Odkąd pamiętam chciałam to zrobić. Zawsze jednak było jakieś „ale„. A to brakowało pieniędzy przede wszystkim, a to moją decyzję, a raczej jej brak, potęgował strach. Strach przed bólem i brakiem akceptacji. Choć było to już dość popularne zjawisko, wydawało mi się, że ja jedna będę wyglądać dziwnie i dziko, będąc na świeczniku wszystkich znajomych. I pomyśleć, że dziś miałabym to już za sobą . A tak zacznę w piątek i przede mną conajmniej 2 lata, nim powiem: „Jestem happy„.

Zakładam aparat ortodontyczny …

Może pomyślisz sobie, że nie ma takiej potrzeby. Na codzień ludzie, którzy mnie nie znają nie dostrzegają mojej wady. A Ci, którzy o niej wiedzą, mówią, że dzięki niej jestem jedyna i niepowtarzalna. Ale dzięki za taką jedyność. Bowiem moja wada jest ze mną od wielu lat, w dodatku była i nadal jest przyczyną moich strasznych kompleksów. Od lat jestem posiadaczką zgryzu otwartego i prawdę mówiąc pisząc to, rumienię się sama do siebie. Zwyczajnie się tego … wstydzę.

Moje przygody ortodontyczne sięgają jeszcze podstawówki. To wtedy po raz pierwszy założono mi aparat ruchomy i wyprowadzano mój zgryz z kiepskiego stanu, aż do takowego, który prezentuję dziś. Wtedy też powiedziano mi, że nic już nie da się zrobić i czeka mnie … operacja. Odmówiłam. Miałam świadomość, że albo ktoś zaakceptuje mnie taką jaką jestem, albo trudno. Ale zawsze gdzieś za mną chodziły marzenia o pięknym uśmiechu, dobrej dykcji i nienagannej wymowy … Z powodu swoich kompleksów nie cierpiałam wystąpień publicznych. Miałam świadomość, że każdy patrzy mi tylko na zęby i się śmieje. Unikałam ludzi. Do dziś się wstydzę i to tłumaczy fakt, że nie lubię nagrań live i rzadko, albo nawet wcale Wam się nie pokazuję, choć mogłabym mówić do Was godzinami … ale mi głupio 🙁 No i nie uśmiecham się szeroko …

Postanowiłam jednak to zmienić. 2 lata temu odwiedziłam ortodontę. Po dogłębnej diagnostyce okazało się, że jest szansa „naprawy zgryzu” bez operacji, a nawet bez ekstrakcji (wyrwanie zębów – tego też się boję), choć będzie to kosztować mnie sporo pracy osobistej. Pracy nad językiem (wzmocnienie go jako mięśnia) i samodyscypliny. Stchórzyłam. Stchórzyłam nadal marząc …

2 tygodnie temu podjęłam jednak ostateczną decyzję. Teraz albo nigdy. Spełnię swoje marzenia, choćby dla innych były całkiem przyziemne. Dziewczyny! Myślicie, że warto? Potrzebuję Waszego dobrego słowa! To już w ten piątek, a ja nadal się boję. Bólu? Tego, że nie zaakceptuję siebie w tych drucikach? Wyglądu? Sama nie wiem, czego bardziej. Dziś jestem po separacji (nałożenie gumeczek pomiędzy wszystkie trzonowce) i czuję, że wariuję. Co prawda pojawia się ból, ale te ciała obce w mojej buzi doprowadzają mnie do szału. Godzina zero w piątek o 10.00 i od tego czasu będę jeszcze gorzej mówić, choć mam nadzieję nadal dobrze pisać 🙂

W ogóle to, że Wam to powiedziałam … jejku, przełamałam się. Brawo ja. Ale wciąż czuję wstyd … Dodam tylko, że moje córki być może odziedziczyły wadę po mnie, więc mnie i Wiki czeka praca z logopedą i kto wie czy i Młoda nie zostanie aparatką za 2 lata.

Jeśli Was zainteresuje ten temat, chętnie będę się dzielić swoim doświadczeniem i tym jak mi idzie. W kupie raźniej, a i motywacja większa!

A jeśli Wy macie to za sobą (ktoś miał lub ma aparat?), to przyjmę każde rady, jak sobie poradzić po założeniu aparatu. No i w piątek przechodzę na dietę płynną, juz teraz ciężko mi gryźć …

Ratujcie! Albo wspierajcie! Będzie dobrze, no nie? 

 

  • magnadale

    Będzie dobrze 🙂 nacierpisz się na pewno, ale do tego bólu idzie się przyzwyczaić, po pewnym czasie to już tylko dyskomfort. A jak z miesiąca na miesiąc będziesz widzieć w lustrze, że zgryz Ci się zamyka to tym bardziej fizyczne niedogodności nie będą Ci straszne. Przerabiałam to wiele lat temu i wiem na pewno, że to była jedna z lepszych rzeczy jaką dla siebie zrobiłam (i zrobili dla mnie moi rodzice bo to jeszcze były czasy niesamodzielne finansowo ). Też miałam otwarty zgryz, za duże zęby do za małej szczęki, ząb na zębie. Do aparatu trzeba się przyzwyczaić, na początku masz podraznioną śluzówkę i poczucie ze nawet jak masz zamknięte usta na kilometr widać że masz aparat. Ale dzisiaj aparaty totalnie nikogo nie dziwią, wręcz są fancy, więc kompletnie nie masz się czym przejmować. Najgorsze są momenty zaraz po wizycie, boli jak diabli, ciężko coś zjeść, ale warto się przemęczyć. Warto poczuć się lepiej we własnej skórze, warto dać sobie ten psychiczny komfort 🙂 Dasz radę 🙂 Z resztą tu jest o tyle dobrze, że jak już powiesz A to nie da rady nie powiedzieć B. To nie dieta którą można przerwać w każdym momencie, zamków siebie samą nie zdejmiesz 😉 Więc przynajmniej odpadają kwestie motywacyjne :p Pozdrawiam!

  • Agata Wierzgacz

    Trzymam mocno kciuki , dasz radę , wierzę w Ciebie ❤

  • o matko! ja bym nie dał rady.. faceci to jednak słaba płeć..:) u mnie zwykła wizyta kontrolna u dentysty raz skończyła się tym, że prawie zemdlałem..: ) jakbym miał się poddać zakładaniu aparatu, to tylko podczas narkozy… najlepiej w podwójnej dawce:)

  • Paulina Kwiecińska-Łuczak

    Super! Ja też podjęłam dzisiaj tą decyzję:) Bardzo się boję, ale mam dość ciągłego krępowania się czymś co można zmienić:)

  • Barbara Szponarowicz

    Super! Będzie dobrze – to nie takie straszne, tylko trzeba zachować szczególną higienę jamy ustnej pod założeniu… a ząbki będą cudne 😀