Dziś mam dla Was krótki test. Zapytaj proszę swojego dziecka, co jest w życiu najważniejsze? Właśnie zadałam to pytanie Wiktorii i Mateuszowi. Wiki odpowiedziała: „Rodzina, zdrowie i kluski„. Mateusz: „Rodzina i hot-dogi„.

Popłakałam się…

i pomyśleć, że nie mają nawet 10 lat. Nie są pełnoletni, a na świat nadal patrzą przez różowe okulary. Ale mimo tego znają prawdziwą wartość w życiu. Ich słowa są szczere. Wiedzą, że to właśnie w rodzinie siła. Że to Mama i Tata są dla nich tym, kim chcieliby być w przyszłości. To ich chcą naśladować. Cieszą się, że są obok nich osoby, które nigdy ich nie zawiodą. Podadzą rękę i wskażą właściwą drogę. Nauczą zasad moralnych i poklepią po ramieniu. Pobawią się, a gdy będzie trzeba poleżą po cichu i po ciemku. Będą obok.

A my dorośli? Jaki wzór im damy? Co pokażemy? Kim będziemy dla nich za lat paręnaście? Wzorem?

Bo dla dzieci nie liczą się pieniądze, ani nawet zabawki…
Nie liczy się to, jakim samochodem jeżdżą. Przecież ostatecznie i tak wolą autobus…
Nie ma dla nich znaczenia, czy noszą na sobie metkę „X”, czy „Y”.
Czy pojadą na Kanary czy wykąpią się na Bolko…

Oni cieszą się wspólnymi chwilami. Szybko zapominają i łatwo wybaczają.
I choćby w złości krzyknęli „nie kocham Cię„, następnego ranka pokazują, że jesteś dla nich całym światem… Starają się…

Niby tylko dzieci…
A dają najpiękniejszą szkołę życia.
I doprawdy ten kto ich nie ma, nigdy nie zrozumie, jaką motywacją do życia są właśnie ONE…

niewinne…
i bezbronne…