Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się podjąć jakąś decyzję, której motorem napędowym był właśnie STRACH? Tak bardzo się bałaś, że zrobiłaś coś, wbrew swojemu sumieniu lub też swoich przekonań. Albo po prostu strach na tyle Cię sparaliżował, że wszystko Ci się pomieszało i zrobiłaś tak, a nie inaczej, choć w innej przestrzeni czasowej zrobiłabyś zupełnie odwrotnie?

A teraz pomyśl jak bardzo macierzyństwo, zmieniło Twój punkt widzenia … Strach o własne dziecko, jego zdrowie i życie jest chyba najbardziej paraliżującym uczuciem, które towarzyszy Każdej Mamie, Każdemu Rodzicu – bez wyjątku. Może skala strachu się różni, w zależności od czyjegoś charakteru czy osobowości, ale JEST. Naprawdę jest. 

Ja się boję 

Ja się boję. Nie za często, ale się boję. Boję się już od czasu, gdy te obie istoty, które dziś rozświetlają nasze życie, były drobnym pyłkiem w moim dużym brzuszku. I wcale się tego nie wstydzę. Tak bardzo je kocham, jak zresztą Ty – swoje dziecko, że dla ich zdrowia i życia zrobiłabym wszystko. Bez wyjątku.

To nie jest wpis o wadach i zaletach szczepień. Nie usłyszysz tu ruchów antyszczepionkowych czy proszczepiennych. Ale wierzę, że znajdziesz tu ZROZUMIENIE, bez względu na to jaką decyzję w sprawie szczepień podejmiesz.

Chcesz wiedzieć, jak to było u mnie? Wiktorię zaszczepiłam. Szła według standardowego programu szczepień, bez dawek skojarzonych, czy też dodatkowych szczepień. Szczepiłam, bo się bałam. Bałam się tych wszystkich krztuściów i innych chorób. Najzwyczajniej w świecie kierowałam się właśnie STRACHEM. Czy bałam się efektów ubocznych? Nie. Być może dlatego, że wtedy mało czytałam na ten temat, a poza tym wśród najbliższych, a nawet i bliższych – dalszych znajomych i krewnych temat NOP- ów nie występował, więc nie zgłębiałam się w dyskusje i wychodziłam z założenie „mnie zaszczepili, zaszczepię i ja„. Z Mają jest nieco inaczej. Była szczepiona w szpitalu, ale zaraz potem mieliśmy zapalenie płuc, potem katar, czerwone gardło i znów katar i tak odwlekane szczepienia doprowadziło nas do dnia dzisiejszego. Po dziś dzień Maja nie jest zaszczepiona. Wiesz czemu? Ze STRACHU. Od kiedy zaszłam w ciążę nagle temat szczepień wrócił jak bumerang. Nagle połowa znajomych zaczęła mnie pytać – „Zaszczepisz? Nie zaszczepisz? Ale wiesz, że szczepienia są bee” i tak dalej… A ja? Nosz kurde – nie wiedziałam. Im więcej myśleliśmy, tym więcej  mieliśmy wątpliwości. Ni stąd ni zowąd, co drugi znaleziony artykuł dotyczył poszczepiennych problemów. Głowa nam rosła i coraz bardziej strach nas obezwładniał.

Czy zaszczepię? Nie wiem. Jeśli zaszczepię – to ze strachu. Wciąż boję się tych chorób i ich możliwych powikłań. Jeśli nie zaszczepię – to nadal ze strachu. Tyle się mówi o szkodliwości szczepień. Ale czy będą gorszą matką? NIE. Wiesz czemu? Bo ja naprawdę rozumiem. Rozumiem tych co szczepią i tych co tego nie robią. Mam w sobie tę empatię, bo wiem, że strach o dziecko jest najsilniejszym uczuciem, popychającym nas do robienie czegoś lub nie. Nikogo nigdy nie wyzwie , do niczego nie nakłonię. Wiesz czemu? Bo ja naprawdę rozumiem. I Ty też powinnaś rozumieć.

Może w Polsce temat szczepień to wciąż temat rzeka. Te kary nakładane na rodziców, te wyzwiska, te setki niekończących się pytań. I co może zrobić rodzic? Jaką decyzje ma podjąć? Ma dwie opcje – zaszczepi lub nie. Cokolwiek zrobi – zrobi to ze strachu. A ja zrozumiem – bo jestem Matką. Matką która kocha. A jak kocha to dba. Tak jak i TY – rodzicu stojący na skraju szczepiennego drogowskazu. Więc głowa do góry! Wierzę, że Twoja decyzja będzie dobra. Tak jak moja.

Ja nadal nie wiem co zrobić. Bo może jeszcze dziś zadzwonię do przychodni… umówię się…Choć tak bardzo się boję. A może zrobię to za kilka miesięcy…  a może nie zrobię tego w ogóle .

Nie wiem … naprawdę nie wiem

Ale wierzę, że mnie zrozumiesz i nie rzucisz na mnie fali hejtu … Wierzę, bo też jesteś RODZICEM. Bo dla swoich dzieci zrobisz to, co najlepsze. Tak jak i JA.