Spotkałam dziś swoją koleżankę. Wyglądała zjawiskowo, choć niedawno urodziła dziecko. Szła pewnym krokiem ze swoim designerskim wózkiem i trafiła na mnie. A ja? Kucyk ledwo związany, dres i kurtka luźno zarzucona. Od słowa do słowa, pytam ją jak mijają im dni z maluszkiem. Mówi, że super, że Młody ładnie śpi, ładnie przybiera na w sobie wadze i generalnie jest tak jak to sobie wyśniła. Że jest idealnie. Spojrzałam na prawo – widzę Wiki w nowej kurtce brudnej od loda. Spojrzałam na lewo – widzę Maję, która właśnie się potknęła. Myślę sobie – faktycznie jest idealnie. Przytaknęłam jej, widząc jak jej oczy staja się coraz większe, a jej uśmiech się poszerza. „Ach … tak marzę o drugim dziecku, najlepiej tak za dwa, trzy miesiące …”. I wtedy pomyślałam sobie, że przecież powinnam jej powiedzieć, a nie mam odwagi.

Powinnam powiedzieć jej: „Żartujesz?”

To co najgorsze jest jeszcze przed Wami. Myślisz, że nie zaliczysz nieprzespanej nocy? Że zawsze będzie tak jak w bajce, w której żyjesz? Że każdego dnia będziesz zaliczać spacerki w szpilkach i białych rurkach na nogach? Czy naprawdę myślisz, że to wszystko tak właśnie wygląda? Że nie ma bezsilności, strachu i płaczu … że nie ma w macierzyństwie kolorów innych niż słodki róż czy błękit? Że nie ma czarnych chmur i ulewnych deszczy? Co z tego, że wychodzi po nich słońce? Chciałam jej powiedzieć, że dopiero się przekona … że wspomni moje słowa, gdy po raz setny będzie nosić na rękach zmęczone dziecko, a zegar będzie pokazywał północ. Że nie raz puszczą jej nerwy, krzyknie lub po prostu pożałuje, że powiedziała coś, czego powiedzieć nie chciała … Tak bardzo chciałam ją ostrzec …

Ta myśl trwała sekundę. Może dwie. A potem podbiegła do mnie już uśmiechnięta Maja z kwiatkiem w ręku. Tuż za nią dobiegła Wiki i powiedziała: „To dla Ciebie Mamusiu”. I dotarło do mnie, że wcale nie chcę jej tego mówić, nawet jeśli język rwie się do przodu. Przecież ona przez to wszystko przejdzie. Nie potrzebuję ją oświecać. To ona, tak samo jak każda z nas, zazna macierzyńskich smutków i radości. A przede wszystkim zazna najpiękniejszej miłości jaką zna świat – miłości dziecka. Z tą miłością u boku, żadna wichura nie jest straszna. Ta miłość wszystko zniesie. Dla tej miłości warto się poświęcić i dla niej warto to wszystko przeżyć jeszcze raz …

Więc odeszłam. Ona poszła w prawo. Ja w lewo. Spojrzałam raz jeszcze na nią i powiedziałam lekkim szeptem: „Przekonasz się, ale nie pożałujesz … NIGDY!”

i ucałowałam je obie …