Wczoraj spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Dostałam informację o tym, że zostałam wybrana jako jedna z 10 wpływowych Mam na Instagramie obok, można powiedzieć gwiazd, takich jak Mama Ginekolog, Mama i stetoskop, Mama Lekarz czy inne. Cały ranking możesz zobaczyć TUTAJ.

A wśród niego ja. Taka tam Żanetka. Od 4 lat prowadząca bloga Mamalife, którego właśnie czytasz. Wiele razy, już nawet po rozwodzie, słyszałam, od „życzliwych”, że mi się nic nie udaje. Że inne robią to lepiej, szybciej i z większym sukcesem. A tymczasem ja za swój największy sukces uważam to, że od chwili rozwodu codziennie znajdują w sobie siły, by iść dalej przez życie.

Pamiętam, że bałam się, że odejdziesz, kiedy dowiesz się, że się rozwodzę. Pamiętam strach, który towarzyszył mi tamtego dnia, gdy publikowałam pierwszy wpis, w którym napisałam Tobie pomiędzy wierszami, że to koniec. Bałam się, że nie będziesz chciała zaglądać do mnie, kiedy nie będzie w moim świecie prawdziwego modelu rodziny. A Ty każdego dnia udowadniałaś mi, że będziesz ze mną bez względu na wszystko. A ja każdego dnia przekonywałam się, że takich osób jak ja jest więcej. I jeśli to czytasz, być może jesteś jedną z nich.

Mijają miesiące. W zasadzie niebawem prawie 2 lata, odkąd po raz ostatni zamknęłam za nim drzwi. Początki nie były łatwe. Dni bywały długie, weekendy jeszcze dłuższe, a noce zdawały się trwać wieki. I kiedy inni mówili mi, że czas leczy rany, ja pukałam się w głowę – że u mnie czas nie uleczy nic.
Gdybym wtedy wiedziała, że czas nie tylko leczy rany, ale też pozwala spojrzeć na całe swoje życie z zupełnie innej perspektywy, wtedy zaoszczędziłabym więcej pieniędzy, które wydawałam na melisę. Bo codziennie dzbanek chodził co godzinę. Albo i pół.

Dużo wtedy myślałam. Dlaczego? Jak to? W którym momencie? Co przeoczyłam?…
Aż w końcu ta jedna myśl pozwoliła mi rankiem wstać i uśmiechnąć się do życia.

Jeśli ktoś nie chce mnie w swoim życiu, to dlaczego ja mam chcieć za dwóch?

To była jedna myśl. W zasadzie jedno pytanie, które pozwoliło mi się zmierzyć z trudami rozwodu. I dzięki temu, że dziś znam na nie odpowiedź, tak łatwo przychodzi mi mówienie o tym WAM.

Małżeństwo jest piękne. To dar od Boga, ale nie jest wieczny. Jeśli taki ma być, to dwie strony muszą traktować go tak samo. I nie jest ono nigdy idealne. Ciężko oczekiwać idealizmu, od niedoskonałych ludzi.
Ale jeśli to ma się udać, dwie strony muszą chcieć tego samego. Przede wszystkim muszą chcieć ze sobą być. Jeśli któraś ze stron nie chce, ciężko będzie ją do tego zmusić. I tutaj zasada, że do tanga trzeba dwojga sprawdza się bez dwóch zdań. Bo małżeństwo właśnie takim tangiem jest. Są dwa ciała. Jest muzyka. I albo włoży się w ten taniec wysiłek, pomimo błędów, które można popełnić, bo liczy się na kryształową kulę, albo przepraszam – Iwonka da tylko marną dwójkę i gdy kurtyna opadnie, każde pójdzie w swoją stronę.

I kiedy ja zrozumiałam, że przecież chciałam sama, wtedy dotarło do mnie, że sama to ja mogę budować swoje szczęście od nowa. I to pomogło mi zebrać w sobie siły i osiągnąć to, co osiągam każdego dnia.

Nie jest łatwo samodzielnie wychowywać dzieci na co dzień. Nie jest prosto być każdego dnia zarówno mamą jak i tatą, kiedy trzeba. Pojedynczy budżet domowy jest trudny do ogarnięcia. I to wcale nie wieczory są najgorsze. Samotności można się nauczyć. A nawet trzeba. I potrafi być ona piękna. Trudno jest sobie poukładać, zorganizować, zacząć od zera. Poukładać dzień, poszukać może pracy, poprosić o pomoc. To są trudy rozwódki. Ale i bariery, które są możliwe do pokonania.

Bo możesz być szczęśliwa. Kiedy usiądziesz i przy kubku jesiennej herbaty zrozumiesz, jak to było, kiedy byłaś nieszczęśliwa…