Jej zresztą też. Bartkowi też. I na tym mogłabym zakończyć ten wpis. Kropka 🙂

Ale pomyślałam, że kilka słów dodać jeszcze mogę, żeby było kolorowo i by można było sobie co nieco podyskutować na ten temat.

Ponoć są dwie szkoły. Jedna zakłada, że spanie z dzieckiem jest ok, druga – kategorycznie się temu sprzeciwia. Ludzie prowadzą badania, piszą książki i kokosy na tym zbijają. Nie sprzeciwiam się jednej i  ślepo nie ufam drugiej. Po prostu, w tej kwestii zdałam się na swój rozum, intuicję oraz na to, co dyktowało mi SERCE. Albo inaczej – tak się wszystko potoczyło, że śpimy sobie w trójkę i jest nam z tym naprawdę fajnie.

Więc jak to było od początku?

Gdy Wiki przyszła na świat straciliśmy dla niej głowę. Totalny odlot. Pamiętam nasz powrót do domu. Położyliśmy ją do łóżeczka, wyszliśmy cichaczem z pokoju. Za chwile Bartek mówi do mnie „idź sprawdź czy oddycha”. Poszłam. Nie minęło pół godziny mówię do męża „looknij na małą”. I tak w kółko. Znasz te uczucie, prawda? Latasz co 5 minut sprawdzić czy z dzieckiem wszystko ok. W nocy wstajesz i dotykasz lekko klatki piersiowej. Unosi się. Uff. Idziesz spać, by za 15 minut znów sprawdzić. Można zwariować. No więc, chcąc przez resztę macierzyństwa, cieszyć się zdrowym rozumem, skoczył Bartek na szybcika do Smyka i zakupił monitor oddechu. Nasze wybawienie. Wrócił, podłączyliśmy i wszystko wróciło do normy. To znaczy w końcu mogłam usiąść na chwilę i w spokoju odetchnąć, po powrocie ze szpitalnej rzeczywistości. Zakup trafiony, okazał się być zbawienny. Tej nocy po powrocie ze szpitala, kiedy spaliśmy w naszym łóżku, a Wiki w swoim … nagle … wybudził nas ALARM. Tak, tak, monitor pokazał na co go stać. Wiktoria miała bezdech i dopiero nasza szybka reakcja i potrząśnięcie nią , spowodowało, że oddech wrócił. Domyślasz się pewnie, jak spędziliśmy resztę nocy … Patrzyliśmy na Wiki, nie mogąc ukoić naszego przerażenia i zarazem wdzięczności za to, że kupiliśmy to cudo techniki. Postanowiliśmy sobie jedno – będzie spała w swoim łóżeczku , z monitorem oddechu conajmniej do roku. I postanowienia dotrzymaliśmy. Bywały oczywiście chwile, gdy usypiałam z małą na rękach, ale były to wyjątki, gdzie oczywiście zaraz po ocknięciu się, odkładałam ja do łóżeczka. To było jej łóżeczko, jej azyl. Mama szczęśliwa, Tata szczęśliwy, Wiki szczęśliwa.

Ale minął rok i w końcu odłączyliśmy monitor, który aktualnie już grzeje swoje miejsce pod materacykiem Majki 🙂 Zbiegło się to z tym, że zaczął się etap wychodzenia z łóżeczka, wędrowania na nasze i tak dalej. I nawet nie wiem kiedy, ale Wiki zadomowiła się na naszym łożu i tak zostało. Po prostu. Stało się to wygodne dla mnie i dla niej. Jako, że karmiłam piersią ( UWAGA, napiszę Wam w tajemnicy, że nasze ostatnie karmienie z Wiki zakończymy w niedzielę 🙂 , ale o tym nie omieszkam Wam napisać coś więcej ), często w nocy robiłam to na śpiocha. Nie bawiłam się w odkładanie jej, ona pięknie przesypiała nocki, my też. Czegóż chcieć bardziej?

