Pamiętam doskonale dzień, kiedy przywieźliśmy do domu malutką Wiktorię. 2.5 kg szczęścia, które było tak małe i drobne, że bałam się ją podnieść, a co dopiero cokolwiek przy niej zrobić. I o ile pomoc Bartka wydawała się być czymś jak najbardziej naturalnym, o tyle pomoc innych osób odbierałam momentami jako strzał w kolano. Jak to? Ja nie umiem wszystkiego zrobić tak, jak powinnam? Najlepiej? Ale, że co? Nie poradzę sobie? Co z tego, że nigdy tego nie robiłam! Sama dam sobie doskonale radę!

Jaki był efekt? Taki, że co chwilę pytałam się osób bardziej doświadczonych, jak mam zrobić to, a jak tamto. Marzyłam, by ktoś zrobił coś za mnie, dzięki czemu ja zyskałabym 15 minut wolnego. Chociażby na nic nierobienie.

Wiele razy zdałam sobie sprawę, że owszem, choć wszystko robię najlepiej, w końcu jestem Mamą swojego dziecka, to przecież inni wcale nie robią tego gorzej. Ja zmieniałam pieluszki z błyskiem w oku przy użyciu chusteczek nawilżanych, a moja Mama robiła to znacznie szybciej, bez godziny rozkoszowania się tym faktem. I jeszcze zawsze zdążyła podmyć ciepłą wodą, wytrzeć do sucha ręcznikiem i nasmarować pupę maścią ochronną Bepanthen Baby. Efekt? Dziecko równie zadowolone i szczęśliwe. A nawet jeszcze szczęśliwsze, bo nieborykające się z odparzeniem pieluszkowym (tak,. Stosowanie maści Bepanthen Baby, uchroniło nas przed tą przykrą dolegliwością). Czemu zatem nie oddać tej pracy w ręce osób, które naprawdę chcą pomóc, ze zwykłej życzliwości i dobrego serca?…

Naprawdę wydaje nam się, że jesteśmy niezastąpione

I to jest nasz błąd. Choć wiem z doświadczenia, że to wszystko robimy w dobrej wierze. My najlepiej posprzątamy, wyprasujemy, odkurzymy. Najlepiej włożymy naczynia do zmywarki i zaparzymy herbatę. To nasze dłonie najlepiej masują bolące nóżki dziecka, a nasze usta wypowiadają najczulsze „kocham Cię”. To taki trochę syndrom poporodowy, związany z ogromną burzą hormonalną, który maleje proporcjonalnie do wieku dziecka. Mam koleżanki, które podobnie jak ja, na początku zawsze chciały być we wszystkim naj, a z czasem dawały na luz, pozwalając innym przejąć pałeczkę. Choć znam i takie, którym to nigdy nie minęło…

Klucz do szczęśliwego macierzyństwa

Co prawda zawsze gdzieś z tyłu głowy chodzi za mną, że przecież „kto jak nie Mama”. Takie matczyne zboczenie, ciężkie do wyeliminowania. Ale żeby tak całe życie jechać na najwyższych obrotach, podczas gdy obok nas siedzi równie dobry dubler, to nie. Ja dziękuję. Uświadomienie sobie jak ważna jest pomoc innych, a przede wszystkim zdanie sobie sprawy, że proszenie o tę pomoc nie jest grzechem, to pierwszy klucz do szczęśliwego macierzyństwa. Takiego, które faktycznie pachnie podgrzewanym cukrem pudrem, a tylko gdzieniegdzie ma smak gorzkiej czekolady…

Kiedy prosić innych o pomoc, a kiedy NIGDY tego nie robić?

