Podczas gdy dla wielu narodziny dziecka są radosnym doświadczeniem, które pozostawia rodziców w bańce zadowolenia, dla niektórych pojawienie się dziecka, może wywołać depresję poporodową jako chorobę, lub po prostu baby blues. Zarówno depresja jak i baby blues, powszechnie kojarzone są z matkami, zwykle w ciągu roku od porodu, ale czy mamy świadomość tego, że ten stan może dotknąć również mężczyzn?

Kiedy po raz pierwszy o tym przeczytałam, uśmiechnęłam się pod nosem. A potem przypominały mi się Wasze historie, w których często padały takie słowa „zmienił się jak urodziłam dziecko„coś w niego wstąpiło”, „to nie ten sam człowiek”
Niestety. Depresja poporodowa lub chwilowe obniżenie nastroju, może dotykać mężczyzn i nie wynika ona ze zmian hormonalnych w organizmie, choć zdecydowanie w takich sytuacjach spada męski testosteron. Niemniej nie mówi się o tym tak często, jak w przypadku kobiet, po pierwsze z braku wiedzy i umiejętności rozpoznawania objawów tego stanu u mężczyzn, a po drugie dlatego, że mężczyźni rzadko kiedy przyznają przed sobą, a co dopiero przed innymi, że nie potrafią odnaleźć się w nowej roli. Czują zawstydzenie i strach.

Mam jednak nadzieję, że może choć w niewielkim procencie, po przeczytaniu tego krótkiego wpisu, spojrzymy na świeżo upieczonych Tatusiów trochę inaczej…

Objawy baby blues lub depresji poporodowej u mężczyzn.

Bywają różne. Ale zaliczyć można do nich między innymi: poczucie niezdolności do radzenia sobie z dzieckiem, trudności w nawiązaniu z nim bliższej relacji, zmęczenie, spanikowane myśli, brak zainteresowania lub przyjemności ze spędzania czasu z dzieckiem, problemy z koncentracją i podejmowaniem decyzji. W ciężkich przypadkach niektóre osoby mogą doświadczać obsesyjnych lęków i myśli samobójczych (tutaj należy podjąć leczenie). Często dochodzą do tego problemy w małżeństwie, a nawet poszukiwanie „lepszego życia” poza czterema ścianami w domu.

Dzieje się tak dlatego, że rodzicielstwo jest jak jazda kolejką górską. Osiąganie zawrotnych wysokości nadziei i lęków oraz spadki w postaci wstrząsów, dodatkowej odpowiedzialności, pozbawienia snu, zmian w dynamice relacji damsko – męskich, dotyczą zarówno mam, jak i tatusiów. Ponadto nasilenie się pewnych objawów po porodzie może mieć związek ze wcześniejszymi problemami mężczyzny ze zdrowiem psychicznym lub bycia świadkiem traumatycznego porodu żony.

Pamiętam historię, kiedy jedna z Was opisywała to w ten sposób, że jej mąż czuł, że nie nadaje się do roli ojca. Ona karmiła piersią, ona wstawała w nocy, sądząc, że poradzi sobie doskonale i lepiej niż jej partner. Nieświadoma konsekwencji odsuwała go od czynności, które powinien wykonywać Tata. A on nieświadomie się izolował, aż w końcu najlepszy nastrój miał wtedy, kiedy wychodził z domu. To rozpoczęło problemy w ich związku i tak naprawdę, gdyby nie łączące ich uczucie i to, że oboje dostrzegli problem, dziś to małżeństwo już dawno figurowałoby w statystykach jako „po rozwodzie”.

Czasem takie myśli są chwilowe, czasem okazuje się jednak, że bez pomocy specjalisty, mężczyzna sobie sam nie poradzi. Do lamusa powinniśmy wrzucić powtarzane hasła, o tym, że każdy mężczyzna jest silny. Że zawsze da radę. Czasem rzeczywistość wygląda inaczej. I czasem to my Mamusie – możemy pomóc. Przede wszystkim okazując cierpliwość i wyrozumiałość.

Dlatego…

Jeśli widzisz, że Twój mąż po tym, jak urodziłaś dziecko, zaczyna się izolować i nie znajduje przyjemności w tacierzyństwie, nie atakuj go. Postaraj się w rozmowie z nim, poznać przyczynę takiego stanu.
Możliwe, że u jej sedna leży to, że chcesz go we wszystkim wyręczać, a on zaczyna się czuć niepotrzebny? Jeśli widzisz, że coś jest nie tak, ale mimo to chce się starać, angażuj go w codzienne obowiązki, a zarazem daj mu czasem odetchnąć, kiedy tego potrzebuje.

A może przytłaczają go problemy finansowe lub ma poczucie tego, że chciałby teraz być najlepszym mężem i ojcem, a mu się nie udaje? Poświęć mu trochę czasu, kiedy dziecko śpi. Okaż docenianie. Bądź obok. Bądź mamą, ale też żoną i kobietą.
A kiedy objawy narastają, zaproponuj pomoc specjalisty. Nie mów „co z Ciebie za facet”…
Uświadom, że to może być problem, który nie zniknie sam. Ale można wspólnie sobie z nim poradzić…

W końcu trudne dni miną… i z każdym miesiącem będzie lepiej. A póki co, ciągnijcie ten wózek wspólnie, wspierając się nawzajem, bo na tym wózku jedzie Wasz wspólny największy skarb.