Pięknie to napisałaś Wiktoria„… powiedziałam córce, kiedy podeszłam do biurka, zaglądając w jej zeszyt. Tego dnia… to był kolejny dzień, kiedy próbowałyśmy ogarniać szkołę w domu. Nie jest łatwo ani mi, ani jej, bo ja nie jestem nauczycielem, a ona niekoniecznie czuje wielkie zaangażowanie w naukę w trybie domowym. Chciałam ją jednak pochwalić… Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i zaczęła pisać dalej.

Następnego ranka, kiedy znowu ćwiczyła, tym razem jej się nie udawało. To była nowa litera, niespecjalnie jej to wychodziło… a ja znowu podeszłam. Tym razem nie powiedziałam „pięknie„, a jedynie pocałowałam w czoło i powiedziałam „napisz jeszcze raz Kotku„… Wtedy ona zapytała „Piszę gorzej niż wczoraj. Jesteś na mnie zła?”…

Stałam przy krześle zastanawiając się, co mam jej odpowiedzieć. Przecież nie byłam na nią zła. Nie byłam smutna. Skąd więc pojawiło się takie pytanie?… Przecież tak często ją chwalę… Wtedy zrozumiałam, że robię to za często… 

Wiele z nas uważa, że pochwały są dobre. Że zachęcają dziecko i motywują. Że młody człowiek ich potrzebuje. Też tak sądziłam. Ale ta, a także kilka wcześniejszych sytuacji coraz częściej uświadamiają mi, że pochwały nie są dobre. I wydaje mi się, że gdyby dzieci wiedziały, że można inaczej, powiedziałyby nam…

„Proszę nie chwal mnie Mamo…, bo chwaląc mnie, wydajesz na mnie osąd”. 

Tego ranka pomyślałam, co mogłaby chcieć powiedzieć mi Wiktoria. Brzmiałoby to mniej więcej tak…

Kiedy chwalisz mnie Mamo… wydajesz na mnie osąd. To pozytywne słowa, ale to wciąż osąd. Pozytywny osąd. Wiem, że robiąc to, nie chcesz dla mnie źle, ale może tym razem zrozumiesz, że ja tego nie potrzebuję. Nie chcę, żebyś osądzała mnie jako kogoś godnego lub nie. Ja chcę tylko, żebyś mnie zauważyła. Nie chcę próbować sprostać Twoim standardom. Chcę być sobą.

Jeśli mówisz mi, że jestem miła, odważna, grzeczna lub robię coś ładnie, czuję, że Cię zadowalam. A co, jeśli będę niemiła, strachliwa, niegrzeczna lub coś mi się nie uda? Czy wtedy już nie będę „dobra”? Czy będziesz mną rozczarowana? Świadomość, że mogę Cię rozczarować sprawia mi smutek. 

Kiedy mnie chwalisz, czuję, że widzisz tylko moje osiągnięcia, a nie prawdziwą mnie. Czuję, że muszę zasłużyć na twoją miłość dzięki temu, co robię i jak się zachowuję. Czuję, że muszę robić coraz więcej, coraz lepiej, abyś mnie zauważyła.

Proszę więc Mamo, nie chwal mnie, bo to zabija moją motywację.

Kiedy ciężko nad czymś pracuję, robię to dla siebie. Jestem wewnętrznie zmotywowana do tego, żeby móc odkrywać świat. Gdy chwalisz mnie za moją naturalną ciekawość, tłumisz tę motywację. Nie jestem już zmotywowana wyłącznie własnym pragnieniem, ale tam, aby cię zadowolić. Zaczynam też potrzebować pochwały, a jej brak podpowiada mi, że robię coś nie tak. To nie powinno tak działać Mamo.

Proszę więc Mamo, nie wychwalaj mnie, bo to kradnie moją radość.

Kiedy podbiegam do Ciebie i pokazuję Ci coś, co zrobiłam, z radością na twarzy i podekscytowaniem własnymi możliwościami, proszę nie chwal mnie. Tylko zobacz. Popatrz. Uśmiechnij się. Nic więcej.

Kiedy jestem „dobra”, ponieważ robię rzeczy, które chcesz, żebym robiła, czuję się jakbym była pod Twoją kontrolą i presją, by być jeszcze lepszą. Wiem, że czasami używasz słów pochwały, aby mnie „zachęcić”. Ale chcę, żebyś wiedziała, że ja nie muszę być ciągle zachęcana do bycia „dobrą” osobą. Ja już nią jestem, niezależnie od moich osiągnięć.

Proszę więc Mamo, nie wychwalaj mnie,bo nie tego potrzebuję.

Potrzebuję tylko, abyś zobaczyła prawdziwą mnie. Wszystko, czego potrzebuję do tego, żeby móc się dobrze rozwijać i w przyszłości czuć swoją prawdziwą wartość, to nie są pochwały. Potrzebuje tylko, żebyś była obok. Kochaj mnie bezwarunkowo i akceptuj taką jaką jestem, a odwdzięczę Ci się tym, że będę szczęśliwym dzieckiem i szczęśliwym dorosłym, nawet jeśli nigdy Ci za to nie podziękuję…”

Nie chwal. Bądź obok. Akceptuj. Robiąc tak, dasz swoim dzieciom najpiękniejszy posag na przyszłość. I tak pragnę żyć… a Ty?