Córeczko…
Był mroźny lutowy poranek, szykowałam w kuchni śniadanie, za dwadzieścia minut miałam wyjść do pracy. Po chwili z sypialni wyszedł tata, powiedziałam mu: zobacz do łazienki.
Stałam przy kredensie, tata poszedł, wrócił, objął mnie od tyłu i całując delikatnie moja szyję powiedział: czyli jednak- trzecia rocznica będzie w trójkę. Obróciłam się do niego, przytuliłam i po policzkach popłynęły nam łzy szczęścia.

Potem poszłam do łazienki, wzięłam test z dwoma kreseczkami, zawinęłam w chusteczkę i schowałam do szuflady na pamiątkę.
Od tego czasu byłaś już z nami, to znaczy pewnie byłaś już kilka dni wcześniej, ale od tego dnia o tym wiedzieliśmy.

Kilka miesięcy później jedziemy autem do Wrocławia, droga jest na sporym odcinku dziurawa i kiedy auto podskakuje mam wrażenie, że czuję Twoje pierwsze ruchy. Nie jestem pewna, ale kiedy tydzień później byliśmy u przyjaciół czuję jak mnie delikatnie muskasz od środka.
Teraz już wiem, czuję na pewno i poznaję to uczucie.
Tydzień temu to też byłaś Ty.
Dziękuję, za tamto przywitanie w podróży i przepraszam, że Cię nie poznałam.

Od tego czasu czuję Cię już codziennie, przykładam rękę do brzucha i czuję Twoje ruchy, czasem proszę tatę, by położył dłoń na brzuchu i też to poczuł. Jednak Ty wtedy przestajesz. Niedługo potem tata leży pierwszy raz w szpitalu. Kiedy wraca, tego wieczoru tuli się do mnie, kładzie rękę na brzuchu i przybijasz mu piątkę delikatnym kopniaczkiem.
„To moja nagroda” mówi tata.

Kilkanaście dni później tata znowu leży w szpitalu, jest środa, jest czerwiec i jest gorąco. Rano odebrałam od niego telefon i powiedział, że jest diagnoza. Jadę do niego, wchodzę na salę, padamy sobie w objęcia i płaczemy. Siadam u taty na łóżku, obejmuje mój brzuch i mówi: dobrze, że będziemy ją mieć.
Tego dnia mam badanie usg, które ma pokazać czy jesteś zdrowa. Tata chce dostać przepustkę, ale nie może. Jadę więc sama i wtedy po raz pierwszy widzę Twoją twarz.
Jesteś bardzo podobna do taty.
I jesteś zdrowa.

Nie mogliśmy wymyślić dla Ciebie imienia. Pewnego dnia przy obiedzie powiedziałam: Milenka. Milusia?- odpowiedział Tata- może być. Zostałaś Milusią i chyba nie ma imienia, które lepiej oddałoby to jaka jesteś. Jesteś urocza, figlarna, uśmiechnięta, jesteś po prostu milusia.

Gdy zbliżał się czas, kiedy miałaś do nas przyjść pomyślałam sobie, że w szpitalu rodzi się tyle dzieci i co jeśli ktoś się pomyli. Mówię o tym mojej siostrze, że co jeśli Cię nie poznam.
Ona pozna Ciebie- odpowiedziała.

Pamiętam Ciebie tego dnia, byłaś malutka, miałaś ciemne włoski, byłaś cieplutka i byłaś moja.
Ach, więc to Ty.

Tata kilka dni wcześniej wziął chemię i tego dnia kiepsko się czuł. Przyjechał jednak do szpitala. Głaskał Cię, przytulał, trzymał na rękach. Godzinami spałaś, a my godzinami patrzyliśmy na Ciebie z zachwytem i miłością.
Nigdy wcześniej, ani później nie byłam bardziej szczęśliwa.

Córeczko, zaprosiliśmy Cię i Ty do nas przyszłaś, a my nie możemy Ci dać tego na co zasługujesz, poczucia 
stabilności i bezpieczeństwa, bo sami tego nie mamy.

Chcę jednak, żebyś wiedziała, że widzę Twoje łzy, gdy muszę pojechać do szpitala. Zamykam wtedy za sobą drzwi i też wtedy płaczę, tylko Ty tego nie widzisz. Czasem poleci mi kilka łez jak Tobie, czasem kilka więcej, a czasem zawyje dusza, a płacz utknie w gardle.
Chcę, żebyś wiedziała, że gdy jadę to oglądam Twoje zdjęcia i całuję je. Gdy zasypiam to myślę o Tobie, czy już śpisz, czy nie płakałaś, jak bardzo tęsknisz.
Ja tęsknię bardzo. 
Wiedz, że choć mnóstwo trwożnych myśli poświęcam tacie, to wcale nie mniej Tobie.

Żałuję, że Twoje dzieciństwo przypadło w tak trudnym dla nas czasie, ale nie żałuję, że jesteś. 
Nigdy, przenigdy w życiu nie chciałabym wrócić do czasu, gdy Cię nie było. Mimo, że żyło nam się wtedy łatwiej.

Dajesz mi tyle szczęścia, radości i siły, wprost nieproporcjonalnie do Twojej wielkości. Tyle dobra, szczerości i miłości zamkniętej w małym ciałku.
Sprawiasz,że jestem lepsza niż byłam.

Tak wielu rzeczy Córciu nie wiesz.
Nie wiesz jak bardzo o Tobie marzyłam i jak bardzo moje marzenia przerosłaś.
Nie wiesz, że gdy śpisz przychodzę do Ciebie i sprawdzam czy oddychasz.
Nie wiesz, że każdego dnia dziękuję Bogu za to, że jesteś.

Nie wiesz też jak trudną i wyczerpująca walkę toczymy ze śmiercią.
I że co dzień, gdy zaśniesz, tulę się do Ciebie, całuję Cię w główkę i szepczę:
Dobranoc Królowo Życia.
Bardzo Cię kocham…
Mama

 

Kochani…
Czasami najpiękniejsze poematy pisze prawdziwe życie…
Dziś słowa Ani, która napisała Milence kilka słów…
Słowa kobiety, która walczy o życie swojego Męża…
Więc jeśli chcesz poznać ich historię Zapraszam TUTAJ
Pomożemy?

I naprawdę… doceniajmy to co mamy i kogo mamy…