Czasem potrzebuję na chwilę się zatrzymać. Spojrzeć przed siebie z dystansem do spraw dnia codziennego. Wziąć głęboki oddech, przymknąć oczy choćby na sekund kilka i poczuć ten powiew energii, który sprawia, że naprawdę mogę więcej. Nie mam takich chwil zbyt często. Takich, które wykorzystuję tylko dla siebie. Z kubkiem gorącej kawy nie siadam na tarasie. Nie włączam swojego ulubionego filmu, pijąc przez słomkę słodkie Malibu. Właściwie to zapomniałam jak smakuje Malibu. A wypiłabym. Tak trochę od niechcenia zatopiłabym usta w słomce, siedząc nad brzegiem morza, na Wschodnim Wybrzeżu, gdzieś za oceanem. Wzięłabym do ręki książkę, która wciąga niczym dobry, włoski kryminał i mając świadomość, że One obok bawią się w piasku, czytałabym kartka po kartce, za jednym tchem. Marzenie, co?

Co prawda, nie miałam obok siebie morze, a basen, nie było piasku, a jedynie mała, niebieska piaskownica, nie miałam też Malibu, choć była słomka. W kolorze zielonym. Miałam też książkę. Wciągnęła. Czytałam kartka po kartce. 200 stron po których czułam niedosyt. Magia każdego rozdziału, każdego wersu, każdej linijki sprawiła, że na momenty, kiedy nikt i nic nie rozpraszało mojej uwagi, przenosiłam się na ten sam taras, na którym siedzi Iwona i razem z nią przeżywałam każdą historię, którą mi opowiedziała. Czasem wyglądało to tak, jakbym niemo wpatrywała się w ocean i w myślach wartościowała swoje życie na nowo. Te chwile zadumy nad życiem, macierzyństwem, ale też nad samą sobą czasem przyprawiały mnie o dreszcze, a czasem musiałam wytrzeć pot z mego policzka. Dopiero po chwili uświadamiałam sobie, że to nie pot. To były łzy. Tak bardzo prawdziwe, mokre i słone. Realne. Dawno nie płakałam. Dawno nie płakałam – czytając. Ale tym razem było inaczej. I nie czułam wstydu. Bo czy to wstyd uronić łzę, kiedy emocje są tak wielkie, kiedy rozrywają duszę od środka i trafiają w najmniejszy zakamarek mego ciała, w miejsce, gdzie tli się wszystko, co piękne – do serca? Nie. To nie wstyd. Tak. Płakałam ze wzruszenia. Że można tak proste sprawy ubierać w całą gamę kolorów. Że można mówić o nich językiem poezji, takiej prostej, lecz zarazem wykwintnej. Że można każde słowo smakować i czuć. Że można niechcący stawać się częścią tego, co się czyta. Czasem czułam zakłopotanie. Bo miałam wrażenie, że obserwuję ją i jej życie podchodząc zbyt blisko. Ale po chwili uświadamiałam sobie, że przecież ona sama mnie do siebie zaprosiła. Chciała pokazać mi, że nie tylko ona ma siłę. Ja też ją mam. I za to jej dziękuję.

Każda strona ma swoją historię. Czasem zabawną, czasem bardziej smutną. Czasem nawet przerażającą. Ale mądrą. Każda strona niesie za sobą światełko w tunelu, jakim jest życie. Pokazuje, że optymizmem można zdziałać cuda. Bo wszystko się da. Jeśli się chce. „Nawet dom można stworzyć. Wystarczy słuchać siebie nawzajem. Tylko tyle„. Czy czasem aż? Tyle myśli, które zapisałabym sobie i spoglądała na nie codziennie. Każdego dnia na nowo wertowałabym kartki i szukała siły w jej słowach. Bo wiesz, że mi też „wiele rzeczy się w życiu udało, a tak rzadko pozwalam sobie o tym pomyśleć”. Zdecydowanie za rzadko i za mało. A szkoda. Ale mam cel. Myśleć częściej. Siadać i myśleć. Wracać i odświeżać wspomnienia. Żyć dniem dzisiejszym, wybiegać myślą w przód, ale też cenić to co było. Bo gdyby nie to, co za mną, nie byłoby tego, co przede mną. Nie byłabym tym kim jestem teraz, nie pisałabym Tobie tych słów po północy.Każdy mój krok w przód doprowadził mnie do tego miejsca w którym teraz jestem. A jeśli jestem szczęśliwa, a jestem, to dlaczego miałabym czegokolwiek żałować? Nie żałuję. A jeśli nie żałuję to nie gdybam. Nie warto. 

Mogłabym opisać Ci tę książkę kawałek po kawałku, ale czy ma to sens, bym odbierała Ci przyjemność z jej przeczytania? W sumie – nie mogłabym. Tego nie da się opisać. To trzeba przeżyć samemu. Trzeba jej skosztować i się zachłysnąć. Czyimś szczęściem, a potem docenić własne. Jeśli wątpisz czasem w siebie, w swoje umiejętności, w to wszystko, co jest Twoim udziałem, to ta książka jest dla Ciebie. Dla takiej zwyczajnej – niezwyczajnej. Prostej i skomplikowanej. Dla kobiety, żony i matki. Matki, która mając dzieci zaczyna na piękno patrzeć inaczej. „Bo piękno widziane oczami traci na znaczeniu. Za to wyraźniej widzi się sercem. A piękno całego świata w jednej sekundzie potrafi zawrzeć się w malutkich nóżkach zwisających z łóżka” …

Lubie pisać. Lubię pisać dla Ciebie. Przeczytałam tę książkę i zrozumiałam, że wszystko co chciałam mieć – mam. Nie marzę o niczym więcej. Choć, może kiedyś podpiszę się swoim nazwiskiem na takich kartkach śnieżnobiałych, na których opisze Ci swoją własną historię?

Książka Ona ma siłę” Iwony Wiśniewskiej, została mi udostępniona do recenzji przez wydawnictwo eManuskrypt. Wydawnictwo przygotowało również dla Ciebie niespodziankę. Już dziś masz szansę zdobyć jedną z 3 książek, które dla ciebie mam. Krótki konkurs, który dla Ciebie przygotowałam znajdziesz na moim FB. Obserwuj mnie bacznie. Właśnie TUTAJ

A tymczasem, po kilku dniach niemocy, ruszam przed siebie, z siłą, którą ma każda z nas. Tylko czasem trzeba pomóc jej się wydostać … i walczyć. O każdy dzień własnego szczęścia. Dla siebie. Dla niego. I dla tych oczu ufnie wpatrzonych i dla tych spojrzeń i tych rączek co puścić czasem nie chcą. I dla tych wszystkich w około którzy kochają za nic. I dla tej gwiazdki na niebie. Bo noc zapowiada. A jak jest noc będzie i dzień. Nowy. Radośniejszy. Wasz. 

Buziaki 🙂

nowe-1-658nowe-1-659nowe-1-669nowe-1-668