Zaczęła się intensywnie ślinić mając 3 miesiące. Wtedy też po raz pierwszy pomyślałam „Chyba Pan Ząbek przyjdzie do nas wcześniej”. Myliłam się. Mijały minuty, godziny i dni, aż w końcu miesiące, jeden za drugim, a po ząbku ani śladu. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak wielką ściemę słyszałam od lat. Bo po pierwsze. Potok śliny spływającej po jej brodzie niczym wodospad Niagara nie jest objawem ząbkowania. To fizjologia, która u każdego dziecka pojawia się mniej więcej w tym samym okresie. To właśnie w 3 miesiącu zycia dziecka zaczynają intensywnie pracować ślinianki i … tyle. Nie ma to żadnego związku z ząbkowaniem, bo i Wiki śliniła się tak samo a i nawet bardziej intensywniej. A pierwszy ząbek wyszedł przed roczkiem. I gdzie tu logika? Ale może zacznijmy od początku …

gryz-005

Mai minął właśnie 7 miesiąc życia. To okres w którym teoretycznie i książkowo wychodzi pierwszy ząbek. Wyżyna się, powoduje ból, nieprzespane noce, nieukojony płacz, biegunkę, gorączkę i całą masę innych zwiastunów tej małej białej kropki, która tak bardzo napawa dumą szczęśliwych rodziców i nakazuje wszem i wobec ogłaszać to wszystkim „Tak, tak, mamy GO! Jest pierwszy ząbek!”. Swoją drogą tez czułam taką ekscytację, gdy przemierzając galerię wzdłuż i wszerz nagle odkryłam ząbka u pierworodnej. I doprawdy nadziwić się nie mogłam, jak to jest, że nie odkryłam go wcześniej i właściwie nie byłam pewna kiedy wyszedł. Bo jakoś z Wiki poszło lekko. Jeden za drugim i hop – mamy komplet. A że od tygodnia Maja miewa gorszych okresów zdecydowanie więcej niż tych lepszych i sielskich, byłam zdania, że to będzie TO. A potem tak siadłam na spokojnie, przemyśliłam kilka spraw, poszperałam w necie, poczytałam kilka naukowych publikacji i wiesz co? Olśniło mnie. Że o zabkowaniu wiedziałam tyle, co krowa wie o jeżu. Czyli nic. Poza tym, że te ząbki wyjdą. Prędzej czy później wyjdą. Nie wszystko co odkryłam za sprawą „internetów” jest dla mnie prawdą. Bo choć może nią jest, to jak mam wierzyć, że gorszy nastrój nie powodują ząbki, jeśli właśnie nam one wychodzą i naprawdę Młoda marudzi tak prawie 18 h/ dobę? No dobra, ale powiem Ci, co fajnego wyczytałam.

1. Wyżynanie ząbków nie wiąże się z potwornym bólem. Jako, że jest to proces naturalny i fizjologiczny, nie powoduje bólu podobnego do bóli porodowych. Tylko, że poród też jest naturalny i fizjologiczny. A boli. W 3 d… boli. Więc wierzę, że i dziecko boli. Te nagłe pobudki nocne, których wcześniej nie było. Ten płacz, co słyszy pół bloku. Niech słyszy. To ma prawo boleć. Te zęby muszą się przebić i choć zupełnie nie pamiętam czy mnie bolało to widze, że ją boli. Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Więc może ból którego nie da się wytrzymać – nie, ale ból jakotaki – jak najbardziej TAK!

2. Temperatura u dziecka może pojawic sie w przeddzień wyjścia zęba na świat, może być podwyższona w dniu triumpfu oraz dzień po. Ale najczęściej jest to temperatura z rzędu do 38 stopni. Wiki nie miała gorączki, Maja póki co też nie. Co ciekawe, to nie samo wyżynanie się zębów powoduje temperaturę, a zwłaszcza tak wysoką sięgającą do 40 stopni. Gdyby moje ząbkujące dziecko miało tak wysoką gorączkę, to osobiście nie zwalałabym winy na ząbki. Lepiej zbadać niemowlaka, bo badania pokazują, że przyczyną gorączki u ząbkujących dzieciaków była najczęściej infekcja. Czasem poważna. Jedno nałozyło się na drugie i kropka. Zatem Twój maluch gorączkuje? Odwiedź pediatrę!

3. Świat medyczny jednoznaczny jest w stwierdzeniu, że powszechne objawy zabkowania nie istnieją. Jedynie luźniejsze stolce mogą na coś wskazywać, ale ponoć nic poza tym. Ani mega ślinienie się (to akurat prawda bo Maja ślini się od kilku miesięcy, ale wspomniałam o tym wyżej), ani całodzienne marudzenie (hmm… a może by tak pomówić o skokach rozwojowych, które być może nakładają się na okres zabkowania i Tobie wydaje się, że to ząbki, a to po prostu skok? Kilka dni i będzie lepiej?), ani bardziej mokre pieluszki (o tym nie słyszałam, a Ty?) nie świadczą, że to JUŻ TO! Tylko pytanie, która mama w to uwierzy?

Jedno jest pewne. Ząbkowania nie da się obejść. Nie zrobisz. PSTRYK. I zęby na wierzchu. Jedne dzieci znoszą je lepiej, inne gorzej. Tutaj zdaje się, osobista wrażliwość dziecka, ma dużo do powiedzenia. Jednym pomagają żele, innym lek, który podobno lekiem nazywany być nie powinien – Camila. Nam akurat Camila pomagała bardziej przy Wiki, bo żel ją uczulił i pewnego wieczora spuchła jej cała warga. Wrrrr. Więcej nie posmarowałam. Jednym pomagają zimne gryzaki, innym palec mamy, która trzyma na rączkach. Oj tak. Palec jest zawsze dobry! Nam akuratnie pomaga drewniany gryzak z litego, miękkiego drewna klonowego od Lullalove. Nie jest on ani klejony, ani kolorowany. Jest naturalny, ekologiczny, antybakteryjny, idealnie wyprofilowany, fajnie się go chwyta i co dla mnie fajne – zawiera zawieszkę więc mam pewnośc, że nigdzie nam nie upadnie. Maja ma go zawsze ze sobą i gryzie jak ma taka potrzebę. Świetny prezent dla takiego maluszka przed roczkiem. Bo powiedz tak szczerze? Czy to nie jest ten etap, gdzie wszystko ląduje w buzi? Ten etap zapoznawania się z fakturą przedmiotów i ich kształtem? No to niech poląduje w buzi gryzak. I ulgę da i oko nacieszy. Mówię Wam – fajny ten gryzak. Się tu w Polsce postarali. Tak, tak. Produkt jest polski i naprawdę zasługuje na zainteresowanie. Nasz gryzak możecie kupić naprzykład TUTAJ. Mamy opcję gryzaka i gryzaka ze śliniaczkiem. Myślę, że możesz coś sobie ,a właściwie dziecku upatrzeć.  Sklep Feedo ma różne fajne promocje często więc warto śledzic ich kanał na FB, a znajdziesz go TUTAJ

gryz-011gryz-009gryz-004gryz-002gryz-016gryz-015gryz-014

A jakie Ty znasz sposoby na ząbkujące dziecko?