Poproś każdą kobietę, którą znasz o zdefiniowanie tego, co oznacza „poród naturalny”, a dostaniesz tyle odpowiedzi, ile osób o to zapytasz.
Dla niektórych naturalny oznacza cichy w warunkach domowych…
Bez lekarza czy zapisów ktg…

Dla innych taki pochwowy bez ingerencji skalpela…
Dla jeszcze innych taki, gdzie nie podano oksytocyny, nie nacięto krocza, nie podano żadnego leku, a jeszcze lepiej jak urodzono na łonie natury. Gdzieś w lesie, nieopodal rzeczki, prosto do małego strumyka, rodząc na kucaka…
Znasz kogoś kto rodził tak naturalnie, jak tylko się da?

Cóż. Witaj w macierzyńskim świecie. W świecie, w którym rodzaj porodu jest jednym z wielu tematów, w których wszyscy, od baristy, po Twojego szwagra liczą na to, by skomentować jak to było u Ciebie… Lepiej czy gorzej niż u Hanki z pierwszego piętra?
Tylko Ty jedna myślałaś, że przecież najważniejsze, żeby było zdrowe…

Ktoś kiedyś powiedział, że rodzicielstwo jest synonimem słowa poczucie winy.
I mam wrażenie, że rodzaj porodu wywołuje tutaj największe emocje. Choć czapeczka czy jej brak wcale nie są gorsze…

Ale spójrz na to z zupełnie innej perspektywy…

Czy wiesz, że pomimo rozwoju medycyny, nadal tysiące kobiet na całym świecie każdego roku umiera podczas porodu? 
Czy zatem to, że żyjesz, niezależnie od tego, czy rodziłaś „naturalnie”, czy miałaś cesarkę nie powinno być najwiekszą wartością?
Czy to, czy Twój poród był wywoływany, czy poprosiłaś o znieczulenie, czy dawano Ci jakiekolwiek środki przeciwbólowe przed, po czy w trakcie naprawdę jest ważne?
Czyż ważniejsze nie jest to, że nie stałaś się „statystyczną Polką”, której nie udało się zostać Mamą? Usłyszeć pierwszy krzyk dziecka i zobaczyć jego małe, gołe ciałko, które w sekundę rozbraja do łez większych niż najpiękniejszy melodramat na świecie?

Nie ma idealnego wesela. Tak samo rzecz ma się z porodem. Rzadko kiedy jest idealny. Nie można go sobie wyśnić tak, by stał się rzeczywistością. Bo rzeczywistość, która ostatecznie jest udziałem nas – Mam, nie zawsze jest od nas zależna… Ba. Prawie nigdy nie zależy od nas samych.

I doprawdy słowo „naturalny” to piękna i wzniosła koncepcja. I jest wiele rzeczy, naturalnych, które sprawiają, że macierzyństwo jest miłe. Ot, chociażby spacer po lesie… Oko w oko z naturą…

Natomiast głęboko osobiste doświadczenie porodu – w całym szoku i zachwycie – nie musi być jednym z nich. W końcu miłość matki do jej dzieci jest tak naturalna, jak tylko się da, bez względu na to, jak się urodziły…

Kropka.

Cześć. Mam na imię Żaneta. Rodziłam dwukrotnie. Dwa razy z udziałem lekarzy wykonano mi cesarskie cięcie. Nie prosiłam o nie. Rodziłam naturalnie tak bardzo, jak bardzo się dało. Nie dało rady inaczej. Mam zdrowe dzieci. I jestem Mamą.
Za ten cud dziękuję Bogu każdego dnia.