„Kiedy zaszłam w ciążę, czułam jakbym wygrała los na loterii. Mój partner, wtedy jeszcze nie mąż, cieszył się, że w końcu będzie miał upragnionego syna. Od razu dał mu imię. Powiedział, że w moim brzuchu rośnie mały Franek, który będzie jego oczkiem w głowie. Spodobało mi się to imię. Każdego dnia głaskał mój brzuch, a ja czułam się najszczęśliwszą mamą na świecie. Czy można chcieć więcej mając przy sobie kochającego faceta i zdrowo rozwijające się dziecko? … Pamiętam ten dzień. To był 20 tydzień ciąży. Poszliśmy na USG połówkowe, a nasza Pani Doktor zapytała czy chcemy znać płeć. Mój facet powiedział, że nie. Przecież od początku było wiadomo, że to będzie syn. Przed kumplami chwalił się, że strzelił raz, a dobrze, a ja mu zaufałam i sama uwierzyłam w to, że za kilkanaście tygodni powitam na świecie naszego synka. Dzień, w którym odeszły mi wody był idealny. Do czasu … Pojechaliśmy razem na porodówkę. Szybko zaczęły się skurcze, które z minuty na minutę stawały się coraz bardziej intensywne. Po 2 godzinach położna powiedziała: „Gratuluję. Mają Państwo piękną córeczkę”. Córeczkę, córeczkę … córeczkę?

„Chyba się Pani pomyliła, prawda?” – spytał … Czekaliśmy na Franka, więc to musi być pomyłka …

„Czasem takie rzeczy się zdarzają. Usg nie zawsze pokaże co i jak” – rzekła położna.

W tym momencie K. zdjął fartuch i wyszedł z porodówki. Zostałam sama. Dano mi córkę na ręce, a ja, zamiast ją przytulić, poprosiłam, czy mogą ją zabrać. Zabrali. Zapłakałam. Żaden ból się dla mnie nie liczył. Nie czułam jak zszywano mi popękane krocze, jak podawano mi kroplówkę, jak pytano, jakim mlekiem mają nakarmić małą. Myślałam tylko o nim. Nie ona się dla mnie liczyła, a on. Tak bardzo cierpiałam, bo wiedziałam, że go zawiodłam.

Po kilku dniach wyszłam ze szpitala razem z nią. Nawet nie dałam jej imienia. Dla mnie to była Ona. Całe szczęście miałam zapasowe klucze, bo komórka K. milczała, a on nie dawał znaku życia. Gdy weszłam do domu zobaczyłam, że spakował wszystkie swoje rzeczy i po prostu odszedł. Załamałam się, a do córki zaczęłam czuć nienawiść. Całe szczęście w porę zauważyła wszystko moja mama, która jeszcze tego samego dnia zaproponowała, że na jakiś czas wprowadzi się do nas. To ona kąpała Emilkę, to ona karmiła ją w nocy. To ona ją przewijała i wychodziła z nią na spacery. Ja leżałam w łóżku i pisałam K. sms-y na które nigdy mi nie odpowiedział …

Któregoś razu wydarzyło się coś, co ciężko mi opisać słowami. Emilka miała wtedy 1,5 miesiąca. Nadal mieszkała z nami moja mama, która była nią również dla mojej córki. Emilka strasznie płakała i nic nie było w stanie ją uspokoić. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Moja mam próbowała ją brać na ręce i nic. Wtedy po raz pierwszy podeszłam do niej i wzięłam ją, by móc nią potrząsnąć. Miałam jej dość. Nie zdążyłam jednak tego zrobić, bo kiedy wzięłam ja na ręce, ona nagle … przestała płakać … W jednej chwili oczy zaczęły jej się kleić i zasnęła w moich ramionach. Nawet nie wiesz, ile łez wylałam tamtego wieczora. Płakałam całą noc, patrząc na córkę, której nawet nie znałam. Pozwoliłam, by przez 1,5 miesiąca moim życiem zawładnął ktoś, kto przestał nas kochać tylko dlatego, że nie spełniliśmy jego chorych ambicji …

Tamta sytuacja była punktem zwrotnym w moim życiu. W naszym życiu. W życiu moim i Emilki. Co prawda K. nie chciał nas znać i do dziś nie widział córki na oczy, ale ja stanęłam na nogi i na nowo zaczęłam wierzyć, że damy sobie radę. Wiem, że takich sytuacji jak moja jest mnóstwo. Jedne kończą się dobrze, inne nie … jedyne co chcę powiedzieć, to to, że czasem nie zawsze macierzyństwo zaczyna się pięknie. Czasem do macierzyństwa trzeba dorosnąć, albo stoczyć się na dno, by docenić co się ma. Ja doceniłam i dziękuje za to Bogu każdego dnia.”

A Ty? Jak bardzo doceniasz to, co masz? …

To historia jednej z Was. Morał wydaje się być oczywisty – macierzyństwo nie zawsze z automatu jest cudowne. Tysiące kobiet na świecie każdego dnia boryka się właśnie z takimi problemami. Zostają same, nie mając obok siebie czasem nikogo. Wszystkim dookoła wydaje się, że powinny być perfekcyjne, a tymczasem one nie myślą o tym, by mieć ogarniętą chatę, ale o tym, by móc pokochać swoje dziecko. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jakie musi być to szalenie trudne? Te mamy walczą ze swoimi myślami i w tej walce nie mają żadnych sprzymierzeńców. 

Znasz samotną mamę? Pomóż jej. Zapytaj czasem jak się czuje. Spytaj czy nie potrzebuje pomocy. Samotność bywa przytłaczająca, a cud miłości nie zawsze jest w stanie załatać wszystkie emocjonalne dziury. 

A na koniec proszę Cię o jedno – doceń to co masz. Doceń to, że umiesz kochać i nie musisz się nad tym zastanawiać. Doceń, że kochasz od pierwszej sekundy, a tuż obok Ciebie jest ktoś, kto kocha Was równie mocno, bez względu na płeć …

Buziak!