Jednego jestem pewna. To film nie tylko dla kobiet. To film dla mężów i reszty rodziny. Dla dziadków i przyjaciół. Dla siostry i brata. Dla sąsiadki. Choć z pewnością Ty jedna… kobieta i mama – zrozumiesz jego każdą minutę, gdy w myślach będziesz mówiła – „znam to…

Do kina na „Tully” poszłam z marszu. Miałam ochotę na kino i popcorn, a po przejrzeniu wieczornych seansów stwierdziłam ze to jedyny film, który mam ochotę zobaczyć. W dodatku ponoć komedia. Ponoć. Bo do typowej komedii brakuje mu dużo, choć zdecydowanie nie brak w filmie zabawnych dialogów, znanych każdej z nas, z takiego zwykłego, codziennego życia.

A jednak.

„Tully” to film z przesłaniem. I to tak mocnym, że wychodząc z kina miałam wrażenie, że świat na chwilę się zatrzymał. Byłam tylko ja i moje myśli. I cisza. I pustka. I chęć powrotu do domu. Tam, gdzie czeka prawdziwe szczęście…

Macierzyństwo- cukier puder czy gorzka czekolada?

Nigdy nie jest idealnie. A już na pewno nie jest tak jak na skandynawskich zdjęciach z Instagrama. Za to jest tak jak na filmie. Nieprzespane noce, zmęczenie, piersi nabrzmiałe od mleka. Czasami odgrzewana pizza, a po godzinach pomiędzy jedną pobudką, a drugą, paczka chipsów. Momentami marzenia by to rzucić i wyjechać albo choć na chwilę znów być beztroską nastolatką. Upić się bez konsekwencji i całą noc przetańczyć w obcasach…

Bez koloryzowania.

W filmie nie znajdziesz podkoloryzowanego życia. Tam znajdziesz życie. I problemy które być może Cie dotknęły. Albo mogą dotknąć kiedyś kogoś Ci bliskiego.

Czy można je pokonać? Co jest w życiu najważniejsze? Ostatnia scena rozwala wszystko i  jest odpowiedzią na te pytanie. Łza cieknąca po policzku i świadomość, że obejrzałaś jeden z lepszych filmów, jaki wyszedł w ostatnim czasie do kin. Nie zmarnowałaś ani minuty.
Wyjdziesz z kina i pobiegniesz tam, gdzie ja wczoraj…