Jeśli śledzisz mojego Instagrama, wiesz, że wczoraj wieczorem miałam mega wielki problem z pralką. Sobota. Ja sama. Pralka zawalona ubraniami i wodą. W dodatku totalnie niechodząca. Jednym słowem masakra. Już widziałam w swojej wizji jak ląduje na śmieciach, bo służy mi dobre 7 lat, więc myślałam, że to jej koniec. Ale…

Postanowiłam raz jeszcze spróbować ją naprawić. Sama. Oczywiście najpierw musiałam ją otworzyć, co wiązało się z potopem z domu. Niestety. Dobrze, że mam w domu odkurzacz na wodę, więc w miarę szybko uporałam się z bałaganem. Potem zrobiłam krótki przegląd internetu i dowiedziałam się, że najczęściej przyczyną stanu w jakim znalazła się moja pralka jest… zapchany filtr wodny. W nowszych modelach znajduje się na przodzie pralki i jest zakryty, ale bez problemu możesz go znaleźć. Gdy pralka była pusta, wyłączyłam prąd i przystąpiłam do działania.

Znalazłam wyżej wymieniony filtr, odkręciłam go (tutaj też polało się trochę wody) i wydobyłam z niego… pieniądze (15 złotych :D), brudy, gumki do włosów i parę innych niezidentyfikowanych przedmiotów. Następnie porządni wszystko zakręciłam, podłączyłam pralkę z powrotem do prądu i włączyłam pranie!

UFF!!! Wszystko wróciło do normy!
W zaledwie pół godziny odzyskałam pralkę i zaoszczędziłam na fachowcu. Tak. Tak. Taka naprawa też kosztuje. W Opolu około 100 zł.

Co prawda nic specjalnego nie zrobiłam, ale warto byś wiedziała, co zrobić w sytuacji, kiedy Twoja pralka przestanie działać. A nuż poskutkuje 🙂