Poniedziałek. Wybija 19.30. Siadam do wpisu, bo przecież to element mojej pracy. O 20 skończę pisać, puszczę go w świat i zacznę szykować dziewczynkom kolacje. Sama coś przegryzę. Potem w coś zagramy, obejrzymy jedną bajkę i zacznę układać je do snu. Na dobranoc kolejna bajka, którą wymyślam na poczekaniu z głowy. Pomiędzy 21 a 22 zasną.
Chwila wytchnienia.

Zazwyczaj wtedy idę do pokoju, siadam na kanapie, wyciągam notes i zaczynam planować kolejny dzień. Sprawdzam co udało mi się zrobić, czego nie zrobiłam (zazwyczaj nie wykonałam 1/3 zadań, które musiałam zrobić i to nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że nie miałam na to czasu). Bardzo ciężko mi się zorganizować z nimi dwiema.

Kiedy pytacie mnie, jak ja to ogarniam, skąd we mnie tyle sił na nowe projekty, chciałabym czasem rzec – „robię to po nocach, póki jeszcze starcza mi sił„. Wolałabym to robić w dzień, ale zwyczajnie nie mam jak. Owszem, czasami udaje mi się zająć pracą, ale w ciągu dnia po śniadaniu trzeba posprzątać, później pójść na spacer/ plac zabaw, potem przygotować obiad, znowu ogarnąć, wyprać, wyprasować, pójść na rower… wymieniać dalej nie muszę, prawda?

I właśnie dlatego czuję ogromną sprzeczność w stosunku do tego, jak traktowane są samodzielne Mamy na forach internetowych, wyzywane od „alimenciar„, które chcą „coraz więcej„. Gdybym w tym momencie miała pracę poza domem, dziewczynki musiałyby być u opiekunki, której musiałabym zapłacić normalne złotówki za jej pracę. Średnio na OLX, ceny za godzinę opieki wahają się pomiędzy 20-25 zł za godzinę. Potrzebując opieki na cały dzień z dojazdami czyli około 9 h, daje nam to 225 zł za dzień, co jest miesięcznym kosztem w kwocie 4750 zł… To daje więcej niż średni zarobek miesięczny na etat. Więc zapytam – jak żyć?…

A ja pracuję w domu. Mam z jednej strony komfort, z drugiej natomiast ciężko być efektywnym mając na „głowie” dzieci i wszystko inne. Jeśli jeden rodzic poświęca się pracy, drugi może skupić się na dzieciach. Skupianie swojej uwagi zarówno na pracy, jak i na dzieciach, bez pomocy, czasem stanowi ogromny wysiłek, którego na zewnątrz nie widać…

Minęła 20. Mój plan się nie udał. Zawsze po drodze coś się posypie. Jeszcze migrena dokucza. Nie odpuściło nawet po tabletce. Dziś wiem, że zasnę później. O wiele za późno.

I wcale nie narzekam. Zawsze mogło być gorzej. Zawsze też może być lepiej. I będzie lepiej, gdy upłynie czas. W końcu one obie pójdą do szkoły… potem przyjdzie czas, kiedy już nie będą potrzebowały Mamy, by wyjść na podwórko. Śniadanie zrobią sobie same. Obiad zjedzą z koleżankami. A mi zostanie ta moja praca, na którą dziś chciałabym mieć trochę więcej czasu, niż godziny kradzione ukradkiem z nocnego odpoczynku. 

Kiedyś im opowiem, że robiłam to dla nich. 
Dziś to widzą, ale za kilka lat zrozumieją. 
Oby…