Ostatnie dni wyssały ze mnie energię. Miał być relaks i rodzinna atmosfera, a krzątałam się pomiędzy chusteczkami, syropami, inhalacjami, potykając się o rozrzucone po mieszkaniu ciuchy. Wczoraj mieliśmy bawić się na weselu, a w niedzielę z bólem serca musiałam odmawiać, bo dziewczyny zasmarkane w dodatku z jakąś wsypką w tle. Przeziębienie nie wybiera. Nie patrzy na to, że dzień wolny jest i są plany. Rozkłada i czasem mam wrażenie śmieje się w twarz: „A nie mówiłem?”. 

Dziś poczułam, że mam dość. Dobija mnie pogoda, bo ani prawdziwej zimy, ani wiosny, ni lata, czy jesieni. Jakiś totalny miks, który niezbyt mnie zadowala. Wstaję rano z bólem głowy i po raz setny zastanawiam się, co wczoraj zjadłam, że migrena znów wróciła …

Dziś poczułam, że mam dość. Powiedziałam Bartkowi, że najchętniej wsiadłabym w samolot, zabrała nas i dziewczynki gdzieś w tropiki. Walnęła się na piasku i przesyłała Wam dobrą, słoneczną energię gdzieś z drugiej półkuli. Czasem mam nawet ochotę się wyprowadzić na stałe. Bo choć lubię ten kraj, to jednak coraz bardziej tęsknię za jakimś innym miejscem na ziemi, którego tak naprawdę nawet nie znam …

Dziś poczułam, że mam dość. Zadzwoniłam do Angeliki pożalić się, że tak mnie to wszystko przerosło ostatnio, że musiałam wyjść z domu i przewietrzyć umysł. Sama. Wsiadłam do auta i pojechałam na zakupy. Nie było mnie chwilę, ale to starczyło, bym się zresetowała … choć na chwileczkę, malutką chwilkę …

Poczułam, że mam dość prania, gotowania, sprzątania, bo nie widzę sensownego powodu, by dzień w dzień robić to samo … Pranie się nie zmniejsza, przy stole dzieci grymaszą, a i sprzątania jest w kółko tyle samo …

Dziś się wszystko nawarstwiło i uratowałaby mnie jedynie lampka czerwonego wina i błogi sen …

Ale właśnie przed chwilą usiadłam na kanapie. Podeszła Maja, przytuliła się do kolana i mówi „mama”. Położyła swoją główkę i patrzy. Tak ufnie widząc we mnie swoją kochaną mamusię, z zawsze gotowym rozwiązaniem. Nie poczułam nagłego przypływu energii. Nie miałam ochoty wstać z kanapy i działać. Posprzątać, ogarnąć i przygotować jutrzejszy obiad. Ale miałam ochotę wziąć je obie na kolana. Wytłumaczyć im, że mama ma czasem zły dzień i to zupełnie normalne … 

Zrobiłam to. Posadziłam je obok i porozmawiałyśmy. Bardziej ja i Wiki, bo Maja tylko patrzała.

Tak bardzo chcę, by zrozumiały, że nie zawsze muszą się starać. Że mają prawo mieć dość. Mają prawo do smutku, takie samo jak do radości. 

Wiesz co zrobiła Wiki? Wstała. Poszła do pokoju i po 5 minutach wróciła mówiąc, że posprzątała zabawki. „By Ci ulżyć mamusiu”.
Uroniłam łzę. 

Chciałam ten wpis zatytułować inaczej. Chciałam napisać, że nie jestem supermamą. Bo nie jestem. Bywam zmęczona, rozdrażniona i mam czasem milion powodów, by powiedzieć „mam dość”. Tak samo jak Ty, prawda?

Ale kiedy patrzę na swoją rodzinę, to widzę, że choć jesteśmy nieidealni to szczęśliwi. 

I właśnie tym szczęściem chcę malować dziś mój świat …

Bo szczęście to nie tylko te wszystkie piękne chwile. Szczęście to nie mieszkanie rodem z Pinteresta. To nie białe ściany i szare podłogi. Szczęście to nie tylko poczucie bezpieczeństwa. To też wspólne pokonywanie problemów, tych drobnych i tych wielkich. To świadomość, że w życiu możesz liczyć nie tylko na męża, siostrę, brata, czy rodziców, ale też na własne dziecko. Nawet jeśli ma tylko 4 lata … 

zoo-1zoo-3zoo-4zoo-5zoo-6zoo-7zoo-9zoo-10zoo-11zoo-12zoo-13zoo-14zoo-15zoo-18zoo-19zoo-20zoo-21zoo-22