Blady świt. Wstaję rano z łóżka, wyspana, szczęśliwa i pełna energii. Idę do kuchni, gdzie Ty, Mamo, krzątasz się pomiędzy piciem porannej kawy, robieniem śniadania, szykowaniem obiadu i obmyślaniem planu kolacji. Tulę Cię mocno, po czym słyszę „Idź się ubierz Kochanie„. Wracam ubrana „po swojemu”. Bluzka na lewo, spodnie na prawo, skarpetki nie do pary i majtek brak. Słyszę „Czy Ty naprawdę nie potrafisz się ubrać?„. Tak. Nie potrafię. Nie potrafię tak jak potrafisz Ty. Bo jestem dzieckiem. A dzieci maja prawo nie umieć. Prawda?

Po śniadaniu, ubrana przez Ciebie, postanawiam dać upust swej dziecięcej wyobraźni. Proszę Cię o farby, po czym słyszy: „Nie dziś, bo się ubrudzisz„. Tak. Ubrudzę się. Być może ubrudzę tę piękną bluzkę, którą mi założyłaś. Ubrudzę, bo jestem dzieckiem. A dzieci mają prawo się brudzić. Prawda?

Rezygnuję więc z malowania farbami. Ale jestem głodna. Proszę więc „Mamusiu, daj mi coś zjeść„. Na  stole ląduje przepyszny murzynek z polewą czekoladową. Mój ulubiony. Ale ledwo wkładam do ust a słyszę Twój ciepły głos : „Tylko uważaj jak jesz, bo znów się pobrudzisz„. Wiem, że nie mówisz tego tak całkiem na serio. No bo czemu znowu? Mam nie jeść? Jeść bardziej uważnie? Czy po prostu mogę jeść po swojemu? Tak. Ubrudzę się polewą czekoladową. Bo jestem dzieckiem. A dzieci mają prawo. Mam dopiero 3 latka … tylko trzy …

Ale zjadłam. Pobrudziłam się, lecz zjadłam. Dałaś mi zielone światło. Zauważyłam jednak kątem oka, Twoje niezadowolenie… Trochę było mi smutno, że nie zrozumiałaś… Przecież niespecjalnie pobrudziłam siebie i wszystko dookoła. Przecież jestem tylko dzieckiem.

Przed obiadem zabrałaś mnie jednak na plac zabaw. Upragniony, wyczekiwany. Pomyślałam sobie: „Będzie super”.  Założyłaś mi ten nowy dres, drogi, ale ładny. Idziemy ścieżką prowadzącą do celu, lecz  energia mnie rozpiera. Chcę biegać. Biegnę więc przed siebie, a za sobą słyszę Twój głos „Nie biegnij bo się spocisz ...”. Zwalniam. Obracam się za siebie, by za chwilę usłyszeć: „Uważaj, kałuża, ubrudzisz się„. Nie uważałam. To znaczy uważałam, ale nie zauważyłam. Przecież jestem tylko dzieckiem. Mam prawo. Mam prawo biegać, spocić się i wpaść w kałużę. I być szczęśliwą. Na swój dziecinny sposób.

Ale doszłyśmy. Widok biegających dzieci sprawił mi uśmiech. Podbiegłam do Ciebie, zdjęłam czapeczkę, dałam Ci „cmokaska”, po czym usłyszałam: „Tylko uważaj na dres. Nie zrób dziury”. I myślę sobie „Nie chcę uważać”. Chcę biegać i skakać. Bo jestem dzieckiem. Mam takie prawo. Bo to daje mi … szczęście.

