Kiedy przeczytałam, że chorują nawet 3-letnie dzieci złapałam się za głowę. 3-latek? Jak to możliwe? Młodzież w wieku dojrzewania… ok. Dorośli… bardzo częste zjawisko… ale małe dziecko? A jednak. Oczywiście ta CHOROBA u przedszkolaków jest rzadkością, a jeśli już się przydarzy, może mieć uwarunkowania genetyczne, ale uświadomienie sobie wagi problem, może nam pomóc w porę zareagować, kiedy ten problem dostrzeżemy. Nie tylko na własnym podwórku. W porę zareagować i regularnie szczepić.

Depresja

Według danych NFZ z roku 2014, na depresję w Polsce leczyło się około 8 tysięcy dzieci. Najczęściej były to nastolatki od 15 roku życia, ale depresja u dzieci młodszych zdarza się tak samo często, niemniej bywa, że jest mylnie diagnozowana. I faktycznie znane są przypadki diagnozowania depresji u malutkich dzieci… często określanej jako „zmienione zachowanie” wynikające z jakiś dysfunkcji układu nerwowego. Takie zmienione zachowanie jest też coraz częściej rozpoznawalne wśród uczniów pierwszych klas podstawowych. Bo tak naprawdę wystarczy drobny kryzys osobisty, problemy w domu, problemy w szkole, brak akceptacji przez rówieśników, żeby dziecko zaczęło odczuwać obniżony nastrój i brak poczucia własnej wartości.

Co powinno nas zaniepokoić?

Brak chęci do zabawy. Dla dzieci zabawa jest jedną z najważniejszych aktywności w ciągu dnia. O ile jednorazowy brak chęci na zabawę, nie musi oznaczać nic, a bywa najczęściej początkiem np. przeziębienia, o tyle kiedy dziecko nie chce się bawić w ogóle, odosabnia się, nic nie sprawia mu przyjemności, ucieka do własnego pokoju, zamyka się, przesiaduje godzinami przed urządzeniami elektronicznymi i stan ten trwa dłużej niż kilka dni, warto bliżej przyjrzeć się jego przyczynom, nie pozostawiając dziecka samemu sobie. Do symptomów, które mogą nas jako rodziców zaniepokoić, można dodać również utratę apetytu, utratę wagi, zaburzenia snu lub brak koncentracji. Takie zachowania mogą trwać tygodniami i wtedy powinny być czynnikiem alarmującym, że coś może być nie tak…

Jak reagować?

Okazać osobiste zainteresowanie. Dzieci, których dotyka problem obniżonego nastroju, staja się zamknięte w sobie. Na pytania zadawane przez dorosłych, najczęściej odpowiadają „tak” lub „nie”, albo „nie wiem”. Chcąc dowiedzieć się gdzie leży źródło problemów dziecka, warto odwołać się do swoich osobistych spostrzeżeń. Pomocne może okazać się zadanie pytania w stylu: „Zauważyłam, że ostatnio zrobiłeś się smutny. Czy jest coś co sprawiło Ci przykrość? Może zechcesz ze mną o tym porozmawiać?”… Bywa, że dziecko nie od razu zechce się otworzyć. Ale małymi krokami, okazując mu codzienne, bezpośrednie zainteresowanie, możemy sprawić, że któregoś razu się po prostu przełamie.

Szczepionka na depresję! Regularnie podawana ponoć czyni cuda!

Prócz osobistego zainteresowania, jest jeszcze coś, co dawkowane regularnie, może sprawić, że dziecko dotknięte obniżonym nastrojem, zacznie pozytywniej patrzeć na świat. To naturalna szczepionka w postaci dużej dawki ruchu i sportu uprawianego całą rodziną. I to jest ważne, żeby do aktywności fizycznej razem z dzieckiem włączyli się również jego rodzice i rodzeństwo. Cała rodzina. Wspólne spacery, wycieczki górskie, wycieczki rowerowe sprawiają, że zaciskają się więzy rodzinne, a mocne relacje pomagają wzajemnie otwierać się przed sobą. To tak jak w związku między dwojgiem ludzi. Im więcej czasu ze sobą spędzają, tym więcej rozmawiają i wzajemnie się poznają. Nie można zbudować dobrej relacji bez rozmowy i wymiany zdań… To dlatego najtrwalsze relacji to te, pochodzące z przyjaźni. Z setek przegadanych nocy. O wszystkim i niczym. Ze wspólnych pasji i zainteresowań…
Podobnie jest z relacją rodzic/dziecko. Im bardziej w nią zainwestujemy w postaci poświęcanego jej czasu, tym bardziej zaowocuje otwartością i umiejętnością wspólnego rozwiązywania problemów. A to dobry fundament dla dziecka na całe życie.

Kiedy dołek nie jest tylko dołkiem.

Celowo najpierw nakreśliłam depresję, by pokazać wagę problemu. Byśmy jako rodzice, mogli zrozumieć, że TO może się przydarzyć również naszemu dziecku. Oczywiście często obniżony nastrój to NIE prawdziwa depresja, a jedynie chwilowy dołek spowodowany różnymi czynnikami. Niemniej brak odpowiedniej reakcji może doprowadzić do depresji, która w cięższych przypadkach u dzieci wymaga leczenia. Mając praktyki na studniach na oddziale psychiatrycznym dla dzieci, widziałam wiele młodych osób, które nie poradziły sobie same… To było ciężkie przeżycie. Wtedy jeszcze sama byłam młoda. Nie miałam dzieci. Podejrzewam, że dziś obserwowanie młodych ludzi zamkniętych w 4 ścianach byłoby jeszcze trudniejsze. Zarazem cieszę się, że było mi dane na własne oczy ujrzeć, że depresja u dzieci to nie jedynie „nic takiego”. To choroba. Choroba, która jak każda inna wymaga leczenia. Choroba mogąca doprowadzić do katastrofalnych skutków. Choroba, którą ciężko zdiagnozować, jeśli nie jest się z dzieckiem blisko…

Bo każde dziecko, niezależnie od tego czy ma lat 8 czy 18, potrzebuje mieć obok siebie rodziców, którzy nie są zajęci tylko sobą, ale takich, którzy są dla dzieci. I nie zostawiają ich samych sobie, lecz w tym najtrudniejszym dla nich okresie – okresie dojrzewania, biorą ich pod swoje skrzydła, otaczając ich opieką. Mając świadomość, że za chwilę wylecą z gniazda o własnych siłach. I polecą w świat. Najpiękniej jak się da…

fotografie – Łukasz Skarbek