Odkąd zostałam Mamą i ilość mojego czasu nagle drastycznie uległa zmianie, wizyty w toalecie niemal zawsze odbywały się z towarzystwem. Czasem czułam się jak aktor w teatrze. Dwóch małych widzów, zawsze bawił ten sam komentarz: „idę siusiu„, podczas gdy dla mnie to nigdy nie było zabawne, bo zazwyczaj i tak szłam tam w ostatniej chwili…

Inaczej rzecz się miała z Tatą. Kiedy on postanawiał skorzystać z toalety, dziwnym zbiegiem okoliczności nigdy nie miał asekuracji. Toaleta stawała się jego oazą spokoju. Minuta za minutą tylko dla siebie…

Wczoraj, kiedy po raz kolejny chciałam wymknąć się tam ukradkiem, dosłownie na chwilkę i kiedy znów zapukano do mnie z pytaniem – „czy długo jeszcze„, bo one siedzą same, przypomniałam sobie, jak to wyglądało u nas, kiedy byliśmy jeszcze we czwórkę…

I niech mi ktoś powie, że w rodzicielstwie panuje równouprawnienie…

Podróż Taty do toalety. Z przymrużeniem oka 🙂

1. Podróż do toalety dla Taty jest dużym wydarzeniem. Tata zazwyczaj przygotowuje się do tego pół godziny przed godziną zero. Czasem ustawia nawet przypomnienie w telefonie, które poprowadzi go do swojej świątyni o konkretnej godzinie i da innym domownikom sygnał, że to JUŻ. Oczywiście Tata tak poustawia wszystkim zajęcia, żeby w tym czasie nikt go nie rozpraszał.
2. W sanktuarium Tata spędza kolejne pół godziny. To trochę jak przerwa w mini spa, tylko mniej pachnąca. Całkowite odprężenie, doskonały spokój, czasami nawet gorąca kawa. Obowiązkowo dobra książka, gazeta, albo przeglądanie social mediów. Tata siedzi dumnie  na swoim porcelanowym przyjacielu, bez żadnej troski… Nic go nie absorbuje.
3. Wizyta w toalecie Taty, odbywa się bez widzów. Z powodów, które znane są tylko dzieciom w domu, nikt nie chce siedzieć w pustej wannie tylko po to, by na niego popatrzeć, nikt nie chce stanąć między jego nogami, podając mu pojedyncze, poszarpane kwadraty rolki papieru toaletowego, ani też nikt nie chce siedzieć na jego kolanach, żeby tylko być blisko. Tata ma 30 pięknych minut dla swojej dyspozycji.
4. Wyjście Taty do toalety, zazwyczaj nie ogranicza się do jednego razu dziennie. Tata może szukać nieco cuchnącej samotności w najmniejszym pokoju w domu, dwa, trzy lub nawet więcej razy. To rażące nadużycie, niemniej ilekroć się tam udaje, nikt go nie szuka… Nikt nawet nie zauważa jego zniknięcia…
A tymczasem, wycieczka mamy do toalety wygląda tak…
1. Dla Mamy, wycieczka do toalety to po prostu kolejna czynność, na który nie ma czasu, tak jak na wyrywanie brwi, noszenie czystych ubrań i uprawianie sportu. Tylko że jest to zadanie, którego nie może uniknąć. Poziom zainteresowania i kontroli innych członków rodziny jest jednak znacznie wyższy niż w przypadku wyjścia do toalety Taty…
2. Mama nie ma połowy godziny. To walka na minuty, czasem nawet sekundy. Czas jest dla Mamy bardzo ważny, bowiem okazuje się, że w tym samym momencie na horyzoncie pojawiają się rządni przekąsek/ napojów/ opowieści/ przytulanek towarzysze…
3. Wyjście do toalety jest prawie zawsze przerywane. Większość czasu w toalecie, spędza Mama z jednym lub kilkoma dziećmi siedzącymi na jej kolanach, rozkładającymi całą rolkę papieru toaletowego na kawałki lub robi TO… karmiąc piersią. By temu zapobiec wystarczyłoby zamknąć drzwi. Tak. Ale każda mama wie, że odbywa się to na jej ryzyko. Dziecko, któremu odmówiono bycia u boku matki, jest głęboko nieszczęśliwym i wyjątkowo hałaśliwym dzieckiem. Poza tym udowodniono, że najwięcej nieszczęśliwych wypadków dzieje się zawsze wtedy, kiedy Mama jest w toalecie, nawet jeśli Tata siedzi na kanapie obok…

4. Mama wchodzi do brudnej toalety, a wychodzi zawsze z czystej. To niesamowite, co zauważa, gdy siedzi przez 30 sekund na tronie. Mama w tym samym czasie wyciera kurz z parapetu i uchwytu na rolki, usuwa liczne puste kartonowe tuby, rozjaśnia kibelek i czyści siedzisko, a nawet myje umywalkę podczas mycia swoich rąk.
Ba. Bywa, że Mama podczas seansu nawet się umaluje. To jest rzadkość, ale kiedy czas ją goni, to makijaż robi nawet w minutę. I ma podzielność uwagi…

Ale bywa i tak… Dzieci oglądają bajkę. Mama postanawia wykorzystać swoje 5 minut. Pozostawia uchylone drzwi (żeby nikt nie usłyszał jak je zamyka) i wzdycha z zadowoleniem, gdy siedzi już minutę. Bierze odrobinę zimnej kawy i przegląda Instagrama. Mija kolejna minuta, a tutaj nagle słychać tupot małych stóp i dwa głosy krzyczące „Mamusiu! Gdzie jesteś?”
Gdy mama pośpiesznie wychodzi z łazienki, Tata przybywa na kolejne rundy. Chwilę później woła „Kochanie … Kochanie? … Jesteś tam? Czy możesz przyjść i zabrać dzieci? Próbuję skorzystać z toalety! Zabierz je! Natychmiast”.

Cóż… Witaj w moim świecie, witaj w moim świecie Kochany…