Nie zmuszam swoich dzieci do mycia rąk. 
Nie, żeby nie robiły tego w ogóle, ale staram się zachować w tym umiar. Mam ku temu swoje powody, a najważniejszym z nich jest fakt, że wbrew pozorom, to właśnie zbyt częste mycie rąk może być przyczyną osłabienia odporności dziecka. 

Dlaczego?

Częste mycie rąk powoduje zmywanie się warstwy ochronnej naskórka, przez co możemy być bardziej podatni na zakażenia. Popularne niegdyś hasło: „Częste mycie skraca życie„, jest aktualne od wielu pokoleń, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Myjemy się za dużo, za długo, używając coraz to bardziej agresywnych środków myjących. Do wielorazowego mycia rąk, przed jedzeniem, po jedzeniu, przed zabawą, po zabawie niemal zmuszamy nasze dzieci, tłumacząc sobie i im, że dzięki temu będą zdrowsze.
Szukamy w Google odpowiedzi na pytanie: „Jak przekonać dziecko do częstego mycia rąk?„, gdy to właśnie nasze dziecko ma szósty zmysł i wie, że nie tędy droga…

Są wyjątki, kiedy pilnuję, by dziewczynki myły ręce. Robią to wtedy, kiedy korzystają z publicznych toalet i ogólnie z toalety, gdy dotykają zwierząt i kiedy zasiadają do jedzenia. Choć to ostatnie to tak w pół na pół, bo i tak zdarza się, że nie myją rąk każdorazowo przed posiłkiem. A ja tego skrupulatnie nie pilnuję. W pierwszych dwóch przypadkach myją ręce ZAWSZE!

A tak na co dzień nie latam za nimi i nie przypominam im o myciu dłoni. Pamiętam swoje dzieciństwo, kiedy rano wychodziliśmy na dwór, a wracaliśmy wieczorem. Wieczorna kąpiel, o ile była, zmywała z nas cały brud. W ciągu dnia nikt o tym nie myślał. Jadło się jabłka zrywane prosto z drzewa, albo popularne „chlebki” z łąki. Szukało się dżdżownic w kałużach, po czym leciało się po bułkę do sklepu. Nikt nie wiedział wtedy co to żele do rąk zabijające 99,9 % bakterii. I się żyło… i żyje nadal.

I dopóki nie przychodzą z podwórka z czarnymi łapkami, chcąc od razu zacząć konsumować obiad, pozwalam im nie robić tego regularnie. Zresztą bywa, że same potrafią pójść do łazienki i umyć ręce, tak o bez powodu w ciągu dnia. Chyba czują, że to najwyższa pora je odświeżyć. Czy tak działa intuicja?

Patogenne bakterie i drobnoustroje znajdują się wszędzie. Siedzą na klamkach, telefonach i zabawkach. Ba. Latają w powietrzu. Gdybyśmy chcieli całkowicie wyeliminować je z naszego życia, wierząc, że to pomoże nam być zawsze zdrowym, musielibyśmy… przestać oddychać. I o ile w uzasadnionych sytuacjach staranne! umycie rąk jest naprawdę zbawienne, o tyle robienie tego kilkanaście razy w ciągu dnia nie wniesie w życie naszych dzieci nic dobrego…

No właśnie staranne. Tak naprawdę umycie rąk na odczepnego zimą wodą przez 3 sekundy nic nie daje. Prawidłowe umycie rąk obejmuje zamoczenie rąk w ciepłej wodzie, namydlenie, mycie przez około 20-30 sekund i spłukanie wodą od góry do dołu, czyli tak, by woda spływała od opuszków palców przez całą dłoń. Żeby to wszystko miało jeszcze sens, ręce powinny być wytarte w papierowy ręcznik jednorazowy. A! I zapomniałam dodać, że mnóstwo bakterii siedzi na armaturze łazienkowej, więc umycie rąk i zakręcenie wody to takie błędne koło, dlatego warto zakręcać wodę łokciem. Kto z Was właśnie w ten sposób myje ręce i uczy tego swoje dzieci?
Chyba nikt.

I nie chodzi tu o to, by pokazać, że mycie rąk w ogóle nie ma sensu. Ma. Ma ogromny sens. Ale doprawdy lepszy efekt da zrobienie tego kilka razy prawidłowo, niż kilkadziesiąt razy nieprawidłowo.

Zgadzasz się?