Przyjechałam kiedyś do niej zupełnie przypadkiem. Po prostu przejeżdżałam obok. Nawet nie zadzwoniłam, że będę. Zobaczyłam ją stojącą w kuchni przy oknie. Codziennie od lat robiła to samo. Stała i patrzyła. Kiedy podjechałam i wyszłam, zobaczyła mnie. Pomachała i zniknęła. Wiedziałam, że idzie uczesać swoje już siwe włosy. Że na mój przyjazd, wepnie w nie najpiękniejszą wsuwkę, którą posiada. Pozłacaną. Wciąż tą samą od 30 lat…
Tamtego popołudnia przywiozłam jej ulubiony sernik. Zaparzyła herbatę i usiadłyśmy. Zapytałam ją wtedy, co w życiu sprawiło jej największe szczęście…
Nim zdążyła odpowiedzieć, do drzwi rozległo się mocne pukanie. Ktoś na klatce krzyczał, ktoś inny prosił by wezwać karetkę…
Tamtego popołudnia zrozumiałam…

Tamtego popołudnia zrozumiałam, że życie wcale nie składa się z miliona chwil. Życie to dziś. Godzina po godzinie. A w nich utkane wspomnienia. Nie jutro.. Miałam pragnienie zmienić w tej jednej sekundzie cały swój świat. Chciałam wrócić do domu i zrobić dziś wszystko to, co zaplanowałam na potem. Chciałam zagrać z nimi w grę i upiec różowe babeczki. Zrobić stempelki z ziemniaków i naprawić zasuwak w jej ulubionej sukience. Chciałam wykorzystać każdą minutę. Każdą, której nie chciałam stracić…

A potem dojechałam do domu i zmęczona rzuciałam na dzień dobry „Zróbmy to jutro…”

Rano obudził mnie budzik. Zaparzyłam sobie kawę, przejrzałam gazetę i wróciłam do swoich obowiązków. Zapomniałam o wczoraj. Szybko zapomniałam, że zrozumiałam. Że jeszcze wczoraj strach pukał do moich oczu, a razem z nim chęć łapania tego co ulotne, a już dziś nie ma po nim nawet cienia…

I dalej każdego dnia szczęście odkładałam na potem…
Na jutro…
Na jutro wycieczkę do lasu, bajkę o pięknych księżniczkach czy chwilę rozmowy przy kakao…

Aż pewnego dnia znów przypomniałam sobie moją rozmowę z NIĄ.. To był dzień, kiedy dowiedziałam się, że jest w szpitalu. Jadąc do niej myślałam o tym, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczę ją w oknie… Czy pójdzie jeszcze uczesać swoje siwe włosy i i czy założy najpiękniejszą wsuwkę, którą posiada? Pozłacaną. Wciąż ta samą od 30 lat. Czy zdążę jej jeszcze przywieść jej ulubiony sernik? Czy zaparzy mi herbaty? Czy siądziemy i czy raz jeszcze opowie mi, co w życiu sprawiło jej największe szczęście?…

nia zdążyła…

Ale tamtego popołudnia kiedy zrozumiałam, powiedziała tylko jedno zdanie. Największe szczęście dała jej w życiu… codzienność.
Codzienne plecenie córce warkoczy…
I smarowanie chleba masłem…
Codzienny bałagan i wieczorny porządek…
Codzieny zapach kawy i obiad robiony na czas…
A czasem nawet jego brak…
Codzienne rozmowy przy szklance ciepłego mleka
I ten moment, kiedy słyszła „Mamusiu, daj mi proszę buziaka…”

Codzienność. Nie jutro, lecz dziś. Każda minuta i sekunda, której nie chce się stracić.
Bo szczęścia nie można odłożyć na potem. Życie to nie poczekalnia. Szczęście w niej nie poczeka na swoją kolejkę. Szczęście to codzienność. Nie jutro. Lecz dziś. Zwyczajna codzienność…

Tamtego południa dodała „Dziś moim szczęściem jesteś Ty. Nie wiedziałam, że przyjedziesz. Miałam inne plany. Ale jesteś. Dziś Ty jesteś moją codziennością”…

A moją codziennością są ONE…

I wspaniała sesja z sukienkami od Marie Zelie. Dziewczynki je uwielbiają. Dziś były w nich w przedszkolu. Są bardzo wygodne, mają cudowny krój i bardzo dobrą jakość. 3 razy TAK. Jak podobają Wam się nasze zdjęcia? Nie mogłam zdecydować się który kadr piękniejszy więc wrzucam wszystkie 🙂