„Dziś opowiem Ci pewną historie, historie miłości, moją historie.
Poznali się na imprezie, całkiem przypadkiem bo przyszedł na nią tylko dlatego, że podobała mu się zupełnie inna dziewczyna.
Był Maj…
On, przystojny brunet o ciemnych oczach i niebanalnym uśmiechu, to właśnie nim skradł jej serce. Ona przeciętnej urody, piwnooka, ale świadoma swoich zalet, zauroczyła go już przy pierwszym geście podania rąk. Takie niby zwykłe ‚cześć’ połączone z głębokim spojrzeniem w oczy sprawiło, że ich serca zabiły mocniej. On wolny strzelec, ona tkwiła w związku z o 6 lat starszym facetem, od którego nie mogła odejść, bo wiecznie brał ją na litość. Ale kiedy poznała tego bruneta wiedziała ze tamten nic dla niej nie znaczył. Imponowało jej to że ma ambicje, że będzie policjantem. Tamten był na utrzymaniu rodziców i nawet nie miał zamiaru pójść do jakiejkolwiek pracy. Ona od września zaczynała klasę maturalną, wielkich planów nie miała, chciała się bawić, kokietować i żyć pełnią życia. Ale kiedy On pojawił sie na jej drodze stał się jej celem, wiedziała że musi go zdobyć, czuła że to ‚ten’. Nie mogła odpuścić, był prawdomówny i znał się na ludziach, bardzo szybko potrafił wyczuć intencje innych. Całkowite przeciwieństwo człowieka z jakim tkwiła w związku. Chciała odejść i długo walczyła, chociaż ten zapewniał że się zmieni, że nie może bez niej żyć. Poprosił ją o pomoc, płakał jak dziecko żeby z nim porozmawiała, by dała mu jeszcze jedną szanse. Rozmawiali. Owszem. Tamten próbował ją przekonać, ona jednak była nieugięta i mimo że szczerze chciał mu pomoc ją odzyskać, to sam się zakochał. Długo kryli się z tym uczuciem, trzymali ukradkiem za ręce lub spotykali po kryjomu. Był uczciwy, nie potrafił długo oszukiwać i udawać przyjaciela wobec kogoś komu w pewnym sensie odbił kobietę, nie wytrzymał powiedział mu prawdę. Zabolało pewnie gorzej niż nożem w plecy, ale w końcu mieli jasną sytuacje. Chociaż on wciąż bronił się przed tym uczuciem, nie chciał się wiązać bo miał iść na szkółkę, wciąż trzymał ją na dystans. Miała chwile słabości i zwątpienia, ale sie nie poddała, walczyła o niego i udało się. Wbrew wszystkiemu i wszystkim zostali parą. Kochali się i byli bardzo szczęśliwi, nie widzieli świata poza sobą. Koleżanki się od niej odwróciły, no bo jak mogła odbić chłopaka ‚przyjaciółce’? Szerze to żadne były z nich przyjaciółki bo z zazdrości obrabiały jej dupę kiedy tylko zniknęła za rogiem. Ale czy to ważne? Była szczęśliwa.

Październik 2010. On musiał wyjechać na szkółkę. Tęsknili za sobą i choć przyjeżdżał na weekend to i tak brakowało im siebie nawzajem.

Styczeń 2011. Załamał się. Tak bardzo za nią tęsknił, że nie potrafił bez niej wytrzymać, odszedł ze szkółki. Nie był gotowy na to by zostać policjantem…
Zamieszkał u niej, z jej rodzicami, złapał dodatkowa robotę i jakoś sobie radzili, byli razem, szczęśliwi bo mieli siebie. Gdy przyszło lato, pojechał za granice, w pole, cieżko pracować. Wrócił w czerwcu z pierścionkiem zaręczynowym. Powiedziała tak.

