Przygotowania do mojego pierwszego razu były dość intensywne. Na tą „okazję” szykowałam nawet specjalny strój, nie wiedząc w zasadzie, co powinnam założyć. Jedni mówią – załóż to, drudzy – tamto, a ja wiedziałam, że przecież najważniejsze jest, żebym to ja dobrze czuła się sama ze sobą. W końcu pierwszy raz nie zdarza się często…

Kiedy wybił dzień godziny zero, rankiem nie potrafiłam poskładać myśli. W nocy późno poszłam spać, a mimo to wstałam jeszcze zanim zadzwonił mój budzik. Wiedziałam, że to będzie dzień pełen emocji. Stresowałam się. W sumie nie wiedziałam do końca czego mam się spodziewać. Nie zjadłam nawet śniadania… Po chwili zorientowałam się, że zjem dopiero wtedy, kiedy będzie po wszystkim. Napiłam się tylko kawy…
Ale zanim to zrobiłam, wzięłam 10-minutową kąpiel. Potem się umalowałam, żeby wyglądać dobrze. Chciałam zrobić pozytywne wrażenie. Jakkolwiek to brzmi. Nawet perfumy tego dnia pachniały mi zupełnie inaczej…

Kiedy go zobaczyłam, miałam w głowie mętlik. Serce biło mi jak oszalałe. Dopiero po chwili poczułam wewnętrzny spokój… przecież dobrze się przygotowałam… w jednej sekundzie pomyślałam, że marzę o tym, by ten pierwszy raz był za mną… Każdy kolejny będzie lepszy – pomyślałam…

Co czułam w trakcie? Ciężko to sobie wyobrazić… Momentami nawet nie wiedziałam jak mam na imię…

A po wszystkim odetchnęłam. Udało się. Dopiero wtedy byłam gotowa coś zjeść i jedzenie smakowało mi naprawdę dobrze. Na nowo odkrywałam smaki, które znam… Delektowałam się słodkościami i gdzieś tam malował się uśmiech, gdy uświadamiałam sobie, że TEN pierwszy raz minął… Bezpowrotnie.

Rozprawa rozwodowa. Pierwsza.
Ile z Was zadawało mi pytania – I jak? Jak to jest? Co się czuje? Jak to przejść?… Czy w ogóle się da?
Da się. Kiedy nie masz wyboru, musisz to zrobić, cokolwiek byś o tym nie myślała. Musisz wziąć się w garść, choć ściska Cię w gardle i momentami gubisz rzeczywistość.
Nie jest łatwo. Idąc do sądu, nie wiedziałam, czego naprawdę mogę się spodziewać.
Po pierwszym razie wiem, że w Sądzie nikt Cię po głowie nie głaszcze. Tam jesteś tylko „następny proszę”. Kiedy stajesz na przeciwko kogoś, z kim dzieliłaś swoje życie, dopiero wtedy uświadamiasz sobie, że to się naprawdę dzieje. Że tym pierwszym razem kończycie historię, którą wspólnie układaliście, czasem długimi latami, a która zaczęła się też od pierwszego razu… tak bardzo innego…
A za zamkniętymi drzwiami, zaczynacie opowiadać tą właśnie historię,  kawałek po kawałku, komuś zupełnie obcemu, choć kiedyś obiecaliście sobie, że ona będzie tylko WASZA…

To tam zdajesz sobie sprawę, że prawda wygra tylko wtedy, kiedy będziesz mieć na nią dowody… Nie ma sentymentów i łez wzruszenia, w których ktoś odczyta Twój smutek. Momentami nawet nikt na Ciebie nie patrzy… Słyszysz tylko odgłos stukanej klawiatury…

I choć chciałabyś z emocji krzyczeć wniebogłosy, sądząc, że przecież ktoś Cię wysłucha, to jednak Sąd nie jest do tego dobrą widownią. Oni ten sam spektakl oglądają dzień w dzień… od lat. Zmieniają się jedynie aktorzy. Nie zaskoczysz ich niczym… Jedynie Twój spokój i opanowanie mogą Ci pomóc dokończyć tą sztukę tak, jak to sobie zamierzyłaś.

Na mój pierwszy raz zabrałam ze sobą TAKIE wsparcie. Dziś wiem, że to była najlepsza decyzja. Spadając w przepaść, ratowała mnie lina, która pociągnęła mnie w górę. Bez niej byłoby mi trudniej… I chyba bolałoby mocniej…

Stoję. Dziś stoję. Za miesiąc czeka mnie mój drugi raz. Przynajmniej wiem, czego mogę się spodziewać, bo życie nauczyło mnie, że każdy raz jest inny. Ale zawsze lepszy niż pierwszy…