Wczoraj w nocy wróciłyśmy z dziewczynkami do Opola. Nasz dom. Co prawda to słowo ma teraz dla mnie całkiem nowe znaczenie i sama nie wiem, czy mówiąc o domu w którym aktualnie się znajduję, czuję wciąż radość, czy jednak pustkę… Ale dziś nie o tym…

Nasz wyjazd do Zakopanego był nieco spontaniczną decyzją, ale mówią, że wycieczki na spontanie są najlepsze. I ta zdecydowanie taka właśnie była. W końcu miałam okazję pokazać dziewczynkom jak wyglądają prawdziwe góry i czy górskie wycieczki mogą być prawdziwą pasją…

Początkowo nie planowałam wspinać się wysoko, zdecydowanie bardziej pragnęłam zacząć od mniej forsownych szlaków. Miałam do dyspozycji 4 dni, więc chciałam zaliczyć 4 doliny. Na pierwszy dzień planowałam wycieczkę na Słowację (Popradzkie Pleso – takie Morskie Oko bez turystów), która z powodu ogromnej burzy nie doszła do skutku. Wróciłyśmy się więc do Zakopanego i zaliczyłyśmy Dolinę Strążyska. Tym samym rozbudziłam w Wiktorii apetyt na więcej i już drugiego dnia wszystkie trzy zdobyłyśmy Nosala (pieszczotliwie nazwanego przez Majkę „Nochalem”). Trzeciego dnia udało nam się pokonać ponad 20 km, wchodząc nad Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami, by w ostatnim dniu relaksować się w Dolinie Białego. 4 pełne dni, wykorzystane na maxa. Dziesiątki kilometrów we trzy… Mnóstwo rozmów o wszystkim i niczym. Tysiące pytań i odpowiedzi. Snucie planów i opowiastki o swoich marzeniach. Cudowny czas dla nas. Wycieczka, która udowodniła mi, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że jak się chce, to można. Że można w życiu wybierać inaczej. Można się poddawać, ale też iść do przodu. W każdej dziedzinie…
Ileż emocji wypociłam na szlaku… Ile myśli przeleciało mi przez głowę. Z iloma rzeczami się uporałam. Zdecydowanie ta wyprawa była potrzebna przede wszystkim mi…

A teraz kilka praktycznych informacji, które być może przydadzą Ci się, kiedy sama zaplanujesz taką wycieczkę.

  1. Zakopiańskie Doliny.


Pokonałyśmy z dziewczynkami Dolinę Strążyska i w połowie Dolinę Białego. Czasowo zajmowało nam to dłużej niż przewidywała mapa, ale wiadoma sprawa, że idąc z trzyletnim dzieckiem, poruszałam się znacznie wolniej. Dolina Strążyska jest bardzo fajna trasą, zdecydowanie mniej kamienistą niż np. Dolina Białego. Kończy się Wodospadem Siklawica, do którego nie doszłyśmy ze względu na pogodę. I choć chodziła mi myśl, by spróbować pomimo nadciagających chmur, cieszę się, że zrezygnowałyśmy, bo juz w drodze powrotnej zaczęło grzmieć, a dosłownie 2 sekundy po wejściu do samochodu, zastała nas taka burza, że wolałabym nie przechodzić tego na szlaku. Wchodząc do TPN musisz uiścić opłatę w wysokości 5 zł (bilet normalny). Ja płaciłam tylko za siebie, bo dzieci do lat 7 wchodzą za darmo. Więcej o opłatach w TPN znajdziesz TU. Przy wejściu do Doliny Strążyska możesz płacić kartą, ale to chyba wyjątek, bo w wielu miejscach niestety obowiązuje tylko gotówka. Więc zawsze miej ją w kieszeni.