ZROZUMIENIA

Ano, fajnie by było by nasz entuzjazm podzielało społeczeństwo (czytaj : znajomi, przyjaciele, rodzina:) ). Ale jak to w życiu bywa, wszyscy wiedzą lepiej niż Ty, zatem od niektórych osób zaczęły się najpierw pytania typu : „a śpicie z Wiki?”, „a może warto nauczyć ją spać samodzielnie?”, potem stwierdzenia ” taka duża a śpi z rodzicami”, „jak jej teraz nie oduczycie to będzie z Wami spała do 10 roku życia”, aż w końcu dobre rady ” zastosujcie metodę 3, 5, 7 – ona działa”, „dajcie ją do swojego pokoju, po tygodniu się przyzwyczai, jak popłacze nic jej nie będzie”, itd…Oczywiście za każdą radę dziękowałam , wpuszczając ją jednym uchem, podczas gdy drugim wylatywała. Nie ze złośliwości i z tego, że ja wiem wszystko najlepiej. Bo nie wiem. Nie jestem idealna, nie jestem też specem od wychowania. Ale to nasze dziecko i miałam świadomość tego, że krzywdy jej nie robimy. Ba – wiedziałam, że na ten etap jest to jej potrzebne, że my nie czujemy się z tym źle, a ONA tym bardziej. Po prostu – poszliśmy za głosem SERCA. Naszego i jej.

Bywały chwilę, gdy np. kupiliśmy jej większe łóżko do pokoju i chcieliśmy zachęcić ją do samodzielnego spania. Kładła się, by po 5 minutach znów przywędrować do nas. Postanowiliśmy – nic na siłę. Jeśli ona tego nie czuje, jeśli jej jest z tym źle to dlaczego mamy ją do tego zmuszać?

W taki oto sposób znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Albo inaczej. Doszliśmy do dnia dzisiejszego. Śpimy w trójkę i dobrze nam z tym. Za 5 dni Wiki stuknie 3 latka, za 5 dni urodzi się Maja. Zaczniemy na nowo. Najpierw rok z monitorem oddechu, w łóżeczku , w naszej sypialni, a potem?

Wiki wymyśliła scenariusz

„Mamusiu, Tatusiu, ja wiem kiedy pójdę do swojego pokoiku spać. Kiedy pójdzie ze mną siostrzyczka i będziemy spały we dwójkę. Będzie fajnie. Jak u Peppy i George’a” – rzekła niedawno

Ona po prostu nie lubi samotności. Lubi czuć koło siebie kogoś bliskiego. Zresztą nie tylko ona. Ja też. Nawet jak byłam nastolatką, lubiłam chodzić spać do pokoju siostry. Nim urodziła się Wiki spałam obok męża ( teraz dzieli nas ONA 🙂 ). Więc skoro Ty lubisz spać z kimś, to nie dziw się proszę, że Twoje dziecko nie lubi spać samo. W dodatku te wszystkie fantazje, jakieś potworki latające po pokoju, dziecięce koszmary. O wiele bezpieczniej jest z rodzicami. I uwierz mi – ONA nie zechce spać z nami do 10 roku życia. No chyba, że jednak zechce, wtedy będziemy musieli z nią pogadać tak całkiem na serio 🙂

Cóż mogę rzec. Nie zakładaj od urodzenia pięknych scenariuszy. Życie je czasem weryfikuje. To nie wyścig na to, które dziecko zasypia samodzielnie już w wieku kilku miesięcy, roku, dwóch czy 5 lat. Każdy maluch jest inny. Jeden zaakceptuje coś bez problemu, dla innego akceptacja czegoś będzie ogromnym problemem.

Nie zauważyłam, by Wiktoria z powodu spania z nami cierpiała. Nigdy nie miała nocnych koszmarów. Nie budziła się spocona i oblana potem. Nie krzyczała wniebogłosy. Nie jest też od nas uzależniona. Jest mega towarzyska osobą. Czy to efekt spania z nami? Któż to wie?:) Badania pokazały, że osoby które śpią w dzieciństwie z rodzicami po pierwsze rzadziej chorują, a po drugie w dorosłości bardziej akceptują siebie, rzadziej miewają problemy natury psychicznej i są spokojniejsze. Super, no nie?:)

Więc jeśli masz tylko taką chęć i możliwość śpij z dzieckiem na zdrowie 🙂

A jeśli Ci to przeszkadza to na pewno znajdziesz sposób na to by Twój maluch pokochał swoje łóżko. Niestety ja Ci w tym nie pomogę. Nawet jakbym chciała. Bo totalnie się na tym nie znam. Ale obiecuję, że gdy tylko nabiorę jakiś nowych doświadczeń w tym temacie, to się z nimi podzielę. Choć może być tak, jak to niedawno skwitowała ironicznie moja znajoma ” kupcie sobie łóżko na 3 metry, bo będziecie spać w czwórkę”. Więc jeśli macie fajne namiary na takie szerokie posłanie to wiecie – chętnie się zastanowię nad zakupem 🙂 

Ściskam Was Kochane i czekam na Wasze komentarze i opinie 

To jak śpicie z maluchem czy nie? Fajne to jest czy nie?:)