Dawno, dawno temu kiedy Tata i Mama nie mieli jeszcze potomstwa, wolna niedziela to był czas, kiedy albo oboje leczyli kaca po sobotnim disco, albo robili powtórkę z rozrywki. Ale to było naprawdę dawno temu. Tak dawno, że w zasadzie nie pamiętam, jak to naprawdę mogło wyglądać.
Teraz wolna niedziela oznacza wolną tylko dlatego, że nie można zabrać dzieciaków na zakupy do galerii.
Choć jak by się dłużej przyjrzeć, to dla Taty i dla Mamy ten jeden wolny dzień w tygodniu oznacza zupełnie co innego…

Wolna niedziela okiem Taty

Ufff… W końcu wolna niedziela. Wczoraj wieczorem po kilku drinkach z Pawłem, mam lekkiego kaca, ale jak wolna niedziela to wolna. Poleżę dłużej w łóżku. Szkoda tylko, że dzieciaki szaleją od 7 rano. Ale zaraz coś z tym zrobię. „Heeellllaaa… włącz im bajkę, muszę jeszcze pospać godzinę. Boli mnie głowa”. Ok. Jest cisza.
Uuu. Już 10… czas na śniadanie. Pewnie Hela zrobi mi ulubioną jajecznicę. Taka żona to skarb.
Teraz czas na toaletę i kąpiel…
Uwielbiam wolną niedzielę. Nic nie trzeba robić. Nigdzie nie trzeba się śpieszyć.
Ledwo co wstałem, a już obiad. Mój ulubiony. Rolada, kluski i kapusta.
Brzuch pełny to i drzemka by się przydała. W końcu muszę zregenerować siły przed jutrzejszą pracą.
„Tato, chodźmy na dwór…”. Ok. Ok. Przewietrzyć się można.
O! Już 19? Jak ten dzień szybko mija… Zaraz dzieciaki pójdą spać, a my obejrzymy sobie jakiś film. Tylko niech Hela zrobi kolację. Ta to świetnie gotuje…
Co za cisza w domu… Tylko ten hałas z łazienki… Aaaa… to pralka! Ok. Hela się kąpie, to ja wypiję jednego browarka. Już 21? „Helaa, chodź na film…!” – wołam. Przychodzi. Kładzie się obok. Zaczynamy… „Helka, nie zasypiaj…”… „Jestem zmęczona. Jutro rano do pracy.” „Hela. Ja też idę do pracy. A Ty czym zmęczona jesteś? Przecież dziś była WOLNA NIEDZIELA”!…

Wolna niedziela okiem Mamy

„Mamooo… zrób nam kakao”. Czy one w choć jeden dzień mogą wstać o 9, a nie o 7? „Mamooo”… Idę. Już idę. I znów kolejny dzień tygodnia. Wolna niedziela? Dla kogo wolna, dla tego wolna… Po wczorajszej wizycie Pawła i Karoliny, sprzątałam do 11 w nocy. Położyłam się po północy, a dziś znów to samo. Dam radę… „Heeellllaaa… włącz im bajkę, muszę jeszcze pospać godzinę. Boli mnie głowa”. Dziewczynki. Ciszej. Tatę boli głowa. Taaa. Boli go głowa. Kaca ma, a nie głowa go boli. Ok. Zrobię mu śniadanie. Może dzięki temu będzie miał siły, by pomalować tą ścianę, którą porysowały dziewczyny jakiś czas temu…
Już 9? Wstawię obiad, żeby zdążyć.
„Dziewczyny. Budźcie Tatę. Już 10!”
„Janek, wstawaj. Twoja ulubiona jajecznica!”
Rolady gotowe, kapusta przygotowana wczoraj. Kluski zamrożone. Jak to dobrze mieć już to z głowy…
„Janek… czy mogę do toalety?”… „Daj mi chwilę…” – słyszę. Ciągle to samo. Niby chwila, a godzina mija… Co on robi w tej toalecie tyle czasu?
Uff. Już po obiedzie. Janek pomalujesz ścianę? „Najadłem się. Muszę odpocząć. W końcu jutro czeka mnie praca od rana. Zrobię to w tygodniu”…
ehhhh…
Idziemy na spacer. Jak to miło się przewietrzyć!
O! Już 19? Jak ten dzień szybko mija… Zaraz dzieciaki pójdą spać, a my obejrzymy sobie jakiś film. Może tym razem to Janek zrobi kolację? On tak świetnie gotuje…
No tak… Mogłam się domyśleć, że musi znaleźć dobrą komedię!
Dzieciaki śpią. Idę się umyć i jeszcze nastawię pranie. „Helaa, chodź na film…” – słyszę z pokoju. Patrzę na zegarek. Już 21. Wychodzę, kładę się na kanapie i czuję, że zaraz odpłynę…
„Helka, nie zasypiaj…”… „Jestem zmęczona. Jutro rano do pracy.” „Hela. Ja też idę do pracy. A Ty czym zmęczona jesteś? Przecież dziś była WOLNA NIEDZIELA”!…
„Przepraszam, mówiłeś coś o wolnej niedzieli”?…
„Janek! Ty wariacie! Dobry kawał! Ty to jednak zawsze umiesz mnie rozbawić!…”

A tymczasem kończy się WOLNA NIEDZIELA i zaczyna się PONIEDZIAŁEK. Czyli to samo, każdego dnia…
I doprawdy słowo „wolna„, to czasem tylko wynik innej perspektywy 🙂

 

Ps. Jeśli chcesz przeczytać pierwszą część Tata kontra Mama. Wycieczka do toalety zapraszam TUTAJ.