Poprosiłam ją o to tylko raz. To było kilka miesięcy temu. Wyglądało to mniej więcej tak. Siedzieliśmy wszystkie trzy w pokoju, one bawiące się, a ja robiąca swoje na komputerze. Po chwili poczułam odpływ energii, a to oznaczało jedno – czas na kawę. Poprosiłam więc Wiki: „Idę na chwilę do pokoju, a Ty pilnuj ją proszę, tak, by nic sobie nie zrobiła„. Nie minęła minuta, a ja słyszę przeraźliwy krzyk Wiki: „Mamoooo, szybkooo…„. Biegnę ile sił w nogach, choć do pokonania mam kilka metrów. Zdążyłam jeszcze boleśnie nadepnąć na klocek Lego, w myślach widząc dławiącą się Maję. Wpadłam do pokoju, chcąc opanować sytuację, patrzę – Maja siedzi sobie na podłodze, a obok zalana łzami Wiki, łkająca: „nigdy mi tego nie rób„. Pytam czego, co się stało, a ona już nieco spokojnie zaczęła mi tłumaczyć: „kazałaś mi na nią patrzeć, a mi się zachciało mrugać oczami, nie wiedziałam co mam zrobić …„. I nagle kamień zaczął spadać mi z serca. Wytłumaczyłam Wiki, na czym polega opieka nad Mają, tłumacząc jej, że czasem poproszę ją o pomoc, w końcu jest starszą siostrą. Wiesz, co mi rzekła: „Sama sobie ją pilnuj”. Zatkało mnie, ale tym oto sposobem uszanowałam prośbę mojej córki, choć nie było łatwo. 

Tamta sytuacja co jakiś czas wracała w moich myślach jak bumerang, i przypominałam ją sobie ilekroć chciałam znów poprosić ją o to samo. Nie ukrywam. Korciło mnie. Ale któregoś razu uświadomiłam sobie, jak bardzo skrzywdziłabym Wiktorię, gdybym to zrobiła. Czemu? Bo zrzucanie odpowiedzialności za dziecko na drugie dziecko, musi być czymś niesamowicie trudnym, a potwierdziła to tylko jej wcześniejsza reakcja. Bo zobacz, co by było, gdyby faktycznie coś podczas mojej minutowej nieobecności stało się Mai? Czy faktycznie to byłaby Wiktorii wina? Czy nie poleciałyby z moich ust słowa: „miałaś ją pilnować …, jak mogłaś i tak dalej„. Czy nie byłabym zła? Czy Wiki uniosłaby ciężar tego co się stało, nawet jeśli byłby to tylko zwykły upadek z niskiego łóżka, na miękki dywan, zakończony zwykłym siniakiem.

Nie trzy lata różnicy. Nie trzy lata, nie pięć, nie siedem. Według niektórych źródeł dopiero 12 – letnia różnica wieku jest odpowiednia do tego, by starsze dziecko opiekowało się młodszym i to tylko wtedy kiedy faktycznie tego chce, a nie wtedy kiedy tego od niego wymagamy. Oczywiście to nie tak, że starsze rodzeństwo nie powinno w ogóle zajmować się młodszy. Jeśli tylko chce pomagać, to chętnie, ale zawsze pod naszym okiem, a jeśli już się oddalamy, nigdy nie mówmy mu: „pilnuj, by nic się nie stało„. Nawet jeśli miałoby chęć pilnować, nie zawsze może mu się to udać. To tylko dziecko …

Może powiesz. Za moich czasów … Tak. Wiem. Za moich też. Sama jestem tą młodszą pilnowaną przez starszaków. Za czasów dzieciństwa moich rodziców było jeszcze lepiej. Dwaj kilkulatkowie sami w domu, to wcale nie był rzadki widok. Jeśli jednak u Ciebie też tak było, to tylko cieszyć się, że te czasy za nami i nic nikomu się nie stało.

Bo gdyby jednak, to kto wie, czy kiedykolwiek umiałabyś sobie wybaczyć, że nie pilnowałaś mocniej? Bardziej albo lepiej?

Pozwólmy więc naszym dzieciom być dziećmi, a jeśli potrzebujemy opiekunki, to sobie za nią zapłaćmy.