Poza początkiem macierzyństwa z Wiktorią, o którym Ci wspomniałam, nigdy nie miałam wyrzutów sumienia, prosząc innych o pomoc. Zakupy. Zrobienie obiadu. Pranie i prasowanie dziecięcych ciuszków. W zasadzie nie ma chyba takiej czynności, przy której inni nie mogliby nam pomóc. No może poza karmieniem piersią. Gdybym na przykład miała Mamę na wyciągnięcie ręki, wiem, że jej specjalnością byłoby przebieranie dziewczynek. Czasem było mi przy niej wstyd, że nie przykładam się do tej czynności tak jak ona. W mig zmieniła pieluchę, niezależnie od zawartości, zawsze, ale to zawsze myjąc intymne okolice ciepłą wodą i smarując maścią ochronną. Naszym faworytem, jak ci wspomniałam wcześniej jest maść Bepanthen Baby, która od lat cieszy się tak dużą popularnością wśród mam, że nie wiem, czy jest coś lepszego w profilaktyce ochrony przeciwko odparzeniom pieluszkowym, co pomaga chronić delikatną skórę dziecka. Bepanthen Baby nigdy nie podrażnił, nie uczulił, ani nie wysuszył skóry pod pieluszką (zawiera prowitaminę B5, czyli substancję wspomagającą regenerację skóry), zwłaszcza na samym początku, kiedy tych kupek było u dziewczyn naprawdę dużo i każdorazowo przy zmianie pieluszki, moja Mama, która pomagała mi przy dziewczynkach przez pierwsze 2 tygodnie, bardzo dbała o to, by nie zapominać o jej ochronie. Mi zdarzyło się to wiele razy. Czasami zapominałam, innym razem po prostu mi się nie chciało tego robić. Ale moja Mama robiła to zawsze. I wiesz co? Widok uśmiechniętej, malutkiej Wiktorii, która w pieluszce czuła się zawsze komfortowo, a o którą zadbała Babcia, a nie ja, był tym, czego zawsze, odkąd pamiętam, pragnęłam dla siebie do końca świata i o jeden dzień dłużej.

I naprawdę nie miało to dla mnie znaczenia, kto ten uśmiech na jej twarzy wywołał. Czy to zasługa mojej Mamy, czy Bartka. Czy moja. Ważne, że on był i nadal jest…

Od razu przypomina mi się tutaj film „Tully”, który był niedawno w kinach, a o którym pisałam Ci, gorąco namawiając, byś go obejrzała. Pomoc innych osób bywa naprawdę nieoceniona. Bez niej, bywa, że nawet najlepiej zorganizowana Mama, pod presją czasu i natłoku obowiązków, po prostu wysiada… fizycznie, ale też psychicznie.
Czasem tylko na zewnątrz widać, jak jeszcze resztą sił, sama ogarnia. Ale gdzieś wewnątrz niej, pojawia się bunt. Siły zaczynają opadać, a jedynym rozwiązaniem zdaje się wymyślić sobie, że ma się obok siebie kogoś, jakąś nocną nianię, kto nam pomoże. Czy nie lepiej naprawdę mieć kogoś takiego w realu?

Nie daj się prosić!

Proś sama. Angażuj w codzienne obowiązki przy dziecku jego Tatę, ale i Dziadków, jeśli tylko masz taką możliwość. Nie sądź, że skoro oni swoje wychowali, to na pewno nie będą chcieli Ci pomóc. Zazwyczaj Dziadkowie, z racji swojego wieku i doświadczenia, potrafią zrobić wiele dobrego i nierzadko robią to lepiej niż my sami.
Chcą zabrać niemowlaka na spacer? Śmiało. Zobacz, ile możesz zrobić, kiedy zyskasz godzinę tylko dla siebie. I doprawdy ta jedna godzina bez dziecka nie sprawi, że będziesz gorszą Mamą. Możesz być dzięki temu tylko lepszą. Zrelaksowaną, wypoczętą i gotową na dalsze cienie i blaski codzienności. A te, będą ci towarzyszyły już na zawsze.

Do podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami na temat tego, by nie próbować wszystkiego robić samodzielnie, zaprosił mnie producent Bepanthen Baby.