Do napisania tego artykułu skłoniła mnie pewna refleksja, która nasunęła się po tym, jak niechcący byłam świadkiem rozmowy dwóch miłych Pań, przy długiej, biedronkowej kolejce.

-„słyszałaś, że A. się rozwodzi? Po 4 latach małżeństwa. Wczoraj powiedziała mi to K. Tak bardzo szkoda jej córki…”
-„uuuu… rozwódka. Nie prędko sobie kogoś znajdzie z dzieckiem”
-„ale nie jest brzydka”
-„ale ma dziecko. B. nie ma dziecka, a nadal sama. Też nie brzydka. Ale ona to chyba zostanie starą panną, jak tak będzie wybrzydzać”…

Może nie do końca powtórzę słowo w słowo tę rozmowę, ale taki właśnie miała sens. Rozwódka z dzieckiem? Katastrofa. Kto ją zechce? Jak niebrzydkiej kobiecie się nie udaje, bo za bardzo wybrzydza i ostatecznie może zostać starą panną, to dzieciata, po rozwodzie ma wyjątkowo podniesiona poprzeczkę. I już nigdy nie będzie szczęśliwa…

„Jeszcze kiedyś będziesz szczęśliwa. Chyba.”

Ludziom, zwłaszcza tym, będącym w szczęśliwych związkach, wydaje się, że „być rozwiedzionym” to łatka, która z góry powoduje nieszczęście.
Bo czy naprawdę można być szczęśliwym, wieczorem siedząc w głuchej ciszy…? Nie…
Bo czy naprawdę można być szczęśliwym, nie mając się do kogo przytulić co ranka, a na spacerze nie móc chwycić za rękę nikogo innego, poza swoim rozbrykanym dwulatkiem? Nie… coś Ty! Można? Serio?…
… jakby szczęśliwe życie składało się tylko z rozmów i pocałunków…
I to właśnie „społeczeństwo” na pozór szczęśliwych ludzi, tak niesamowicie nakręca tę spiralę, że często sama kobieta, która się rozwodzi lub jest już po rozwodzie, wciąż jeszcze osłabiona, może z małym poczuciem własnej wartości, myśli o sobie właśnie w ten sposób „już nigdy nikogo sobie nie znajdę. Kto zechce ROZWÓDKĘ z dzieckiem?„. A potem mijają lata… a ona nadal stoi w tym samym miejscu, z tą samą łatką „jestem rozwódką – nie zbliżać się – parzę. Ja i moje dziecko„. Uwierzyła. Uwierzyła innym, że nie będzie inaczej.
Odczuwam to poniekąd na własnej skórze, bo już wiele razy usłyszałam „zobaczysz, jeszcze będziesz kiedyś szczęśliwa„. A tymczasem ja…

jestem szczęśliwa.

I nie mówię tutaj o tym, że cieszy mnie rozwód. Nigdy nie planowałam takiego rozwoju swojego życia. Nie chciałam się rozwodzić.
Ale…
Czuję się szczęśliwa, bo wiem, że nie mam innego wyboru, jeśli nie chcę być nieszczęśliwą. Mogę wybrać szczęście lub nie i to do mnie należy, którą kartę pociągnę. Pociągnęłam szczęście…

Rozwódka. Czy może być gorzej?

Może. Można być nieszczęśliwym mając w swoim życiu wszystko. Można mieć męża i cały spichlerz złota i wciąż być niezadowoloną. Bo jeśli ktoś nie ma ułożone w głowie, to i w życiu będzie chaos. I nie będzie cieszyć codzienność. Lecz codzienność będzie zwykłą frustracją…

Jeśli będę po rozwodzie, nie będę czuć się „II kategorią”. Nie będę witać się hasłem: „Cześć. Jestem rozwódką. Z dzieckiem. To ja. Kobieta gorszego sortu„. Każda z nas może być kiedyś wartościowym partnerem dla innej osoby, a przeżycia, które są naszym udziałem TU i TERAZ, mogą nas tylko wzmocnić i sprawić, że jeśli odpowiednio to przepracujemy i przede wszystkim popracujemy nad sobą, to w kolejnej relacji unikniemy popełniania błędów, które były naszym udziałem…

I nie jest istotne, czy będąc po rozwodzie jesteś sama, masz jedno dziecko, dwójkę, czy piątkę. Czy masz 20 lat, czy 40. Rozwód to nie skaza, a rozwódka to nie kobieta z wadą. To kobieta po przejściach, a takie mają i ZNAJĄ swoją wartość…  a przynajmniej powinny znać, a jeśli nie znają, to zanim odnajdą swoje szczęście we dwójkę, muszą się tej wartości samodzielnie nauczyć…

To, że Twoje życie rzuciło Tobie kłody pod nogi, oznacza tylko tyle, że warto być zrobiła z nich ognisko. A każde ognisko zaczyna się od iskry… I przyjdzie taki czas, że jeśli SAMA ZECHCESZ i będziesz GOTOWA, to pojawi się ktoś, być może też po przejściach tak jak Ty, kto poda Ci zapałkę. A nawet ją zapali…

 

A na koniec myśl, którą podzielił się z Wami radca prawny Tomasz Plasota na swoim Facebooku TUTAJ, w kontekście osiągnięcia równowagi w życiu. Ciekawe spostrzeżenie z prawnego, męskiego punktu widzenia, o którym warto pamiętać…

Na nowy start trzeba osiągnąć równowagę. Zadbać o siebie. Uwierzyć w to, że jest się wartościowym człowiekiem. Czasami jeszcze przed tym trzeba przejść przez fazę odreagowania – byle nie urządzić się w niej na stałe jak w przysłowiowej d…. 😉

Dopiero wtedy można wchodzić w poważne związki na zasadzie RÓWNOWAGI. Jak są dzieci to jest jeszcze kilka aspektów do unormowania…
Jeśli zrobi się to za wcześnie, bez pracy nad sobą, to skutek będzie podobny jak za poprzednim razem – powielimy błędy…

Wspierając Panie prawnie zwracam też uwagę na to jak radzą sobie w tym trudnym dla nich czasie. Dzielę się doświadczeniami zawodowymi i życiowymi.

Z mojej obserwacji wynika, że kobiety, które dobrze przepracują ten trudny czas po rozstaniu, w szybkim tempie robią kolejny krok i często ich nowe życie jest dużo ciekawsze, bardziej radosne i bogatsze w małe i duże sukcesy, niż życie poprzednie.

A co najważniejsze te Panie lubią to nowe życie i lubią nową siebie 😊”

I tego Ci życzę. Byś zawsze lubiła siebie!