Chyba nie ma na świecie Mamy, której ten temat nie spędza czasem snu z powiek. „Co dać dziecku do jedzenia? Jak zacząć?” Z Wiktorią się nie popisałam. Zresztą już Ci o tym wspomniałam. Efekty mojego „zaniedbania” są widoczne po dziś. Powoli walczymy o nowe smaki, czasem z lepszym, czasem z gorszym rezultatem, ale naprawdę się staramy. Obiecałam sobie, że z Mają będzie inaczej. I jest. W ogóle z nią to wszystko jest inne. Tylko sen mają podobny. Obie dają nam pospać. Tak wiem. Powiesz – do czasu. Ząbki przed nami, więc nie chwalę dnia nim zachód nie nadejdzie, ale póki co jest całkiem przyzwoicie.

Wracając do Mai. Stuknęło jej 6 miesięcy, więc od jakiegoś czasu temat jej sposobu żywienia staram się każdego dnia opanowywać coraz lepiej. Czytam, szperam, inspiruję się. Zastanawiam co podawać a czego unikać, by nie popełnić błędów żywieniowych i za lat kilka z dumą patrzeć, jak moje dzieci świadomie wybierają zdrowe rzeczy.

Kiedyś miałam marzenia …

Gdy byłam jeszcze w ciąży, zakochałam się w BLW. Ale same wiecie, że życie pewne marzenia weryfikuje i choć sama metoda jest dla mnie naprawdę fajna, a jej założenia w pełni mnie satysfakcjonują, to jednak …
No właśnie. Tuż przed ukończeniem 4 miesiąca, Maja zachorowała na oskrzela i kiepsko szło nam z piersią. Ssanie było dla niej dużym wysiłkiem i najzwyczajniej w świecie, by się nie przemęczać – wolała nic nie pić. Wtedy też zaniepokojona słabymi przyrostami wagi, postanowiłam zacząć powoli wprowadzać jej papki, po to, by cokolwiek jadła. Okazało się to strzałem w 10! Powoli zaczęła oswajać się z łyżeczką i z dnia na dzień jadła coraz więcej. Wiem. Zdrowiała i poprawa jej apetytu była tego efektem, ale zauważyłam, że to co jej podaję – po prostu jej smakuje. Zaczęłam od marchewki, potem doszedł banan i jabłuszko i tak małymi krokami zaprowadziło nas to do dnia dzisiejszego. To nie były wielkie ilości. To były łyżeczki, małe, dziecięce łyżeczki, ale widząc jak otwiera buźkę i dziobie to co jej daję, uśmiechałam się sama do siebie. Gdybym tamtego dnia, postanowiła, że jednak będziemy BLW, do dziś Maja piłaby moje mleko – z mniejszym lub większym zapałem. Bo dopiero powoli siada sama. Owszem siedzi jak się ją posadzi, z pozycji półleżącej do siadu przejdzie płynnie, ale z pozycji leżącej – nie (chyba, że we śnie, hehe. Serio. Na śpiocha siada czasem pięknie:) ) Czyli teoretycznie – nie jest jeszcze gotowa na BLW. Zresztą bałabym się teraz zacząć podawać jej bardziej stałą konsystencje jedzenia. Myślę, że do tematu powrócimy. Będę bowiem starała się czerpać z tej metody to co najlepsze, z uwzględnieniem naszych osobistych doświadczeń. Co by tu dużo mówić – sama wychowana jestem na papkach i mam się dobrze. Więc nie dajmy się zwariować. A faktycznie – zwariowałabym widząc Mają krztuszącą się jakimś kawałkiem, w imię metody i jej pozytywnych efektów -„bo niby tak może być, ale warto zachować zimną krew. Nauczy się.” To nie dla mnie. To nie na moje nerwy. Więc robię i miksuję. I póki co jest nam z tym dobrze.

