Poczyniłam jakiś czas temu wpis o tym, że gdy one zasypiają, łapię się na tym, że zaglądam na paluszkach co rusz do ich pokoju, całuję ich gołe stópki i napatrzeć się nie mogę na nie – śpiące. Chętnie obudziłabym je, posiedziała z nimi razem, potuliła się na nowo, bo mam świadomość, że wciąż mi tego mało w ciągu dnia … że zbyt krótko mam je obok siebie …

Ale są też takie dni jak dziś. One zasnęły, a ja dopiero teraz zaczynam oddychać. Łapię powietrze, resetuje umysł, układam myśli, co piętrzą się w głowie. Cieszę się, że śpią. Podejrzewam, że gdyby ich aktywność przedłużyła się o dodatkowe, chociażby 15 minut, mogłabym wybuchnąć. O pierdołę. O nic znaczącego. Na szczęście zasnęły. Szybko.

Lawina dzisiejszego dnia przygniotła mnie maksymalnie. Czuję się wypluta psychicznie. Mam wrażenie, że energetycznie nie nadążam za swoimi dziećmi. To nawet nie jest wrażenie. Ja naprawdę nie nadążam. Dziś nie wiedziałam jak podzielić swoją uwagę. Obie jej potrzebowały, a ja denerwowałam się sama na siebie, bo nie umiałam się rozdwoić. Denerwowałam się też na Bartka. Tak w umyśle. Choć jest w pracy. Zazdrościłam mu tego, że go tu nie ma. Że nie musi gotować 3 dań, bo żadne nie smakuje. Że nie musi nosić na rękach po raz setny w ciągu dnia, słuchać krzyków, płaczu i histerii. Że nie musi schylać się z bolącą głową i zbierać zabawki porozrzucane po całym domu. Że nie musi prać, prasować i 4 raz z rzędu myć podłogi. Bo coś rozlane, coś się klei, któraś zwymiotowała, albo jedząc obiad nie bardzo umiała trafić łyżką do buzi, a karmiona być nie chce. Naprawdę mu zazdrościłam. Marzyłam by się zamienić. Oddać wszystkie swoje obowiązki i przyjemności, pójść do jego pracy i … odsapnąć. Od tej całej otoczki. Od rzeczy, które robię każdego dnia …

Tymczasem musiałam dokończyć dzień razem z nimi. Z nudnościami i migreną w komplecie. Nikt mi nie dał zwolnienia. Nie mogłam się położyć i wyciągnąć nogi przed siebie. Musiałam do końca trzymać fason, w myślach marząc o chwili, gdy obie odpłyną … Usnęły.

Ucieszyłam się. Usiadłam. Zrobiłam herbatę. Nie wstawiłam kolejnego prania. Chłonę ciszę.

Może zaraz pójdę … uchylając drzwi do ich pokoju, uśmiechnę się, rzucę szeptem, że je kocham i wrócę.

Naładuję akumulatory.

Z radością powitam jutrzejszy dzień.

Oby był lepszy.

Mam nadzieję, że ze swoimi odczuciami nie jestem sama …

nowe-1-1639