z trzeciej – chciałam dla dziewczynek większych możliwości.
Z takim zamiarem wyprowadziłam się do stolicy.

Po półtorej roku stwierdzam, że to była najlepsza decyzja ever. Nigdzie tak dobrze nie czułam się, jak właśnie tutaj – na zielonej Białołęce – w otoczeniu przyrody, lasów i wśród tak wspaniałych ludzi, których tutaj poznałam.

Ale to mieszkanie…
Tanio nie jest. Czy zatem planuję wyprowadzkę?

NIE. Oczywiście nie wiem co przyniesie życie i czy kiedykolwiek nie zmienię zdania. Niemniej na ten moment nie chodzi mi to w ogóle po głowie. I może mogłabym szukać swojego szczęścia nadal bliżej Warszawy, ale gdzieś jeszcze bardziej na uboczu, ale mam w głowie jedną myśl:

DZIEWCZYNKI.

One mają szkołę pod nosem. Tutaj mają przyjaciół. Widzę jak bardzo rozwijają się, odkąd mają podwórko pełne znajomości. Widzę jak się cieszą, jak odwiedzają je koleżanki i koledzy. Jak latem słyszą dzwonek do drzwi – „Dzień dobry, czy dziewczynki mogą wyjść na dwór?”. To sprawia, że nie chcę tego burzyć. Nie chcę wyjechać gdzieś na wieś, gdzie jest taniej i gdzie będą dojeżdżały do szkoły autobusem, by po szkole… wrócić do domu… i spędzać czas tylko ze sobą.

Dopóki mam zatem możliwości, będę dbała o to, by być tu, gdzie jest nam dobrze.

A gdy już będę starsza, a one wyfruną z domu, znajdę ten dom nad jeziorem… lub na skraju lasu… i będę im piekła chleb domem pachnący. Ze szczyptą miłości, która to 2 lata temu popchnęła mnie do zmian ku naszemu lepszemu życiu. 

Nie żałuję.