Po ostatnim wpisie na temat zabków Mai, który znajdziesz TUTAJ dostaję od Was tyle wiadomości, że hej. Opisujecie Wasze zmagania z dziecięcą próchnicą, podpowiadacie i prosicie o radę. Nie sądziłam, że ten temat będzie dla Was interesujący, a jednak. Pora więc na kontynuację, czyli co wydarzyło się w Częstochowie …

Kiedy zajechaliśmy do Dentatrii, nasze, a zwłaszcza moje podenerwowanie, sięgnęło zenitu. Tak naprawdę słabo wierzyłam w to, że cokolwiek da się zrobić, choć nie chciałam powiedzieć tego głośno. Umysł swoje, a serce swoje. Bałam się. Ale gdy zaczęliśmy rozmawiać z Panią Doktor Iwoną Żuławińską, powoli stres zaczął ze mnie schodzić, bo zauważyłam, że znalazłam lekarza, który będzie umiał nas poprowadzić. Takiego, który dokładnie wszystko tłumaczy, traktując swoich małych podopiecznych i ich spanikowanych rodziców z najwyższą starannością, a nie widzi w nas „pacjenta o numerze jeden”. O samej klinice napiszę Wam w 3 części, dziś skupię się na kilku faktach, a na koniec dowiesz się, jak się to wszystko u nas skończyło.

Czego nie wiesz o próchnicy mleczaków!

Przede wszystkim uświadomiono nam, że próchnica Mai, nie wynika tylko z faktu niewłaściwej higieny, a już na pewno nie wzięła się z karmienia jej piersią. Piszę tylko, bo poniekąd ma to wszystko ze sobą jakiś związek, ale … nie obwiniajmy się sami, bo wierzę, że są przypadki, kiedy mycie zębów to dramat, kończący się u dzieci na przykład „zaniesieniem się aż do utraty przytomności” i umycie dziecku zębów stanowi wielkie wyzwanie. I to pokrywa sie z tym co piszecie. Mówicie na przykład wprost, że i u Was ten problem sie pojawił mimo tego, że Wasze dziecko uwielbiało szczoteczkę i szorowało nią zęby kilka razy dziennie. A Wasze drugie dziecko nie myło i nie miało. Więc bądź tu mądry? Przynajmniej przestałam pluć sobie w twarz. Myłam Mai zęby na tyle, na ile mi pozwalała. Dbałam o jej higienę. I to nie tylko tą zewnętrzną. Jeśli obserwujesz mnie już jakiś czas, wiesz, że sprawy zdrowotne mają dla mnie duże znaczenie. Co więc jeszcze robiłam? Unikałam cukru w diecie, szukając jego zastępników np. daktyli. Stosowałam i nadal to robię, olej kokosowy i konopny, które znane są z właściwości np. przeciwbakteryjnych. W dużej mierze podawałam Mai do picia wodę, którą uwielbia. Starałam się. I pierwsze co powiedziała mi Pani Doktor, to to, że nasze starania widać. Maja ma dziąsła w dobrym stanie, bez śladów stanów zapalnych, co dobrze rokowało na leczenie, które miano nam zaproponować. Co jeszcze? Dowiedziałam się, że wyrwanie zębów u tak małego dziecka nie jest dobrym rozwiązaniem i jeśli są inne metody, warto je wziąć pod uwagę. Czemu? Z prostej przyczyny. Najprościej mówiąc. Brak zębów może zaburzyć rozwój szczęki, poza tym może opóźnić proces wychodzenia zębów stałych. Z kolei pozostawienie zębów z próchnicą w jamie ustnej, może skutkować miejscowymi stanami zaplanymi, ale nie tylko. Próchnica mleczaków może również uszkodzić zawiązki zębów stałych. Poza tym zdarza się, że stan mleczaków, znacząco wpływa na ogólny stan zdrowia dziecka, a nie leczone zęby mogą stanowić nawet zagrożenie dla życia naszej pociechy. Oczywiście planów leczenia może być wiele, a wyrwanie może okazać się najlepszą opcją. W Dentarii wyrwania się nie unika, ale stosuje się je już jako ostateczność. U nas próchnica „zjadła” szkliwo, odsłaniając miazgę, która powodowała u Mai miejscowy ból, niechęć do gryzienia twardych pokarmów oraz wzmożoną wrażliwość na zmiany temperatury przyjmowanego jedzenia. Biorąc pod uwagę jej wiek, stan dziąseł i zebów oraz ogólny stan zdrowia, Pani doktor zaproponowała nam próbę uratowania mleczaków i leczenie w znieczuleniu ogólnym, czyli to, czego bałam sie najbardziej – narkozę!

