Odkąd zostałam Mamą ciągle za coś przepraszam. Weszło mi to w nawyk. Zwykle przepraszam za spóźnienie, bo rzadko kiedy jestem gdzieś przed czasem. Co prawda nie są to godziny, lecz minuty, pewnie nawet niezauważalne, ale są. Dawniej nie miałam tego w zwyczaju, a teraz bycie punktualną Mamą wydaje mi się być ponad moje siły.

Przepraszam też za bałagan. Tak się zdarzyło dziś, kiedy przyszedł do nas znajomy. Przepraszałam go za to, że idąc do pokoju, może potknąć się o zabawkę leżącą na podłodze. Ale ponieważ on sam ma dziecko, zrozumiał. Nawet chyba nie do końca usłyszał, jak rzucam gdzieś pomiędzy inne zdania to jedno: „sorry…

Czemu przepraszam?

W sumie nawet nie wiem. To chyba wyraz mojej empatii za to, że kogoś może denerwować moja osobowość i pewne przywary, które mam i nad którymi czasem tak ciężko zapanować.
Ale prawdą jest, że gdyby dano mi choć cień szansy na zmianę, nie zamieniłabym tego co robię. Chyba nawet przepraszając tak naprawdę nie jest mi głupio, że coś jest nie tak, jak być powinno. Nie jest mi nawet smutno. I Tobie też nie powinno być.

Gdyby ktoś zupełnie nieznajomy zajrzał czasem do naszego mieszkania, mógłby zapytać: „Ktoś Was okradł?”…
Porozrzucane zabawki, kubki leżące na stole w ilości milion trzysta sześć, jak to mawia Wiktoria, poduszki niezgrabnie ułożone na kanapie, a czasem nawet resztki obiadu pod stołem. Albo resztki śniadania na dokładkę. Gdzieś tu chrupek kukurydziany nieśmiało zagląda spod pufy, a ściany zamiast śnieżnobiałe, są we wszystkich kolorach tęczy.
Gdybyś tym nieznajomym była Ty, zapewne pierwszą rzeczą jaką zrobiłabym, po tym jak przekroczyłabyś próg mojego mieszkania byłoby powiedzenie Tobie: „przepraszam za bałagan”…

I choć ja go widzę i serio on mi przeszkadza, widzę też coś, czego Ty nie widzisz. I nigdy nie zobaczysz.

Widzę fajnie spędzony ranek…

Rozrzucone zabawki były częścią tajnej misji, którą rano odgrywały dziewczynki. Poduszki na kanapie służyły za bazę. Chrupek kukurydziany był ukrytym przeze mnie skarbem. A resztki ze śniadania? Czy poza Tobą naprawdę ktoś je widzi?

Więc gdy następnym razem ktoś przyjdzie do Twojego domu, a tym razem to Ty będziesz mieć ochotę powiedzieć mu „przepraszam”, widząc zamiast czystego domu, małe pole bitwy… zatrzymaj się!!
Ja to rozumiem. To nie jest bałagan. To jest zabawa. To budowanie. To jest odgrywanie ról. To domowe posiłki. To jest muzyka. To taniec. To śmiech. To wolność. To jest życie…

Jeśli zaś przyjdziesz do mnie, tym razem Cię nie przeproszę. Zrozum to. Ale pamiętaj, że nadal jesteś mile widziany.
Na moich warunkach.
W moim świecie, w którym bałagan to słowo, którego nie znam…
Od dziś…

Jeśli i Tobie zdarza się przepraszać – od dziś mam nadzieję zmienisz swoje nastawienie. Poślij ten wpis w świat, by inni zrozumieli, że w domu, w którym są dzieci nie ma bałaganu. Tam jest po prostu życie! <3

 

Ps. A TUTAJ zapraszam Was na konkurs! 
Wpadnij śmiało!