Ale pobiegłam, już nieco wolniej, co by faktycznie Tej dziury w pięknym dresie nie zrobić, bo Tobie będzie smutno, ale za sobą znów usłyszałam Twój głos „Tylko uważaj, nie upadnij”. I znów myśli tysiące. Mamo! Jeśli upadnę to wstanę. Jestem tylko dzieckiem. Mam prawo. Mam prawo upaść tysiąc razy i tysiąc razy wstać. Mam prawo upaść i zrobić dziurę w dresie. Mam prawo nabić sobie guza, mam prawo odrzeć kolano i płakać. Mam takie prawo bo jestem dzieckiem. I jeśli teraz pozwolisz mi na to, bym świat smakowała po swojemu, to kiedyś Ci za to podziękuję. Bo na to samo pozwolę swojemu dziecku. Pozwolę mu na bycie szczęśliwym dzieckiem. Brudnym, czasem przepoconym, nie zawsze kładącym się spać punktualnie po dobranocce. Czasem wolę posiedzieć nieco dłużej. W końcu reguły są po to, by je czasem łamać. Słysze jak to nieraz mówisz Tacie. Co jeszcze? Chcę Ci pomagać. Wiem, że nie wyjdzie mi to idealnie. Wiem, że robiąc muffinki, przypadkowo wysypię pół maki na podłogę. Ale jestem tylko dzieckiem. Mam prawo. Mam prawo pobrudzić, bo nie robię tego specjalnie. Po prostu nie mam takiej motoryki jak Ty. Ale gdy będę dorosła będę bardziej uważna. Będę chodziła czysta, będę sprzątała każdy kąt, nie będę biegać i potykać się o dziury. Omijać będę kałuże. A teraz? Teraz to wszystko sprawia, że jestem szczęśliwa. Pozwól mi na to. Bo to mój czas. On nigdy nie wróci. Nigdy nie cofnę sie do tych lat, gdy było mi wolno. Gdy wypadało. 

Więc jeśli chcesz, bym była szczęśliwa nie mów ciągle „NIE”. Nie realizuj recepty na nieszczęśliwe dzieciństwo. Czasem powiedz coś stanowczo, w końcu wychowujecie mnie na ludzi, i oprócz praw mam też swoje obowiązki. Ale o ile nie robię czegoś, co zagraża mojemu życiu, pozwól mi na to, w ramach zdrowego rozsądku. Jeden plaster na kolanie, to nic takiego. Wysypana sól? Pozbierasz. Albo ja Ci pomogę. Porozrzucane zabawki? Przecież do dziś nawet Ty, nie masz idealnie czystego domu. Poplamiony sweterek? Daj mi tańszy. Mi to nie robi różnicy. Myślisz, że ja wiem, że ten kosztuje 100 zł, a ten zakupiłaś w komisie za „dychę”? Nie wiem. I nawet nie chcę wiedzieć. Bo jestem dzieckiem.

Pozwól mi odkrywać, badać, analizować. Pozwól mi na to, bym podejmowała swoje własne, małe, dziecinne decyzje. Pozwól mi na samodzielność. A to wszystko rób w imię miłości i z miłością. Pokaż mi, że jesteś obok. Wspieraj i akceptuj. Pozwalaj na błędy. To moje życie i jeśli wskażesz mi drogę, lecz pozwolisz iść nią samemu, a Ty będziesz szła obok, a nie przede mną, to wyrosnę na naprawdę szczęśliwego człowieka. Takiego jak Ty.

Jedyne, co można zrobić dla dzieci, to wychować je. Nie można przeżyć za nie życia.
Elizabeth Taylor
Tego dnia, uczyła się ślizgać. Upadła przysłowiowe „tysiąc razy”. Płakała. A mimo wszystko nie poddawała się. Miała w sobie mnóstwo sił i wiary w to, że za setnym podejściem się uda. Gdy po raz kolejny widziałam jak leci miałam ochotę krzyknąć „Uważaj!”. Nie zrobiłam tego. Bo wiedziałam, że na swój sposób uważa. Była bezpieczna. Nie szalała. Do domu wróciła szczęśliwa. A ja zadowolona. Bo znalazłam receptę na szczęśliwe dzieciństwo. Bo czasem ja też muszę się uczyć. Bo czasem ja też zapominam. Bo zapominam, że Ona ma prawo. I powrócę do tego wpisu, za każdym razem, ilekroć nie będę o tym pamiętać …
nowe-1-47nowe-1-43nowe-1-65nowe-1-62nowe-1-70nowe-1-55nowe-1-57nowe-1-60nowe-1-67nowe-1-71nowe-1-61nowe-1-72nowe-1-64nowe-1-58nowe-1-51

nowe-1-69

Ps. Mufka do wózka LaMillou – bezcenna! Na mrozy cieplejsza niż rękawiczki 🙂 a kupicie ją tutaj – LAMILLOU

A kombinezon jakby ktoś pytał – SMYK :P. Potrzebowaliśmy na już 🙂 I oby nie na jeden raz 🙂