Kiedy wczoraj wrzuciłam wpis o tym, jak w niedzielę znaleźliśmy najlepsze pączki na Opolszczyźnie kilka z Was rzuciło komentarz w stylu: „Ktoś musiał pracować, żeby inni te pączki zjedli… Zapewne ktoś, kto wolał ten czas poświęcić rodzinie, a MUSIAŁ iść do pracy.” Ogólnie zanim kupiłam pączki powinnam była pomyśleć i zastanowić się, czy to na pewno dobry pomysł, żebym w WOLNĄ NIEDZIELĘ wspierała tych, co decydują się na handel. STOP dla wyzyskiwanych pracowników. STOP dla nieuczciwych pracodawców. STOP. Nie kupujemy pączków, ani bukietów pełnych czerwonych róż. Nie idźmy do apteki, a w razie sytuacji kryzysowej nie jedźmy do szpitala. Miejmy świadomość, że Ci, którzy w niedzielę są w pracy, naprawdę woleliby w niej nie być i ustawa, która weszła w życie strzeliła im w piętę.

Serio?

Wczorajsza wolna niedziela nie różniła się dla nas niczym od pozostałych. Bartek ma taką pracę, że i tak najczęściej spędza ją poza domem, zwłaszcza w czasie sezonu weselnego (no właśnie. A może nie róbmy w niedzielę poprawin?) A jak ma WOLNĄ, to odpoczywa po imprezie przynajmniej do południa. Potem spędzamy czas razem. Czasem wyskoczmy do galerii na zakupy, zwłaszcza wtedy, kiedy nic się nie chce. Ale to są, a w zasadzie były takie zakupy, że i bez nich by się obyło. Ot. Coś bym kupiła, choć nie wiem co…

Ale jak pomyślę o komentarzu jednej z Was, która napisała, że jej mąż pracuje co tydzień do późnego wieczora i niedziela była jedynym dniem, kiedy całą rodziną mogli się wybrać na większe zakupy, to gdzieś z tyłu odzywa się głos: „A jeśli to nie to?”

Co jeśli dla kogoś ta niedziela była najlepszym dniem na to, by ogarnąć zakupowy houl na cały tydzień? Ok. Ale piszę z perspektywy konsumenta. Hello? Czy ktoś tu myśli o sprzedawcach?

To opowiem Ci krótką historię…

Był kiedyś ktoś, kto w wypadku stracił swoją rodzinę. Tragizm wcale nie dzielony na akta. I właśnie ten ktoś, kto nie umiał sobie poukładać życia… dziś pracuje za ladą w niedzielę, by nie myśleć. Ba. On pracuje 7 dni w tygodniu. Na własne życzenie. Robi to, by zająć się czymś więcej niż siedzeniem w czterech pustych ścianach…

Rozumiesz przekaz?

Nie oceniam decyzji. Respektuję ją. Wprowadzili wolne niedziele? Jak tego dnia nie kupię papieru toaletowego, przeżyję. Mam jeszcze kuchenne ręczniki…
Ale co dla jednego znaczy wolna, dla drugiego niekoniecznie. Jeden chce ją mieć, inny nie. Jednemu zależy na rodzinie, innemu na pieniądzach, bo rodziny nie ma, a kredyt musi spłacić…
I jeden i drugi znajdzie sobie miejsce w życiu… Przecież nikt nikogo do pracy nie zmusza. Czasy niewolnictwa mamy daleko za sobą…

Bo jeszcze się taki nie urodził, co by zadowolił wszystkich…