Miała rodzinę w Anglii, był brat i siostra z rodziną. Mieli pojechać na rok, troszkę zarobić i wrócić do Polski, wyremontować sobie pokój. Miała iść na studia, a on miał spróbować swoich sił jeszcze raz. Jednak zasmakowali lepszego życia, zamieszkali sami i nie chcieli wracać. Zdarzały się kłótnie i to często, a później coraz częściej, kłócili sie i godzili… raz było lepiej, raz gorzej. No bo jaka para się nie kłóci? Udało się jednak zażegnać kryzys i ustalić date ślubu…

Pobrali sie w lipcu 2015. Nigdy nie byli szczęśliwsi. Radość biła od nich… nie potrafili się ze sobą rozstać nawet na chwilę. Zaszła w ciąże i w 2016 urodziła mu syna, coś się jednak miedzy nimi stało. Coraz cześciej chodził zly i coraz cześciej wyładowywał swoje frustracje na niej. Nie bił jej, ale winił ją za wszelkie swoje niepowodzenia. Kiedy ‚siedziała’ w domu na macierzyńskim twierdził, że nic nie robi tylko siedzi w telefonie. Każda matka doskonale wie, co robi się w domu. Ona sprzątała, gotowała, ale on od progu pytał ‚dlaczego coś jest tak a nie inaczej?’. I te przesłuchanie ‚Co robiłaś? Gdzie byłaś? Co kupiłaś? Ile wydałaś? Dzwonił ktoś do ciebie? A ty gdzieś dzwoniłaś?’…
Synek rozwijał się książkowo, ale dawał popalić, czasem wstawał w nocy z piskiem, niewiedząc czemu. Karmiła piersią do 8 miesiąca, małego odrzuciło od piersi, wszystko stało sie jasne, kiedy zobaczyła kolejne ‚dwie kreski’. To był koniec października 2016. Płakała, no bo jak to bedzie? Jak sobie poradzą? On na wieść o ciąży wciąż niedowierzał. Że jak? Że kiedy?
A czy to ważne? Najważniejsze aby było zdrowe. Przez całą ciąże słyszała jak źle zajmuje się ich synem, miał pretensje o wszystko. Kłócili się bardzo często. Po człowieku za którego wyszła za mąż, nie zostało nic. Sytuacja go przerosła? Trudno powiedzieć. Cała ciąże robił jej na złość, a pytany dlaczego, odpowiadał ‚teraz zobaczysz jak ja czułem się przez te wszystkie lata’. Wcześniej wracał do domu i pomagał jej we wszystkim, tym razem przestał robić cokolwiek, to ona sprzątała, prała i gotowała. Postanowiła wrócić do pracy bynajmniej na trochę. W 5 miesiącu ciąży wróciła do pracy, a ich synem zajęła sie babcia. Wróciła chociaż mówił żeby nie wracała, żeby została w domu. Ona wiedziała że nie może zrezygnować z pracy i stać sie zależna od niego, bo wtedy byłoby tylko gorzej. Nie zarabia tyle co on, ale jej wypłata wystarcza na zapłacenie mieszkania, kilka rachunków i jeszcze coś zostaje. Jednak od niego wciąż słyszy że ona ‚nie zarabia’ to on ‚zarabia’ a jej praca… szkoda gadać. Równie dobrze mogłaby nie pracować. Czy aby na pewno? Sumuje wszystkie pieniądze i nie pozwala kupować jej nic poza ty, co każe jej kupić. Chociaż zdarzają mu się epizody i lepsze dni. Czasem wybiorą się razem na zakupy. I wtedy ona nabiera nadziei, że przecież wcale nie jest taki zły i tak bardzo go kocha.
Pewna zakrapiana alkoholem impreza rodzinna. Wrócili do domu. Poleciały epitety w jej stronę. Dlaczego? Bo kobieta w 7 miesiącu ciąży z 13 miesięcznym dzieckiem na rękach jest zmęczona, spuchnięta i zwyczajnie nie ma ochoty na zbliżenia z panem pod sporym wpływem procentów. Strasznie niesprawiedliwa jest wobec niego, prawda? Kiedy udało jej się położyć w końcu do łóżka, on nie odpuszczał. Nie rozumiał, że ona tego nie chce, co z niej za żona, że nie może zrobić mężowi przyjemności? Wściekł sie nie na żarty i leżąc za jej plecami zaczął wyliczać ile noży mają w domu… ’11.. 12.. 13.. ciesz się że jesteś w ciąży, gdyby nie to, wbiłbym je w Ciebie jeden po drugim’. Wtedy do niej dotarło że coś się stało i nigdy już nie będzie tak samo…
Okres ciąży to cudowny okres dla rodziców.. oczekiwanie na dziecko, na nowe życie, które powstało dzięki ich uczuciu. Ona cały ten ‚cudowny czas’ denerwowała się i płakała, tak bardzo płakała..
Nikomu się nie skarżyła i nikomu nie mówiła co się dzieje, nie pisnęła słowa o tym, jak ją traktuje, mimo to wiecznie słyszała ze już pewnie się poskarżyła mamusi lub siostrze. Wciąż zastanawiała się, co robi nie tak i dlaczego tak jest, dlaczego nie mogą być po prostu szczęśliwi, jak kiedyś? Dlaczego on wciąż atakuje ją, jej rodzine i wszystkich dookoła wiecznymi pretensjami i podejrzeniami? Przecież kiedyś taki nie był… A może był, tylko nie zauważyła tego zaślepiona uczuciem do niego?
Drugi poród. Urodziła im się córka. Cudowna i zdrowa. Był z nią przy porodzie, wspierał, trzymał za rękę i głaskał. Był opiekuńczy i ciepły, czyli taki jak kiedyś… nie pluł jadem ani sarkazmem, po prostu był.

