Dzień trzeci minął z prędkością światła. Mamy godzinę 23.37 a ja zabieram się za relację. To efekt tego, że do hotelu wróciliśmy godzinę temu. Cały dzień na nogach. Dziewczynki śpią a Tata powoli też mruga powiekami do snu. Tylko mama dzielnie pisze … Wiem, że spodobały Ci się moje wcześniejsze wpisy, więc nie mogłam pozostawić Cię bez ich kontynuacji. Postaram się streścić co się da i … ile się da! Gotowa?

Plaża z ratownikami czy bez?

nowe-1-1211nowe-1-1197

Poranek był długi i wolny. Młode pokolenie zrobiło nam pobudkę tuż po 8.00. Zeszliśmy na śniadanie i jedząc, pijąc oraz patrząc się na bawiące dzieci czas mógłby się zatrzymać. W zasadzie straciliśmy jego rachubę i tym sposobem dobrnęliśmy do godziny 11.00. Kocham urlop właśnie za to słodkie lenistwo o zapachu kawy i rannego, domowego ciasta … Chwilo trwaj.

Dziś, zniechęceni parawingiem dnia wczorajszego  we Władku, postanowiliśmy poszukać innej plaży. Udaliśmy się w kierunku Chałup. Nawet mały korek przy wyjeździe nie zawrócił nas z powrotem. Jadąc wolno i szukając parkingu śpiewaliśmy ulubioną piosenkę Wiki „Mam tę moc, lalallla”. Czuliśmy, że tego dnia naprawdę będziemy mieć powera! Wejście nadmorskie nr. 12 to było to, czego szukaliśmy. Nie była to co prawda zupełnie pusta plaża, ale leżąc na piasku miałam widok tylko na szczęście naszych dzieci a słuchając, słyszałam szum morza a nie – jak to było wczoraj – tłumu przekrzykujących się ludzi. Mówię Ci – bomba. Już wiem, że to wcale nie zimna woda zniechęcała wczoraj Wiki. To właśnie ta duża ilość osób ją odstraszała. Jak i nas. Dziś Wiki nie chciała wracać. Bawiliśmy się fantastycznie kąpiąc się, biegając po plaży, budując zamki z piasku i szukając muszelek. Dziś oboje z Bartkiem poczuliśmy co znaczy RELAX. Jeśli będziesz w okolicach koniecznie zajrzyj w te rejony. Plażę we Władysławowie odradzam, chyba, że naprawdę lubisz gwar. My wybraliśmy plażę bez ratowników ale uwierz mi – gdy nie ma śledzia na śledziu a wszystko widzisz w zasięgu 200 m, to ratownik patrzący się godzinami w ekran swojego smartfona nie jest Ci potrzebny. Tutejsza plaża jest płytsza z brzegu, równie piaszczysta i co widać było po reakcjach Wiki – zdecydowanie najfajniejsza!

nowe-1-1202nowe-1-1203nowe-1-1204nowe-1-1205nowe-1-1210nowe-1-1209nowe-1-1213nowe-1-1214

Co na ząb?

Obiad zjedliśmy na plaży. W międzyczasie naszej kąpieli szybko przeszłam się do Restauracji znajdującej się na terenie Bazy Solar. Tam zakupiłam zupę dla Mai, która posmakowała też Wiki (zblendowany kapuśniak), sphaghetti napoli dla Starszej, dorsza dla siebie i pizzę dla Bartka. Zapłaciłam 85 zł. Jedzenie całkiem smaczne a szef kuchni niesamowicie miły. Obsługa przyjemna. Zapakowanie wszystkiego na wynos nie stanowiło żadnego problemu. A dzieciakom obiad w plenerze smakował wyśmienicie.

nowe-1-1206nowe-1-1207

Pyszny deser

Po plażingu skoczyliśmy do Władysławowa na ciasto i kawę. Tym razem naszą miejscówką okazała się Cukiernia i Piekarnia Konkol, zlokalizowana obok apartamentów Gwiazda Morza. Pyszne tartaletki z kremem i owocami łechciły nasze podniebienie. Kącik dla dzieci z telewizorem i kilkoma zabawkami przypadł do gustu dziewczynkom. Jednym minusem lokalu jest brak w ofercie wody do picia. 

nowe-1-1215nowe-1-1216

Czy warto odwiedzić Luna Park?

