Rzadko kiedy zdarza się, by dziecko powiedziało Ci to wprost: „Mamo, chcę byś spędzała ze mną więcej czasu„. Ale nawet jeśli nigdy nie usłyszałaś tego z jego ust, nie znaczy, że o tym nie myśli. 
Nasze dzieciaki są perfekcyjnymi obserwatorami. To, że mają szósty zmysł, wie każdy, kto jest rodzicem. Przynajmniej ja jestem tego świadoma. Wiki nawet kiedy nie mówię jej, że na przykład jestem zmęczona, idealnie potrafi odgadnąć mój nastrój. A mi wydaje się wtedy, że jestem mistrzynią kamuflarzu. Nic bardziej mylnego …

Dlatego czasem wystarczy przypatrzeć się swojemu rytmowi dnia, nie czekając na to, by to dziecko zwróciło nam uwagę. 
Ostatnio zrobiłam sobie taki właśnie test. Sama przed sobą. Wieczorem ze szklanką mięty w dłoni. 
Analizując nasz dzień godzinę po godzinie, zobaczyłam, ile ucieka nam czasu, w którym mimo, że jesteśmy razem z domu, mijamy się w drzwiach do pokoju.

Kiedy na przykład chcę dokładnie posprzątać, zamiast zaangażować je w porządki, mówię by się pobawiły. A przecież wspólne sprzątanie jest świetną okazją do tego, by spędzić wspólnie minuta za minutą. 
Albo kiedy chcę przygotować posiłek, znów popełniam ten sam błąd. Wolę zrobić szybciej, a wiadomo, że z nimi to niemożliwe, więc wymyślam im zajęcie, podczas gdy najlepsza zabawa jest właśnie koło mnie …
A gdy idę do sklepu z nimi dwiema, to głowię się, jak przeżyć tą wizytę z Majką na rękach i Wiki u boku, podczas gdy znam sposoby, by nawet taką aktywność, zamienić w miło spędzony czas …

Przeanalizowałam to i jak zwykle postawiłam na zmiany „od kolejnego ranka„. 
Efekt był taki, że faktycznie kolejne jesienne przedpołudnie było nasze wspólne, a nie dzielone byle jak. 

I wiem, że nie zawsze się da, jak się chce, ale ilekroć się chce, to można zrobić tak, by się dało. 
Do skutku.
Prawda?

 

Ps. Masz ochotę wygrać buty KAMIK dla swojego dziecka na zimę? Weź udział w konkursie – kliknij TUTAJ 🙂