Dzisiaj mija dokładnie 19 dzień od urodzenia naszej córki. 17 wieczorów przepłakałam, teraz wiem że nie jest to wina hormonów ani połogu. To wina mojego męża, który świadomie lub nie atakuje mnie codziennie, próbując zdeptać ostatki poczucia własnej wartości. Wczoraj usłyszałam z jego ust że nie radzę sobie z dziećmi. Bo to, że jestem beznadziejna, głupia czy nic nie warta, słyszałam milion razy…  Dlaczego to powiedział? Bo jak stwierdził, dzieci płaczą i to dlatego. Moja argumentacja nie ma najmniejszego znaczenia, chociaż tłumaczę że to dzieci i płaczą, bo płacz jest jedyną formą komunikacji. Nie muszę wspominać, że on uważa sie za wspaniałego męża i ojca, oczekuje ode mnie zajęcia się dwójką dzieci, zrobieniem obiadu, ale też nie byle jakiego obiadu bo pan nie będzie jadł byle czego. Czy słyszę dziękuje? Nie bo ja przecież ‚siedzę’ w domu. Jest chętny na zamianę ról, jednak on zajmie sie dziećmi, ale sprzątać i gotować mam ja. Przecież ja i tak nie sprzątam. Nie raz usłyszałam też że jestem dziwką i że się puszczam, chociaż nigdy nie dałam mu nawet jednego powodu aby mógł tak o mnie pomysleć. Po 5 latach związku i 2 latach małżeństwa czuję się strasznie, czuję się nieszczęśliwa i mimo że zdarzają się przejawy dobroci, nie wiem jak długo jeszcze uda mi się wytrzymać w tej relacji. Mówi się, że dla dzieci, ale czy nie wyrządzamy im większej krzywdy, kiedy muszą patrzeć na rodziców, którzy zaczynają nienawidzieć siebie nawzajem? Nie chce odbierać im ojca i nigdy nie ograniczę mu praw czy spotkań z dziećmi. Jednak już wiem, że on sie nie zmieni, a ja zbieram coraz mocniejsze ciosy. On jest przekonany, że ja sobie nie poradzę i próbuje mi to wmówić, próbuje też zdeptać poczucie własnej wartości nad którym pracowałam kilka lat, by na nowo uwierzyć w siebie.
Nie boje się tego powiedzieć. Jestem nieszczęśliwa i Jestem ofiarą przemocy psychicznej, to wyniszcza mnie od środka. I wiem, że ta przemoc psychiczna jest znacznie gorsza niż ta fizyczna. Jest jak depresja… zabija Cie powoli.
Codziennie daję mu szanse i codziennie utwierdzam się w przekonaniu że powinnam odejść, by zachować resztki godności, by znaleźć wewnętrzny spokój, ale nie potrafię. Nie boję się. Ja po porostu go kocham”

