Jesteśmy świeżo po wizycie w Krakowie u pani Doktor Kaczmarek w Instytucie Leczenia Zeza. Ponad rok temu, kiedy pojechaliśmy tam zbadać dziewczynkom wzrok, dowiedzieliśmy się, że Majka ma nadwzroczność plus podejrzenie astygmatyzmu, który w mojej rodzinie występował u mojego dziadka i siostry.

Dostaliśmy rok czasu. Albo wada się samoistnie cofnie, albo czekają nas okulary. Najbardziej martwił nas astygmatyzm, choć i wada była wcale nie mała. Na jednym oku +3, na drugim +4,5. Sumując wyniki badań, wydawało mi się wtedy, że na wizycie kontrolnej założymy jej ładne, różowe okulary.

Dziś do Krakowa jechałam z lekkim drżeniem rąk. Co prawda nie zauważyłam symptomów wskazujących na to, że Majka źle widzi, ale często młoda wieczorami mrużyła oczy, które w dodatku robiły się czerwone, więc wydawało mi się, że może to wskazywać na pogorszenie widzenia.

Wizyta kontrolna przebiegała tak samo jak nasza pierwsza, o której pisałam Wam TUTAJ. Najpierw badanie przez Optometrystkę, później 3 krotne zakrapianie oczu Tropicamidem, w celu porażenia akomodacji, co jest niezbędne do dalszej diagnostyki i badanie przez Panią Doktor.

Tadam. Wada się cofnęła. Dzisiejsze wyniki pokazały nam +0,5 i +0,75. Nie potwierdzono astygmatyzmu i nie zakładamy okularków. Mamy się jeszcze pokazać za rok, ale wygląda na to, że wszystko idzie po naszej myśli i początkowa wizja założenia szkieł skończyła się jedynie na… wizji.

Jak widać okulary to nie wyrok. Zwłaszcza u małych dzieci, które z fizjologicznej nadwzroczności wyrastają najczęściej do 3 r. ż (tak mi dziś powiedziano w Instytucie).

Jaki z tego morał? Nie bójcie się iść z dzieckiem do Okulisty! Dobry specjalista na pewno zrobi wszystko, by właściwie Was poprowadzić!

Zdrowia!