Wiesz ile razy przez ostatni rok, zadałam sobie pytanie „dlaczego„?…
Co było powodem? Co zrobiłam źle? W którym momencie mogłam zrobić inaczej? To pytanie przelatywało przez moje myśli średnio kilka razy dziennie. Wierzyłam, że jak znajdę odpowiedź, to już nigdy więcej nie zrobię podobnie… Będę ostrożniejsza, może mniej wylewna, bardziej niezdarna lub słaba. Zrobię wszystko inaczej i wtedy odnajdę złoty klucz do szczęścia…

Bzdura. W tym nie tkwił problem. Nie ma ludzi idealnych. Nie ma nawet dwóch takich samych. Nigdy dwie osoby będące w związku, nie będą przypominały siebie. Nie będą na wszystko mówić równocześnie „tak” lub „nie”. Nie będą zawsze miały ochotę na ta samą kolację i ten sam film. Inaczej będą sobie wyobrażały wakacje. Będą miały różne marzenia. Różne oczekiwania, a czasem nawet odmienne pasje…

A jednak są w stanie w swojej odmienności, w innym spojrzeniu na świat, być obok siebie. Ale nie tylko tak, żeby być. Być i kochać. Wspierać. Motywować. Uczyć się siebie każdego ranka na nowo, aż do wieczora. A w nocy leżeć do siebie plecami, każdy pod swoją kołdrą i nie widzieć w tym problemu…

Zatem dlaczego?

Bo w pewnym momencie wszystko zaczyna nas nudzić…

I wystarczy, że znudzi na początku tylko jedną osobę.
Że tylko jedna, wstając któregoś razu rankiem, miałaby ochotę mieć inne życie. Na początku to tylko myśl. A co by było gdyby… Gdyby 5 lat temu, stojąc w kolejce do kasy, zobaczył Kaśkę, a nie Anię? Co by było, gdyby jej wtedy nie zaprosił? Nie kupił kwiatów na rynku od miłej staruszki, tylko za 5 złotych… Nie postawił piwa… Nie podał ręki… nie zaprosił na kolację… Nie zrobił pierwszego kroku…
Dziś byłaby inna. Może ładniejsza, nie brunetka, lecz blondynka, w końcu taki był zawsze jego ideał…

A potem myśl, najpierw taka od niechcenia, a później pojawiająca się każdego dnia, zaczyna stawać się niemalże obsesją…

I zaczyna Cię denerwować…
Że nie tak stawia szklankę…
Że nie tak gotuje jajka, jak powinna…
Że za dużo gada…
albo dla odmiany za mało…
Że znów założyła na siebie ten dres, bo może inna w dzień, gotując obiad, miałaby na sobie czerwoną sukienkę, fartuszek i szpilki…

I powoli zaczynasz zapominać w kim zakochałeś się paręnaście lat temu…
Czujesz nudę. Chcesz czegoś innego… Marzysz o świeżości… O tym, by smakowało inaczej… zapominając o tym, że w pewnym momencie wszystko zaczyna nas nudzić…

Dziś wciąż nie wiem czemu, choć już mniej o tym myślę. Zapewne popełniłam wiele błędów, których mogłam uniknąć. Nikt z nas przecież nie jest idealny. 
Ale właśnie wtedy, gdy pojawia się ta pierwsza myśl… że za nudno, za chłodno lub dla odmiany zbyt gorąco…To właśnie TO jest ten moment, by usiąść, spojrzeć JEJ głęboko w oczy i zadać SOBIE pytanie „dlaczego?”…

To właśnie TO jest ten moment, kiedy wszystko wydaje nam się nudne i nie takie… żeby to zmienić. RAZEM. 
Bo można nauczyć się inaczej gotować jajka, stawiać szklankę tak jak ON chce. Można dla niego zamienić dres na kuszącą kieckę, skoro o tym marzy… Można nawet się przefarbować. Zamienić dwie kołdry na jedną i zasypiać trzymając się za ręce, a nie leżąc do siebie plecami… 
można…

jeśli się chce…

jeśli się chce, gdy się znudziło, zrobić pierwszy krok, by na nowo rozpalić iskrę, którą miało się paręnaście lat temu, gdy na rynku kupowało się kwiaty od miłej staruszki… tylko za 5 złotych…