Serio. To słowo do dziś przyprawia mnie o mdłości, choć … sama byłam usypiana 2 krotnie. I jako dziecko i jako osoba dorosła. Kiedy zaczęliśmy mówić Pani Iwonie o naszych obawach, powiedziała wprost: „Czy odmówilibyśmy znieczulenia, gdyby okazało się, że Maja musi mieć np. usunięty wyrostek?”. Nie. Kto by się nad tym zastanawiał … no nie? Co prawda w tym momencie, życie Mai nie było zagrożone, ale pozostawienie jej zębów w takim stanie, mogło być bardzo ryzykowane, wyrwanie ich natomiast, nie koniecznie dobre dla dalszego rozwoju jej szczęki (nie wyobrażałam sobie też 2 letniej Mai z protezą …) Natomiast przeprowadzenie leczenia kanałowego, które nam zaproponowano, w celu zachowania jej zębów w dobrym stanie jak najdłużej się da, wymaga od lekarza precyzji i czasu, czego nie osiągnęłoby się u niespełna 2 letniego dziecka tak o, bez niczego, w pełnej świadomości, po życzliwej rozmowie i powiedzeniu mu: „Kotku, siedz grzecznie przez godzinkę. To dla Twojego zdrowia Kochanie„. O nie. Nie z Majką takie numery. Ona jest na to stanowczo za mała. Niestety. Powoli dojrzewaliśmy więc do myśli, że powinnismy się zdecydować. I to jak najszybciej. Nie chciałam czekać, aż próchnica pójdzie dalej i nikt nie da nam namwet cienia nadziei.

Bo tak na chłopski rozum. Każdego dnia znieczulanych jest tysiące osób. Nawet dzieci. Kto, kiedy lekarz mówi, że trzeba znieczulić, odmawia? Dlaczego więc uważamy, że w stomatoloigii nie powinno mieć to miejsca? Oczywiście nie zabrałabym dziecka na zabieg do pierwszej lepszej „kliniki„, a w Opolu, kiedy robiłam rozeznanie, takową mi zaproponowano mówiąc: „Mamy młodego lekarza, zrobi to za 1/3 ceny„. Ja dziękuję za takiego młodego, co robi za półdarmo. Tutaj chodzi o zdrowie mojego dziecka, nie o pieniądze i decydując sią na takie rozwiązanie, które zawsze wiąże się z ryzykiem, chciałam mieć pewność, że zrobi to profesjonalista, ktoś kto wykonuje takie zabiegi od dawna, pionier pewnych standardów leczenia, ktoś kto ma wiedzę, kształci się i widać, że robi to całym sercem. Ktoś kto w razie komplikacji, będzie umiał pomóc i zadziała natychmiastowo (Dentaria w swoim wyposażeniu posiada wysokiej jakości sprzęt do monitorowania pacjenta, nowoczesny defibrylator oraz odpowiednie leki  np. Dantrolen – lek stosowany w przypadku niezwykle rzadkiego powikłania narkozy, czyli hipertermii złośliwej) I na taką osobę trafiłam. Kiedy Pani Doktor opowiedziała nam o całej procedurze, o ryzyku, a przede wszystkim o korzyściach płynących z takiego leczenia ( w ogóle z leczenia mleczaków) strach powoli malał. Wiedziałam, że jeśli się zdecydujemy, trafimy w najlepsze ręce, nie tylko Pani Doktor, ale również Anestozjologa, bo jego praca jest równie ważna. O doktorze Ludwiku przeczytałam same świetne opinie, więc narkoza przestała mnie aż tak przerażać. Uspokoiłam się.

Jeszcze tego samego dnia podjęliśmy decyzję. W świetle za i przeciw, doszliśmy do wniosku, że ratowanie ząbków Mai i pozostawienie ich w jamie ustnej będzie dla Mai najlepszą opcją. Aktualnie zabieg mamy za sobą. Podczas zabiegu okazało się, że jest lepiej niż początkowo miało być. Jedynki do leczenia kanałowego, udało się oczyścić, zaplombować i lekko odbudować, dwójki przy których była opcja „możliwe, że do usunięcia” wyleczono kanałowo. Maja po zabiegu czuje się super. Świadomość, że mamy to za sobą, sprawia, że jest mi lekko, wiem też, że stając przed takim wyborem raz jeszcze, podjęlibyśmy taką samą decyzję. Sam zabieg trwał 2 godziny, a efekt zaskoczył mnie niesamowicie. Dziś, 5 dni po zabiegu, komfort jej jedzenia, a nawet picia poprawił sie po stokroć. Chętniej gryzie, a i jakby mniej ją boli (wcześniej pokazywała, że boli mówiąc „booliii”. Co prawda przed nami długa droga, by ząbki nadal były zdrowe, ale wierzę, że jesteśmy w świetnych rękach…

W 3 części powiem Wam jak wyglądał zabieg i pokażę Wam klinikę, choć … już teraz zapraszam Was tutaj – DENTARIA. Napiszę też jak aktualnie dbamy o ząbki, jakiej pasty używamy i co jeszcze podpowiedziano nam w klinice.

Macie pytania? Piszcie!

Ps. I nie. To nie jest wpis sponsorowany 🙂 Polecam, bo wiem, że warto! Dla zdrowia naszych dzieci!