Kilka dni temu dostałam od jednej z Was takiego maila. Czytając go, płakałam. Za zgodą autorki, publikuję jego treść, bo myślę, że nie bez powodu go dostałam. To wołanie o pomoc. To chęć pokazania światu, że są kobiety, które codziennie są traktowane podobnie. Przez kogoś, kto uważa, że skoro jest Facetem, ma więcej praw, choć obowiązków niekoniecznie. A w końcu to prośba, by ktoś to przeczytał i dodał sił. Do zmiany? Do zrobienia kroku w przód? No bo jak żyć, jak ktoś, kto niby kocha, wyniszcza od środka? … I sprawia, że dni są krótkie, a noce długie i ciemne …

Kochane! Co ona ma zrobić …? Bo ja chyba wiem …

  • Agata Wierzgacz

    O rany to jakiś horror a nie życie , miłość miłością ale on jest tyranem i nie potrafiłabym kochać kogoś kto mnie tak traktuje .Uciekaj od niego jak najdalej .On powinien iść na leczenie , bo jest chory ,nikt o zdrowych zmysłach nie traktuje tak swojej żony.

  • Katarzyna Rzeszutko

    Autorko listu.
    Ten związek już się rozpadł, więc nie trać energii na nadzieję że się poprawi.
    Uciekaj od niego jak najszybciej.
    Kontynuowanie tego nic dobrego Ci nie przyniesie.
    Porozmawiaj z najbliższą Ci osobą z rodziny i poproś o pomoc. Działaj, póki możesz.

  • Monika Flok

    Czytając aż mi w środku serce ścisło-kochana Ty masz tyrana- męża psychicznego.Uciekaj jak najdalej,myślisz ze to minie?nie to dopiero początek on się rozkręca....zacznie coraz mocniej psychicznie Cię dobijac,bic adzieci będą na to patrzec.Zrob to dla dzieci i uciekaj ....Czlowiek ktory mowi ze wbilby Ci noze w plecy...on to moze następnym razem zrobic....Bron swojej godnosci ,sa organizacje pomagające ,masz bliską koleżankę?zacznij mowic bo zeby potem nie bylo za późno.3Mam mocno za Ciebie kciuki i modle się byś miała odwage zrobic krok dla lepszego jutra dla siebie i dzieci

  • Kinga Jóźwiak

    Ratuj siebie i dzieci, poczucie własnej wartości niestety tak szybko sie nie odbuduje, ale mozesz uratować swoje największe skarby!

  • Odchodz. Ograniczaj mu prawa. Zabieraj dzieci. Dbaj o siebie i o nie. Mow mamie, siostrze i kolezankom, duzo mow. Bierz swiadkow, zapraszaj do domu. Uciekaj. Dziewczyno, nie mozesz w imie "kocham go" pozwalac sobie na cos takiego. Nie mozesz. Idz i badz szczesliwa!

  • Agnieszka

    Załóż mu niebieską kartę. To jest przemoc, a te groźby są karalne. Nie zastanawiaj się, lepiej nie będzie. On próbuje Cię zmęczyć - raz wspaniale i łudzisz się, że może nie jest tak źle, może będzie lepiej, a za chwilę dostajesz obuchem w łeb. Tego długo nie da się wytrzymać. To jest sytuacja patologiczna i nie jest dobra dla dzieci, nawet jeśli wobec nich jest w porządku. Dasz radę. Nie jesteś sama.

  • Sandra Ciołkowska

    po prostu spakowax siebie i dzieci i odejsc. niebiesluw karty to mit który w niczym nie pomaga. odejsc zlizyc papiery o rozwód i zacząć żyć