Zeszłoroczny sezon jesienno – zimowy, nie był dla nas łaskawy. Co prawda cieszyłam się, kiedy dzięki mojej determinacji, udało nam się dwa razy wyjść z choroby, bez antybiotyków, które były dziewczynkom przepisywane, ale jakby nie było chorowały. Nie uważam tego za koniec świata, bo każda przebyta choroba, a zwłaszcza taka, kiedy stosujemy jak najwięcej domowych środków, wzmacnia odporność, ale nie lubię, gdy nasz rytm dnia i co gorsza nocy wyznaczają inhalacje, a kosz zapełnia się zasmarkanymi chusteczkami.
W tym roku postanowiłam, że przygotowania do sezonu „gilów po pas„, rozpocznę już latem. To wtedy zaczęłam szukać informacji, co zrobić by zimą mniej chorować. Bo ponoć się da. Ilekroć znajdowałam kolejne wskazówki, wprowadzałam je w życie nasze i naszych dziewczynek i teraz widzę tego efekty.
Jeśli nie wiedziałaś o jakimś sposobie, nie załamuj rąk, że nie robiłaś czegoś wcześniej. Zacznij jeszcze dziś, a pierwsze efekty zobaczysz już po miesiącu.

  1. Zaczęłam stosować probiotyk. Mam w domu dwie sztuki oporne na kiszonki. Nie lubią i koniec. Ja w ich wieku ponoć też ich nie jadałam, a dziś uwielbiam, więc nie załamuję rąk. Kiedyś się rozsmakują. Daję słowo. Póki co, stosujemy  probiotyki z prebiotykami w postaci produktów aptecznych i wciąż szukamy swojego ulubionego smaku domowych  roślinnych jogurtów. Czemu probiotyki każdego dnia? Bo zdrowie zaczyna się w jelitach i naprawdę staram się o tym pamiętać.
  2. Witamina D. Aktualnie D plus K w kropelkach. Zdania na temat przyjmowania witaminy D w okresie letnim są podzielone, niemniej my stosujemy ją regularnie przez cały rok, przy czym w okresie jesienno – zimowym zwiększamy dawkę. Witamina D skutecznie zwiększa odporność organizmu, a u osób chorujących stwierdza sie jej niski poziom, zatem jeśli nie miałaś o tym pojęcia, już wiesz, że warto to robić 365 dni w roku.
  3. Stosujemy Acerolę. Każdego dnia przygotowuję dziewczynkom wodę z acerolą i z miodem. Acerola jest bogatym źródłem witaminy C. My – dorośli, stosujemy na zmianę Acerolę z Wit C (kwas l-askorbinowy). I póki co, nic nas nie bierze, nawet jak dookoła wszyscy łapią już pierwszą grypę.
  4. Unikamy przetworzonej żywności. Mowa o wszelkich gotowych sosach, fixach, ciasteczkach, kolorowych napojach itd. Oczywiście nie popadamy w skrajności. W naszym domu są słodycze i nie zawsze są to ciasta, które piekę samodzielnie. Takie bez cukru, fit, z warzywami i w ogóle. Ale dbam o to, by kupne słodycze były zdecydowaną mniejszością. Zaś przygotowując posiłki, staram się przemycać w nich jak najwięcej warzyw. Królują u nas zupy krem (z cukinii, z pomidorów, brokułowe), szybkie warzywne „sosy” do makaronów, placuszki warzywne itd. Używam ziół, często tych świeżych. Wyciskam świeże soki i takie serwuję dziewczynkom zaraz po przebudzeniu.Ostatnio wprowadziłam im ciepłą wodę z cytryną. Na czczo. Ponoć świetnie oczyszcza organizm.
  5. Nie przegrzewam. Przy aktualnej pogodzie (18 stopni) pozwalam, jeśli mają taką chęć, na to, by biegały po podwórku w krótkim rękawku. Słucham tego, co do mnie mówią. Jeśli nie chcą zakładać bluzy, nie robią tego, nawet jeśli wydaje mi się, że powinny.
  6. Hartuję. Co kilka dni od jakiegos czasu kończę ich wieczorną kąpiel, zimnym prysznicem stóp. Nie protestują, więc wierzę, że wyjdzie im to na dobre.

O tych kilku trikach staram się pamiętać codziennie. Zdarza się, że ulatuje z głowy, ale jak mi się przypomni, po dniu lub dwóch, lecę z tym dalej …

I mam nadzieję, że tej zimy będzie lżej. Bo, że będzie katar, to nieuniknione. Już jest. Ale obyśmy nawet z tym katarem cieszyli się ze złotej polskiej jesieni, a potem z lepionego bałwana. I tego życzę nam i Wam!

Masz jakieś sprawdzone sposooby na lepszą odporność u dzieci? Podziel się! Każda wiedza mile widziana!