Miliony poradników, tysiące rad i mętlik w głowie. Co zrobić, by za paręnaście lat, spoglądając w lustro powiedzieć: „Dałam radę?”. By ani razu nie pomyśleć, że gdzieś tam po drodze coś poszło nie tak?

Pamiętam, jak radzono mi, żebyśmy nigdy nie brali dziewczynek do łóżka. Że spanie z dzieckiem sprawi, że po pierwsze nie będziemy mieć własnego życia, a po drugie będą z nami chciały spać do 18… Potem radzono, żebyśmy nie nosili na rękach, bo się przyzwyczają. I będą tak chciały na każdym spacerze, w każdej sytuacji, a ostatecznie to nawet w domu nosić będziemy. Jak mówiono, by nie dawać słoiczków. Nigdy. Bo nie polubią smaku gotowanej potrawy w domu. Że jak wpadną w histerię, to niedozwolone jest je przytulać. Ani rozmawiać. Najlepiej wyjść i zostawić w spokoju. Uspokoją się. Co z tego, że po drodze zaliczą guza na głowie i omdlenie z wycieńczenia. Jak się same nie uspokoją, to też się nauczą, że zawsze się jest na ich zawołanie. A przecież nie o to w życiu chodzi…

A o co?

Bycie rodzicem to rola. Taka sama jak aktora w teatrze. Z tą różnicą, że w rodzicielstwie nie wszystko da się przewidzieć. Nie można uchwycić się jednego scenariusza i myśleć, że wyjdzie idealnie. Bycia rodzicem nie nauczy książka, mama czy sąsiadka. Ani babcia. Ani najlepszy psycholog czy nauczyciel. Żaden autorytet na świecie, nie poda nam gotowej recepty. Bo najlepszą receptą jest nasze serce. I intuicja. I to coś, co ma każdy rodzic. Zaufanie do siebie jest kluczem do sukcesu. To właśnie ono sprawia, że nie czujemy się zagubieni w gąszczu złotych rad, z których każda jest niby tą jedyną…

Bo owszem. Poradzić się można. Można kogoś zapytać o zdanie, można na podstawie czyjegoś, zmienić swoje myślenie. Można coś ulepszyć, w czymś się poprawić, stać się lepszym. Można. 
Ale nie można zapomnieć, że nawet bez tego, jest się jedynym rodzicem dla swoich dzieci. Czasem wystarczy iść przez życie w zgodzie ze sobą i wartościami, które wyniosło się z domu, by udowodnić innym, a przede wszystkim sobie, że lepiej być nie mogło…

Co zatem robić?

Olejmy trendy, które się zmieniają. Porzućmy perfekcjonizm. Nie stawiajmy sobie i swoim dzieciom poprzeczek, do których nawet nie sięgamy, a jak sięgamy, to tylko dlatego, że wspieliśmy się na palce… Pozwólmy naszym dzieciom być dziećmi. Zamiast kupowania im kolejnej pierdółki za kilka złotych, usiądźmy z nimi i zagrajmy w „papier i nożyczki”. Zresztą zobacz? Co jest najlepszą zabawką Twojego dziecka? Czy nie jest to ten pluszak, którego ściągnęłaś ze strychu, a który był Twoim ukochanym Misiem, którego codziennie tuliłaś do snu? Dzieciom dużo nie potrzeba. Ale na pewno potrzeba im uwagi. Uwagi rodziców, nie dzielonej na coś pomiędzy…
A gdy potrzeba, nie wstydźmy się prosić o pomoc. W życiu dziecka nie liczy się tylko mama. W dodatku zmęczona i sfrustrowana. 
Ostatecznie, wrzućmy na luz. 
Zamiast ganiać po mieście, od jednych zajęć dodatkowych po drugie w nadziei, że nasze dzieci wyrosną przez to na mądrych ludzi, usiądźmy obok nich i przekażmy im mądrość życiową, którą dostaliśmy w pakciecie od swoich rodziców…
Szanujmy ich zdanie. Zwracajmy uwagę na ich potrzeby i słuchajmy ich. 
Bądźmy dla nich. Pokażmy im drogę, którą z naszą pomocą pokonają.
I kochajmy. Zawsze i bez powodu.

Jesteś dobrym rodzicem. 
I nawet jeśli dziś miałeś gorszy dzień, jutrzejszy będzie lepszy. 
Pamiętaj. Rodzicielstwo nie trwa dobę. 
Trwa całe życie. 
Twoje. 
Najlepsze. 
Wasze. 
Jedyne.