Pragnienie macierzyństwa chodziło za mną odkąd pamiętam. Bez znaczenia było kiedy i ile. Ważne by marzenie się spełniło. Bo wiem, że czasem jest to niemożliwe, że czasem się chce, a nie wychodzi. Ja nigdy nie chciałam czuć się zawiedziona, choć miałam świadomość, że jeśli się nie uda, rąk nie załamię. Choć, kto wie … nie przeżyłam zawodu. Mnie się udało. Nam się udało. Udało się zostać RODZICAMI.

Choć pamiętam czas, gdy po roku starań poczułam lekkie kłucie w serce. I ja i Bartek. Myśli różne krążyły po głowie. Miałam wrażenie, że im bardziej się staramy, a nic z tego nie wychodzi, to już lepiej nie będzie. Chciałam wtedy kupić psa. Dla terapii. Ale decyzję odwlekaliśmy, wskazówki zegara mijały i przyszedł dzień, gdzie na teście pojawiły się dwie kreski.

Czas mijał, na świecie pojawiła się Wiki, a wraz z nią niekończące się pytania o rodzeństwo dla niej. „To kiedy kolejne?”, „drugie chowa się lepiej, trzecie chowa się samo”, „im mniejsza różnica wieku, tym lepiej”, „im później postaracie się o dziecko, tym gorzej”, „najlepiej wychowywać na jednych pieluchach” i tak dalej i tak dalej. Pewnie wiesz, o czym mówię. Masa pytań, doradzania, w kwestii, która powinna stanowić temat NASZYCH rozważań, a nie innych. Bo kto inny jak nie my, rodzice, powinniśmy zadecydować kiedy i czy w ogóle chcemy „bawić” się, w idealny model rodziny?

Idealny, czyli jaki?

Ponoć idealny model rodziny to 2 plus 2. Ponoć. Bo jak masz jedno dziecko, to fajnie jakbyś miała drugie, choć jak masz dwójkę, to jeszcze pytają kiedy trzecie. No więc nam do ideału trochę brakowało. Była Wiktoria i szczerze mówiąc, na niej chciałam zakończyć swoją macierzyńską drogę. Mówiłam sobie i innym, że drugiego nie będzie. Nie bo nie. Bo nie chcemy, bo się boję, bo wychować jedno to sztuka, a dwie sztuki w domu, to już za dużo :). Bo wychowanie też kosztuje. Ubranka, gadżety i inne bajery. I choć zaraz powiesz mi, że kiedyś pieniędzy było mniej, a rodziny wieloosobowe doskonale sobie radziły, to ja swoje zdanie mam i kropka. A, że należę do tych Mam, co dziecku dadzą, kupią, prawie niczego nie odmówią, a siebie porządnie nie ubiorą, to co ja zrobić miałam? Serio, wolałam tę swoją jedyną Wikusię ubierać i w granicach zdrowego rozsądku rozpieszczać. Jednym słowem wolałam mieć jedynaczkę w domu. I byłam szczęśliwa. A że szczęście moje podzielał też Bartek i zdanie miał identyczne to nasz  model rodziny ograniczał się do stwierdzenia „2+1=3”. Idealnie.

Do czasu …

I nadszedł ten czas, kiedy tak o, po prostu, strachu przed porodem się wyzbyłam, a myśli moje zaczynały krążyć, wokół rodzeństwa dla Wiktorii. To własnie ten moment, kiedy uświadamiasz sobie, jeśli sama masz rodzeństwo, jakie to cudowne uczucie mieć brata lub siostrę. I tego samego pragniesz dla swojego dziecka. By miało na tym świecie kogoś bliskiego, innego niż Wy. Bo Mama będzie zawsze Mamą, Tata – Tatą, a rodzeństwo to zupełnie inna bajka, inne relacje, inna miłość. To jest coś, czego nie da się opisać i żaden Jedynak tego nie zrozumie.

Mój szwagier jest Jedynakiem. Szwagierka mojego męża też. I gdy popatrzę na nich to czasem im zazdroszczę. Ale gdy przychodzi chwila otrzeźwienia to jest mi smutno, że szli przez życie sami. Bo może mieli Rodziców tylko dla siebie. Nie musieli się nimi dzielić. Nie musieli dzielić się niczym. Ich były zabawki, ich ubrania. Wszystko było dla nich. Czas poświęcony im, też był tylko dla nich. Ale zgodni są co do jednego. Przyjaciół musieli szukać. Ja przyjaciół miałam w domu. To było Rodzeństwo. Siostra tą Przyjaciółką, taką jedyną od serca jest do dziś. I choć, jak to między rodzeństwem bywa – były zgrzyty, gorsze dni, obrażanie się na siebie, chodziło się w dzieciństwie „skarżyć” do rodziców, może nawet w złości nie raz wykrzyczało się „nie kocham Cię”, to teraz to wszystko to tylko wspomnienia. Choć gorsze dni zdarzają się do dziś. Czasem któraś powie coś co wkurza drugą i telefon milczy kilka dni, by za chwilę dostać sms : „to jak, już Ci przeszło?” i wszystko wraca do normy.

Ale to są właśnie uroki posiadania Rodzeństwa. Od maleńkości, aż po starość. To jest taka więź, która, podobnie jak ta między dzieckiem a rodzicem, nigdy zerwana być nie powinna. I żal czasem tylko ściska, gdy rodzinne drogi się rozchodzą. Gdy po latach parunastu, po wspólnym bieganiu po podwórku, zabawach w piaskownicy, piciu po kryjomu pierwszego piwa, nagle coś pęka. Gdy postrzegasz rodzeństwo jak intruza, którego należałoby się pozbyć. Smutne, choć prawdziwe.  I nie jest mi obce. Znam takie rodziny i często zadaje sobie pytanie : Dlaczego? Z kim rywalizujesz i o co? Dlaczego nie cenisz, tego co rodzice dali Ci w prezencie? 

A dali Ci najpiękniejszy prezent pod słońcem

Dali Ci kogoś bliskiego

Bo w życiu wszystko się kończy. Przyjaciół możesz mieć bez liku. Możesz mieć najlepszych znajomych pod słońcem. Ale te relacje z czasem wygasają. Normalne i prawdziwe. A Rodzina pozostanie Rodziną. 

I właśnie tego pragnęłam dla Wiki. Udało się pragnienie spełnić. A teraz to co najważniejsze przed nami. Chcę, by One pokochały siebie bezgranicznie. Nie ślepo, lecz ufnie. By wiedziały, że w życiu zawsze mogą na siebie liczyć. Bez względu na sytuację. I czy zaświeci im słońce, czy zawieje wiatr, czy rozpęta się prawdziwa życiowa burza, chcę by wiedziały, że jest obok nich ktoś, kto ich kocha, od pierwszego spojrzenia. Chcę by wiedziały, że mają siebie i zrobię wszystko na co mnie stać, by nigdy w życiu nie stały się sobie obce. 

„Rodzeństwo.
Choćbyśmy nie wiem, jak bar­dzo so­bie dokuczali…
Gdy przyj­dzie niebez­pie­czeństwo jed­no dru­giego nie poz­wo­li skrzywdzić…
Do­kuczać możemy so­bie wza­jem­nie, ale in­ni nie mogą,
Bo nie kochają nas tak jak my siebie nawzajem…
I w tym tkwi nasza siła”

A jaki Ty dostałaś najpiękniejszy prezent od rodziców?

nowe-1-62nowe-1-66nowe-1-70nowe-1-69nowe-1-68