Cześć. Jeśli weszłaś na ten wpis prawdopodobnie będzie to najlepsza rzecz, jaką dziś przeczytasz. Będą to słowa, których właśnie dziś potrzebujesz i już teraz się cieszę, że dadzą Ci one ulgę. Taką jaką dają mi, kiedy właśnie po raz kolejny zaglądam do tego wpisu.

Kochana nieznajomo!
Nie musisz lubić macierzyństwa. Ty nawet nie musisz go kochać.

Ponieważ kiedy przez cały dzień strasz się przygotować dzieciom ciepły posiłek, tak, żeby im smakował i był wartościowy, a one nie chcą go zjeść – to jest właśnie macierzyństwo.

Kiedy twoje dzieci – jeden po drugim mają histerię przed publicznością, najczęściej przy sklepowej ladzie… i której to publiczności oczy zaraz wyskoczą z orbit z obrzydzenia – tak, to również jest macierzyństwo.

Kiedy nie możesz w spokoju umyć tych brudnych naczyń bez kogoś, kto próbuje wejść Ci na głowę, żądając, abyś dała im jakąś przekąskę – to jest macierzyństwo.

I kiedy jesteś osądzana przez inne mamy i czujesz się jak potwór – tak – to też jest macierzyństwo.

„Czasami jest do bani”

Istnieje wiele gównianych rzeczy związanych z macierzyństwem. Czasami tak naprawdę jest do bani. I nie musisz tego lubić. Ani trochę.

I to wcale nie znaczy, że nie kochasz swoich dzieci. To nie znaczy, że nie lubisz być ich matką.

Nie kochanie macierzyństwa – lub nie lubienie go – jest w porządku. Nie kochanie każdej sekundy macierzyństwa nie czyni z ciebie złej mamy. Sprawia, że nie jesteś tylko mamą, ale również człowiekiem…

Bo kiedy właśnie teraz, wieczorem… wytarłaś stół, odłożyłaś ostatnią zabawkę na swoje miejsce, wytarłaś ostatnią łzę – czasem twoją… siadłaś i postanowiłaś chwilę pomyśleć, to powiedz sobie na głos… albo nawet po cichu, by nikogo nie obudzić, że nikt nie kocha Twoich dzieci jak Ty i kochasz je, ponieważ są one najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek Ci się przydarzyła.

A TY jesteś najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła się im…