Atrakcją dzisiejszego dnia miał być Luna Park we Władysławowie. Wiktoria na pomysł pojechania do „Mini Energlandi” skakała z radości. Jak było? Dla Wiktorii – raj. Dla nas? Niekoniecznie. Jeśli lubisz wydawać pieniądze – to będzie strzał w 10! A lubisz? Za każdą osobę płacisz 1 zł na wejście a wszystkie atrakcje są płatne dodatkowo. Każda po kolei i dla każdej osoby. Nawet takiej jak Maja. Dla przykładu – jedno okrążenie diabelskim młynem kosztowało nas 40 zł. Przy okazji odradzam wjazd z małym dzieckiem. Na górze – zamiast skupiać się na widokach, pilnowaliśmy córek. Gondole – niezbyt bezpieczne. Dla mnie na NIE. Co jeszcze? Młyn to był początek góry lodowej, bo Wiki nie chciała wyjść z Parku a my jej ten Park obiecaliśmy. I to był nasz błąd. Choć i tak atrakcji zaliczyliśmy kilka, co na tle całej oferty było malutką kropelką. Jaki z tego moral? Lepiej nie pokazywać dziecku tego miejsca, chyba, że umiecie co chwilę mówić „nie, nie, nie” … Ale jedno trzeba im przyznać – umią robić biznes. Ludzi było tam mnóstwo więc i zarobki pewnie mają niemałe … Cóż – nic tylko się cieszyć 🙂

nowe-1-1230nowe-1-1217nowe-1-1218nowe-1-1220nowe-1-1221nowe-1-1222nowe-1-1223nowe-1-1226nowe-1-1228nowe-1-1229

„Być we Władysławowie i nie wejść … gdzie?”

My natomiast zdecydowanie lepiej bawiliśmy się w Domu Rybaka, na wieży z której rozpościera się widok na morze, zatokę i półwysep Helski. Wjazd windą i korzystanie z tarasu widokowego możliwy jest do godz. 21.00. Zachód słońca musi być z tego punktu czymś kapitalnym. Niestety zaczął się wtedy, kiedy my zjechaliśmy w dół. I znów nasz rytm wyznaczyły nam dzieci. Maja zaczęła marudzić a Wiki była głodna. Niemniej udało nam się namówić ją na jeszcze jedną atrakcję po drodze, znajdująca się w tym samym budynku na 5 piętrze – Wystawa Magiczny Zawrót Głowy. Pełno ciekawostek, różne sztuczki. Warto poświęcić na to miejsce trochę czasu. Nie będę zdradzać ci szczegółów, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie – duży i mały. Nie zdążyliśmy zejść do Muzeum Motyli, ale być może udamy się tam jutro. 

nowe-1-1231nowe-1-1235nowe-1-1234nowe-1-1232nowe-1-1233nowe-1-1240nowe-1-1237nowe-1-1238nowe-1-1239

Dzień zakończyliśmy wędzoną rybką, pysznymi zakręconymi frytkami, spacerem przy zachodzącym słońcu i próbą puszczenia lampiona. W ostateczności okazał się mieć dziury i zamiast w niebo – poleciał do śmietnika. Jutro powtórka z rozrywki 🙂

nowe-1-1197nowe-1-1196nowe-1-1242nowe-1-1243

I tyle. Teraz nie pozstało nic innego jak błogi sen … i odpocznek na dzień 4 🙂 

Będziesz ze mną jutro?

nowe-1-1208