2. Nosal (1206 m)

Góra, którą Majeczka pokonała o własnych siłach. Wspinaczkę zaczęłyśmy od szlaku prowadzącego w kierunki Przełęczy Nosalowej i Doliny Olczyska. Droga powrotna to był szlak w kierunku Kuźnic i taką kolejność zdecydowanie polecam. Majeczce łatwiej przychodziło wspinanie się po skałach, niż schodzenie skalistym terenem, dlatego wejście na Nosal tylko skałami, a zejście przez las… Całość zajęła nam około 4 h, łącznie z powrotem z Kuźnic na parking. Choć sama góra nie jest wysoka, rozpościerają się z niej cudowne widoki, które zachwycą nawet trzylatka.

3. Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami

Nad Morskie Oko nie planowałam wejść, a tym bardziej nad Czarny Staw, ale ponieważ całkiem przypadkowo przyjechała dzień wczesniej do Zakopanego moja siostra, postanowiłam dołączyć się do nich. Na parkingu byliśmy o 8.30 i to jest w sezonie pora, kiedy już nie można wjechać wyżej (pod samo wejście to TPN). Musieliśmy zaparkować kilometr niżej (całe szczęście kursują busy za 3 zł… niby kilometr, ale mając do pokonania ponad 9 w jedną stronę… ten kilometr robi różnicę). Do TPN weszliśmy o 9.00. Droga nad Morskie Oko zajęła nam 3 h. Po zjedzonym obiedzie około godziny 13.40 ruszyliśmy z Morskiego Oka w kierunku Czarnego Stawu pod Rysami, który zdobyliśmy o godzinie 15.00… Na górze spędziliśmy godzinę, o 16.00 zaczynając zejście z góry. Na parkingu przy wejściu do Parku narodowego byliśmy o 20.00, kiedy w górach zaczynało się ściemniać. Zdążyliśmy na styk…Gdy busem dojechaliśmy na dolny parking, praktycznie było już ciemno. Pamiętaj więc o tym, kiedy postanowisz z dzieckiem wchodzić nad Czarny Staw. Zejście o 16.00 jest maksymalną porą, o której powinniście zacząć to robić, by móc jeszcze pokonać trasę powrotną. Ale…

Jakaż to była satysfakcja. Podczas gdy mnóstwo ludzi jechało w górę bryczką, my pokonaliśmy ten szlak o własnych siłach. Majeczka dzielnie szła sama, a kiedy nie miała sił, wsadzałam ją do nosidła i szłyśmy razem. Nasza Tula w górach okazała się niezastąpiona. A widok Majki na szlakach, zawsze zbudzał serdeczny uśmiech na ustach turystów. Mam nadzieję, że nasz przykład zawstydził co niektórych młodych, którzy jechali bryczką, by potem chwalić się tym, jak to udało im się zdobyć Morskie Oko…
Przecież to własnie o to chodzi w górach… by cieszyć się tym, że zarzuca się plecak na plecy i się idzie. Samemu. A nie z pomocą bryczki…
A konie niechaj nas wożą na Krupówkach… proszę bardzo. A nad Morskim Okiem dajmy im żyć, bo ich widok nawet dziewczynkom sprawiał smutek…

Czy dzieci nadają się do górskich wojaży?

Przede wszystkim nauczona doświadczeniem stwierdzam, że dzieci naśladują nas… Jeśli wybieramy się w góry ze złym nastawieniem, a bo „będzie ciężko…”, „nie dadzą rady…”, „będą zmęczone…” to tak właśnie będzie. Będzie ciężko, nie dadzą rady i będą zmęczone. Ja motywowałam dziewczynki mówiąc im wprost, że wszystkie trzy poradzimy sobie we własnym tempie, a widoki będą najlepszą nagrodą za ich wysiłek. Bo to był wysiłek. Każdy dzień to był ogromny wysiłek. Dla mnie, a co dopiero dla nich. Ale kiedy dziś siedzę i to piszę… kiedy wszystkie się zregenerowałyśmy, stwierdzam, że ten wysiłek się opłacał. One znów chcą więcej, a ja chcę im to więcej dać…
Dzieci zatem jak najbardziej nadają się do zdobywania Tatr. Nawet maluszki. Dajmy im tylko szansę, bo to wspaniali kompani w podroży.
A czasu spędzonego na szlaku nikt nam już nie zabierze. I wspomnień. Naszych wspólnych. Mamy MOC.