Bardziej chyba skupiłabym się na tym, co chcę podawać a czego unikać. Jak wiecie nie jem nabiału i w takim duchu będę żywić Maje i Wiki. Jest tyle zastępników produktów mlecznych (mleka roślinne, orzechowe serniki, jaglane budynie), że osobiście nie widzę potrzeby by dziewczynki jadły produkty mleczne, na które i tak połowa Polski ma uczulenie. Z mięsem się bardziej komplikuje, bo Tata wrócił do mięsa i Młodsza zaczęła to zauważać i czasem woła, że ma ochotę. Nie walczę. Ale pokazuję, że można inaczej. Jak przekona się do warzywnych burgerów będzie lepiej. Choć wierzę, że raz zjedzony kawałek krzywdy jej nie zrobi. Podobnie jest z Mają. Aktualnie poza tym, co robię w domu, zdarza mi się podać jej słoiczek z mięsem, choć uwierzycie, że ona naprawdę woli domowe jedzenie?

To robię. Każdego dnia przygotowuję jej posiłki, więc na chwilę obecną poza piersią dostaje śniadanie, owoce, obiad i kolację. Tak po naszemu. Mam nadzieję, że ta kategoria przypadnie ci do gustu, bo mam ochotę ją rozkręcić i być dla Ciebie źródłem inspiracji. Gdybym na jeden raz miała się podzielić wszystkimi przepisami, które udało nam się zrealizować, czytałabyś to chyba pół nocy. Ale dziś tak w skrócie. 

  • ŚNIADANIE, KOLACJA – kaszka z owocami i łyżeczką oleju konopnego. Póki co mamy za sobą kaszkę kukurydzianą i orkiszową kaszkę mannę (kupione w eko sklepie), oraz  kaszkę jaglaną instant bio, która stała się jej ulubioną. Miksujemy je z owocami. Na śniadanie najczęściej banan i jabłko. Ale przeszliśmy już przez mango, brzoskwinię, śliwkę i truskawkę mrożoną. Choć mix banan i jabłko wygrywa.
  • OWOCE – tutaj na popołudniową, szybką przekąskę, wybieramy przeciery w słoiczkach, bo zazwyczaj jesteśmy na spacerze i wiecie – nie cuduję. Podaję słoiczek i kropka. Jej ulubiony smak to jabłko i owoce leśne. Pycha. Nawet mi smakuje 🙂
  • OBIAD – no i tutaj mamy dowolne pole do popisu. Powiem ci tak. Wiem, że dziecko alergiczne musi uważać, bo wyłapanie na co jest uczulone, wymaga wielkiej mobilizacji. Wtedy wprowadzanie stopniowo każdego warzywa jest dużym ułatwieniem, bo jeśli zareaguje na nie, to mamy czarno na białym – tego jeść nie może. Tylko ja na tym polu nie mam doświadczenia. Dlatego robię jej zupki albo puree z aktualnie dostępnych produktów, starając się wybierać te ekologiczne, starannie je myjąc i nie ograniczając się specjalnie. Za nami ziemniak, marchewka, pietruszka, seler, cukinia, kalarepka, burak, brokuł, pomidor, natka pietruszki ale też dodatki takie jak komosa ryżowa, ryż, zmiksowany makaron orkiszowy , sezam, siemię lniane. Było też awokado i karob. Nie na obiad, ale na deser. I poszło lepiej niż się spodziewałam. Wie dziewczyna co dobre 🙂

Oczywiście to, co Ci pisze jest moim doświadczeniem. U Ciebie może się coś nie sprawdzić. Możesz też mieć inne zdanie. Ale wychodzę z założenia, że dopóty – dopóki widzę, że coś jej służy, albo inaczej – nie szkodzi, a w dodatku jest zdrowe i wartościowe – to tylko na plus, prawda? Dalej podstawą diety Mai jest moje mleko, a wszystko co je dodatkowo, ma za zadanie pomóc jej odkrywać ten wspaniały świat smaków i kolorów. I wierzę, że wyjdzie jej to na dobre. A Wiki – cóż. Widząc jak jej siostra je, jest bardziej skłonna coś zasmakować. Śmieję się, bo powinno być na odwrót. To Wiki powinna być wzorem dla Mai. Ale cóż. Pogmatwało się nam 🙂 Naprawimy 🙂

Tyle na dziś. Lekkie wprowadzenie do tematu. Następny wpis będzie obfitował w przepisy i ciekawostki. Mam nadzieję, że będzie Ci mega pomocny. Ten i każdy kolejny

A u Ciebie – BLW czy papki? A może pośrodku tak jak u mnie?

Warto pamiętać, że według zaleceń rozszerzanie diety dziecka powinniśmy zacząć po skończonym 6 miesiącu życia!

nowe-1-531