Nie każda z nas zdaje sobie z tego sprawę, bo w zasadzie do czasu też o tym nie wiedziałam. Byłam przekonana, że to taka konieczność i choć sama tego nie robiłam, ani sobie, ani dziewczynkom, z pewnych względów, o których zaraz Ci napiszę, to jednak widok innych mam, które to praktykowały, nie robił na mnie żadnego wrażenia. Podejrzewam jednak, że te mamy też nie wiedziały i być może nie wiedzą, więc nie o krytykę tutaj chodzi. Tak. Ten artykuł nie ma nikogo skrytykować, ale mam nadzieję pozwoli spojrzeć na sprawę odporności naszych dzieci z innego punktu widzenia. 

Z czym ma związek odporność dziecka?

Wydawałoby się, że temat ten, byłby na czasie jesienią i zimą. Nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że to właśnie lato jest najlepszym okresem, w którym tę odporność dziecka możemy zbudować tak, by – gdy na dworze zrobi się zimno i wietrznie – nasze dzieci – chorowały mniej i … lżej. Czemu lato? Bo pomijając już kwestię świeżych warzyw i owoców, koktajli i naturalnych, domowych lodów, mamy coś, o czym czasem zapominamy …

Słońce! 

Ok. Powiesz. Nic odkrywczego. Słońce latem to przecież norma, prawda? Owszem. To właśnie lato jest tym okresem, w którym to słońce jest najmocniejsze, a co za tym idzie najlepiej oddziałuje na … produkcję witaminy D w naszym organizmie – tzw. „witaminy słońca”, która wpływa nie tylko na utrzymanie zdrowych kości i zębów oraz mięśni, ale przede wszystkim buduje układ odpornościowy … I tu zaczynają się schody.

Wiele z nas robi to w dobrej wierze. Kiedy przychodzi nam wyjść z dzieckiem na słońce, zabezpieczamy jego skórę przed szkodliwym promieniowaniem, rożnego rodzaju kremami z filtrem. Im większy, tym lepszy … tak powiadają. A tymczasem im większy filtr, a co za tym idzie „teoretycznie” większa ochrona, tym mniejsza zdolność organizmu do produkowania tej życiodajnej witaminy. Przykładowo krem z filtrem SPF 100 (tak, tak, są takie!), w 99 % blokuje promieniowanie słoneczne dochodzące do skóry, a co za tym idzie w 99 % blokuje produkcję witaminy D. A przecież tego nie chcemy, prawda?

Co zatem należy robić, by poprawić odporność dziecka? Przede wszystkim pozwolić dziecku przebywać na słońcu. Najlepszą ku temu porą są godziny ranne i popołudniowe (wiele z nas właśnie wtedy przebywa z dziećmi na dworze), ale pomiędzy 11.00 a 14.00, kiedy słońce jest najmocniejsze, nie bójmy się wychodzić z dzieckiem na spacer. Nie chodzi o to, by przebywać na pełnym słońcu w tym czasie, przez bite 3 godziny, ale to właśnie w tych godzinach, będąc 15 minut na słońcu dostarczymy sobie całkowitą, dzienną podaż witaminy D. Warto więc z tego skorzystać. Nie smarujmy dziecka co chwilę kremem z filtrem, a raczej pozwólmy by TO życiodajne słońce do jego skóry dotarło. JA osobiście nie stosuję kremów z filtrem, ani dla siebie, ani dla dziewczynek, co wynika z faktu, że wszystkie trzy mamy ciemną karnację i jak to powiada Wiki: „słońca się nie boimy” (piszę tutaj o swoim podejściu, bo wiadomo, że każde dziecko jest inne i ma inną karnację). Jeśli jednak obawiasz się, że pod wpływem ekspozycji na słońce twoje dziecko może się „spalić” zacznij od kilku minut aktywności na słońcu w godzinach przedpołudniowych bez wspomagaczy i codziennie, stopniowo wydłużaj ten czas – CHODZI o to, by przyzwyczaić skórę do słońca. Wiele źródeł podaje, że przyczyną nowotworów skóry w tym najbardziej groźnego czerniaka jest gwałtowna ekspozycja na słońce, podczas której dochodzi do poparzeń słonecznych. Przykładowo bardziej na czerniaka narażeni są pracownicy biurowi, którzy raz na rok wyjadą na urlop i dojdzie u nich do poparzenia, niż osoby regularnie przebywające na słońcu. Mówimy o czerniaku skóry, ponieważ rak podstawnokomórkowy (jeden z najczęstszych nowotworów skóry) w 90 % jest nowotworem uleczalnym. Przypadki czerniaków, choć wzrosły od 1945 roku, nadal stanowią mały odsetek wśród chorób serca oraz innych nowotworów, wśród których poziom witaminy D odgrywa istotną rolę w ich zapobieganiu. Jeśli temat Cię zainteresuje, poszukaj w sieci informacji o zaletach promieniowania UV, a nie tylko o wadach, a także o szkodliwości dodatków, które znajdują się w kremach z filtrem, nawet tych dla dzieci oraz w kremach do opalania! Jeśli jednak używasz kremu z filtrem, zawsze czytaj skład produktu, który aplikujesz (można znaleźć dobry krem z filtrem mineralnym, a nie chemicznym), a jeśli uznasz, że dany produkt jednak Wam nie odpowiada, a mimo wszystko chcesz chronić skórę swojego dziecka, możesz zastosować całkowite filtry naturalne bez dodatków np. olejek z pestek malin (zawiera filtr SPF 50!!)  Możesz również przed wyjściem na spacer posmarować skórę dziecka olejem kokosowym (na pewno masz go w domu!), który zawiera naturalny filtr SPF 2-4, który dodatkowo nawilża i łagodzi podrażnienia (warto wykonać próbę uczuleniową). Po ekspozycji na słońcu użyj ulubionego balsamu.

Witamina D jest nam niezbędna. Owszem. Pamiętamy o niej, kiedy dziecko jest małe, tak do roczku, a potem wylatuje nam to z głowy, a czasem nawet nie wiemy, że powinniśmy suplementować ją wszyscy. Bez wyjątku. Okrągły rok. My zażywamy ją 365 dni. Czasem zapomnę, ale staram się pamiętać, odkąd zrozumiałam jakie to ważne! Nie pozbawiajmy się więc niej, chroniąc naszą skórę „za wszelką cenę„. Nie warto!

No i słońce. Słońce i jeszcze raz słońce. Spędzajmy na dworze jak najwięcej czasu (z głową i umiarem oraz dużą dawką WODY!), mając świadomość, że to zaprocentuje. A zaprocentuje. Jeszcze tej zimy, gdy odporność naszego dziecka będzie na szóstkę z plusem. 

Ps. A każdą niepokojącą zmianę na skórze pokaż lekarzowi!