Kiedy dotyka Cię temat rozwodu, nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie wiesz nic. Nie wiesz, co masz zrobić, gdzie się udać i jak to wszystko będzie przebiegało. Czy potrwa krótko, czy długo. Ostatecznie nie wiesz nawet jak się ubrać.
Okazuje się natomiast, że większość dookoła, wie wszystko lepiej niż Ty. Choć nigdy nie znaleźli się w takiej sytuacji, nigdy nawet w Sądzie nie byli, to jednak ONI wiedzą lepiej. Oczywiście sprawdza się tutaj zasada, że zawsze najlepiej idzie nam wypowiadanie się o sprawach, o których nie mamy zielonego pojęcia…
Pamiętam, jak jedna znajoma, powiedziała mi wprost: „Idź do sądu sama. Zaoszczędzisz. A Sąd lubi kobiety, więc pójdzie po Twojej myśli.” Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się, że wtedy jej nie posłuchałam. I choć miała dobre intencje, to jednak pierwsza rozprawa upewniła mnie w tym, że…

Dla Sądu i ja i druga strona jesteśmy tacy sami.

Nie. Sąd nie lubi kobiet. Ani nie lubi mężczyzn. Sąd to Sąd. To instytucja, która ma za zadanie rozstrzygnąć spór i tutaj nie liczy się płeć czy piękne oczy. Tutaj liczą się dowody, znajomość prawa i tak dalej…
Jeśli kiedykolwiek usłyszysz, że Sąd lubi kobiety i zawsze staje po ich stronie, zwłaszcza wtedy, kiedy sam jest kobietą, bo przecież rozumie, czuje empatię, chce wesprzeć… to pod żadnym pozorem nie bierz sobie tego do serca. Bo rzeczywistość zwali Cię z krzesła na podłogę, a upadek będzie bolesny.

Dla Sądu liczą się argumenty. On nigdy nie był w Waszym domu i nie widział ani jednego skrawka Waszego życia i Waszych emocji. On słucha. Analizuje. Nie jest zainteresowany tym, czy nosisz spódniczkę czy krawat. Interesujące są udokumentowane fakty. Nie masz dowodów? Możesz zaśpiewać swoją historię głosem tak seksownym jak Norah Jones, ale jak druga strona zaśpiewa to samo, tylko inaczej, głosem silnym niczym Barry White, to Sąd nie uwierzy żadnemu z Was…
Życie…

Dlatego zderzając się z tym, jak to naprawdę wygląda, nigdy nie namawiałabym na to, by iść do Sądu samodzielnie. Podziwiam te z Was, którym to się udało, choć rozmawiając z niektórymi, zawsze nasuwała się Wam ta sama sentencja… „A jednak brakowało mi wsparcia„…

Do sądu – bez prawnika czy ze wsparciem?

Zadałam zatem Mecenasowi pytanie: „Do Sądu. Z Radcą Prawnym czy bez?” Oto jak rozwinął ten temat, niesamowicie ważny, bo od tego zaczyna się wszystko…

Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy.

Pisałem o tym na moim Instagramie (kto nie był tego zapraszam https://www.instagram.com/radca_prawny_plasota/ ale temat jest ważny więc ponawiam raz jeszcze na blogu Mamalife.

W związku z licznymi pytaniami, jak poniżej:

„Czy mogę sam/a napisać podanie do sądu, czy musi to zrobić prawnik?”
„Czy mogę sam/a brać udział w debacie sądowej, czy musi robić to prawnik?”

odpowiadam:
Tak, możesz sam/a złożyć POZEW lub WNIOSEK (zależy o jaką sprawę chodzi).
Tak, możesz sam/a występować w swoim imieniu podczas ROZPRAWY.
Przed Sądem możesz występować sam/a praktycznie w każdej sprawie, oprócz spraw przed Sądem Najwyższym.

Najczęściej po tych dwóch pytaniach pojawia się trzecie, krótsze 😉.
„A czy dam sobie radę sam/a?”

Hmm 🤔 co ja mogę odpowiedzieć…
To indywidualne i zależy od Twojej świadomości prawnej (lub jej braku), od problemu prawnego, jak i stanowiska drugiej strony sporu.
A jak o sporze mowa to i odporności na stres, który jest znacznie większy, gdy działasz bez wsparcia fachowca – radcy prawnego.

No właśnie fachowca…
Wybór odpowiedniego jest kluczowy i wbrew pozorom trudny, ale tak to już jest w życiu z wyborami.
Czym człowiek bardziej świadomy tym wybór trudniejszy, prawda?
Dotyczy to zarówno wyboru mechanika, majstra od remontów, nauczyciela angielskiego dla dziecka, lekarza jak i partnera życiowego.
Jedno jest pewne, jak wybierzesz źle tego ostatniego i narobi Ci szkód w życiu lub będziesz chciał/a się od niego uwolnić, to wizyta w Sądzie zazwyczaj konieczna.

A co do samego Sądu to pamiętaj, że Sąd nie jest od pomagania stronom.
Dla Sądu każdy jest równy – Ty działający(a) sam/a, jak i druga strona, która wspierana jest przez prawnika. To co otrzymasz od Sądu to dwie strony pouczenia czcionką 6 – wyciąg z kodeksu. Nie licz na podpowiedzi 😉.
Dla Sądu sytuacja jest jasna – toczy się spór i każda ze stron ma przekonać Sąd do swoich racji, za pomocą argumentów zgodnych z procedurą (czego Sąd pilnuje!), a na koniec wyda wyrok i next please 😉.

Tak to wygląda.
Ocena tego czy dasz sobie radę należy do Ciebie.”

Radca Prawny Tomasz Plasota

W sedno, prawda? Ja poległabym zarówno na braku znajomości prawa, ale również na słabej odporności na stres. I to nie na ten życiowy. W życiu przeszłam rzeczy tak trudne, które wiele razy mnie osłabiały i wciąż funkcjonuję. Ale być w Sądzie to zupełnie inny rodzaj stresu i inna szkoła jazdy. Jak wspomniał Mecenas – trzeba do swoich racji przekonać Sąd, a to nie jest takie proste, kiedy druga strona chce zrobić to samo…

Sama po sobie wiem, ile mam zawsze zanotowanych pytań do Mecenasa. Jakbym chciała ogarnąć to samodzielnie, wierząc koleżance, że przecież Sąd mnie polubi… to poparzenia byłyby głębokie. Bo wcale nie czułam się tam lubiana. Czułam się… mała i nijaka.
I ostatecznie i tak szukałabym wsparcia.

A z tym wsparciem to jest tak, że to też nie powinien być przypadek. Im bardziej przemyślana decyzja, tym lepsze rezultaty… ale o tym kiedy indziej 🙂

Jeśli chcesz się wypowiedzieć, śmiało! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie tematy są wrażliwe, więc możesz pisać do mnie na priv.

Czy masz jakieś doświadczenie? Do Sądu warto wziąć wsparcie, czy jednak postarać się samodzielnie sprostać temu zadaniu?