Proszę Pani, bo nie znam Pani z imienia!

Dziś mnie Pani wkurzyła. A jeszcze bardziej wkurzyła Pani moją Mamę. Widziałam to po jej wyrazie twarzy. Słyszałam to wieczorem, gdy rozmawiała z Tatą. Tak jakby w tym wszystkim to Pani była najważniejsza. Bo kiedy o kimś mówi się długo i z emocjami, to znaczy, że ten ktoś się bardzo liczy, prawda? W takim razie Pani musi być kimś naprawdę wyjątkowym. Tak, czy się mylę?

Dziś miałam wrażenie, że Pani ciągle za nami chodzi. Na końcu okazało się, że to nie Pani jedna, a takich Pań jak Szanowna Pani było po prostu kilka. Nic nie poradzę, że wszystkie Panie są do siebie podobne. Dla mnie świat dzieli się na Mamę, Tatę i całą resztę. Pani należy do tej ostatniej grupy. Cóż. Mam dopiero kilka miesięcy … Mama mi powiedziała, że Pani była wścibska. Nie wiem w ogóle, co to znaczy, ale wydaje mi się, że zrozumiałam. Bo Pani wtykała nos dosłownie we wszystko.

A zaczęło się całkiem niewinnie. Siedziałam z Mamą w parku. Z nosa leciały mi gile. A Pani się dosiadła i zaczęła komentować. Że powinna mnie Mama trzymać w domu, że zarażam i jestem chora, że to nic dobrego nie przyniesie. Że zamiast spacerku, przydałby mi się teraz lekarz, a to wszystko z pewnością przez to, że jestem za cienko ubrana. Kiedy zobaczyłam, jak z ust mojej mamy znika posyłany mi wcześniej szeroki uśmiech, wiedziałam, że z tego mogą być same kłopoty. Czy Pani wie, że siedząc w Parku, czekaliśmy na Tatę, któremu właśnie pękła opona w aucie? Wracaliśmy od lekarza. Mama była tam ze mną, bo gile faktycznie lecą mi od tygodnia. Całe szczęście nic mi nie jest. Tylko trochę mnie mama przegrzewała ostatnio. Ale cóż Pani wie wszystko lepiej. Bo to Pani mnie wychowuje, prawda? Całe szczęście Pani sobie poszła, nim moja Mama zdążyła Pani coś odpowiedzieć …

Tata niestety się spóźniał. Ponieważ robiło się już zimno, a nam uciekł autobus, mama postanowiła wziąć mnie do kawiarni. Cieszyłam się, bo był tam i kącik dla dzieci i dobra herbata. Po drodze mama kupiła mi obiad w słoiczku, bo byłam naprawdę głodna. I nie wiem jak to się stało, ale Pani znów tam była. Dosiadła się i zaczęła komentować. Że jestem zasmarkana i zamiast gorącego rosołu i kołdry, Mama w taka pogodę bierze mnie do kawiarni i jeszcze podaje sztuczny obiadek. Że przecież nie ma to jak domowy i tak dalej, zwłaszcza dla takiego malucha. A ja znów miałam ochotę, widząc wkurzoną Mamę, powiedzieć: „Cóż. Pani wie lepiej prawda? Bo to Pani mnie wychowuje, czyż nie?” Całe szczęście i tym razem Pani sobie poszła …

Tata zadzwonił, że jednak nie dojedzie. Musieliśmy szukać innego rozwiązania. Znów stanęliśmy na przystanku w oczekiwaniu na kolejny autobus. Dostać się poza miasto, graniczy u nas z cudem, zwłaszcza zimą, kiedy sypnął pierwszy śnieg. Mama tuliła mnie, gdy marzły mi rączki i nóżki. Bardzo się o mnie troszczy. Wreszcie nadjechał nasz środek transportu. Usiadłyśmy. I znów na horyzoncie pojawiła się Pani, proszę Pani. Akurat wtedy, kiedy mama postanowiła dać mi swoją pierś. Byłam już zmęczona i marudna i kiedy tak piłam i brał mnie błogi sen, usłyszałam jak Pani mówi mojej Mamie: „Nie za duża na cycka? Widzi Pani. Ona nie pije. Ją to uspokaja. Nie lepiej podać smoczka?” Nim zamknęłam oczy, zdążyłam zauważyć jak mama przegryza wargę. Zawsze tak robi jak się denerwuje. Nie zdążyła Pani odpowiedzieć, bo wysiadła Pani na pierwszym przystanku. A ja znów miałam ochotę krzyknąć: „Pani wie lepiej, prawda?” … Dobrze, że nie potrafię jeszcze mówić. Zasnęłam.

Wysiadłyśmy na przystanku. Do domu mieliśmy kilka minut. Właściwie to mama wysiadła, pchając przez zaspy nasz wózek. Dni stają się coraz krótsze. Było już ciemno i jeszcze zimniej niż wcześniej. I kiedy już dochodziliśmy do domu, obudził mnie Pani szczekający pies, Pani Sąsiadko. Zdążyłam usłyszeć: „Wybrała się Panienka z chorym dzieckiem na zakupy do miasta …„. To pewnie dlatego, że moja mama niosła firmową papierową torbę. A w środku świeży chleb i syrop malinowy kupiony w eko sklepie. Ale Pani pomyślała sobie pewnie, że mnie Mama po galeriach woziła. Z gilami po pas … Ale co Pani wie? No tak. Pani wie lepiej od nas, prawda?

Kiedy Mama wróciła do domu, zmęczona zrobiła kolację i usiadła. Widziałam w jej oczach zrezygnowanie … Potem słyszałam jak opowiadała Tacie o Pani. Pani pierwszej, drugiej, trzeciej i o Pani z domku obok. Żadna z nich nie wiedziała o nas nic, ale każdej wydawało się, że wie lepiej. Wtem Tata rzekł do Mamy: „Spójrz na nią! Jest uśmiechnięta? Jest szczęśliwa? Jest ubrana? Jest jej ciepło? Ma co jeść?„. Mama spojrzała i kiwnęła głową. Poczułam, że to najwyższy czas.  Podeszłam więc do niej na czworaka, wyciągnęłam ręce i powiedziałam po raz pierwszy w życiu „mama„. Łzy napłynęły jej do oczu. Zrozumiała, że w życiu nie zadowoli wszystkich. Ważne, że zadowala tych, których kocha. Najlepiej jak umie.

Więc następnym razem niech sobie Pani po prostu daruje.