Sobota upłynęła nam pod znakiem całodziennego wypadu z domu. Po wolnym śniadaniu, jedzonym bez zbędnego pośpiechu bo „szybko Kochanie, do przedszkola się spóźnimy!” (swoją drogą – ciężko mi przestawić się na tory by codziennie wstawać i odwozić Wiki do p-kola – to minie?) wyruszyłyśmy się na poszukiwanie ukrytych talentów Wiki. Tym razem nasz wybór padł na warsztaty cukiernicze „Piesek w kąpieli„, przygotowane przez As W Kuchni w Pstro Cafe, w Opolu. Powiem Wam tak. Opole mnie zaskakuje z dnia na dzień. Niby małe, powiadają co niektórzy, że dziura, ale atrakcji coraz więcej, a co za tym idzie spada chęć wyprowadzki do stolicy, o jakiej marzyliśmy jakiś czas temu. Bo niby większe miasto to większe możliwości. Ale i większe korki i ten cały pęd … to chyba jednak nie dla nas … chyba.

Ale do rzeczy.

Warsztaty cukiernicze w samym centrum ZWM. Kto z Opola, to wie o czym mówię, nietutejsi niechaj pominą tą zbędną wzmiankę 🙂 Generalnie wydawałoby się, że ten wpis tylko dla miejscowych, ale nic z tych rzeczy. Bo w sumie puentą ma być to, by wyszukiwać w swoim mieście ciekawych atrakcji, warsztatów, pokazów, prelekcji i korzystać, korzystać i jeszcze raz korzystać. Pstro Cafe – mały, uroczy lokal przyciąga swoją uwagę gustownym menu. Kilka domowych ciast, koktajle i dobra kawa. Czegóż chcieć więcej? Ano na przykład może by spróbować czegoś ekstra? Np. kawy ze świeżym sokiem pomarańczowym? Ktoś pił? Poezja … Mają też w lokalu kącik dla dzieci i miejsce na wszelakie eksperymenty kulinarne. O istnieniu Pstro Cafe dowiedziałam się dwa dni wcześniej, mimo, że tamtejsze tereny znam doskonale. Cóż. Człowiek uczy się każdego dnia.

W warsztatach w Pstro Cafe, brało udział kilka dzieci, których zadaniem było przygotowanie z masy cukrowej pieska i ozdobienie nim pysznej babeczki. Warsztaty były darmowe, a euforia dzieciaków sięgała zenitu. Wiki była zafascynowana własnoręcznie zrobionym zwierzakiem, mama była dumna, a całą resztę zgarniała Maja. Jak się wessała w masę, nie mogłam jej tego zabrać. To było jej pierwsze doświadczenie z taką ilością cukru, a język miała niebieski do końca dnia i nawet godzinę dłużej. Ponieważ biło od niej niesamowite szczęście z faktu pożerania tego co zrobiła jej siostra, przymknęłam oko na ten wyczyn, ku niezadowoleniu niektórych obserwatorów. Bo jak to? Takie małe i je cukier? Phiu!

Tymczasem zapraszam Was na małą fotorelację, zarazem zachęcając Was do takich aktywności, wraz ze swoimi dziećmi. A nuż odkryją w sobie talent i staną się mistrzami!

nowe-1-1433nowe-1-1438nowe-1-1439nowe-1-1443nowe-1-1444nowe-1-1445nowe-1-1446nowe-1-1447nowe-1-1449nowe-1-1450nowe-1-1451nowe-1-1452nowe-1-1454

Ja: „Podobało Ci się Wiki?”
Wiki: „Jasne mamuś. Od dziś w kuchni gotuję ja!”

Same widzicie, od dziś mam wolne. Kulinarne stery przejmuje Młoda!