Lubisz swoje piersi? Tak się składa, że ja bardzo. Bardzo lubię swoje. Twoje zresztą też. Moje idealne nie są, ale moje własne. Takie, jakie zapisano w moich genach. Choć moje do końca moje nie są. Bo lubię je ja, ale lubi też Bartek. Moje dzieci też je lubiły. I lubią do tej pory. Wiki wręcz za nimi przepadała, Maja darzy je mniejszym entuzjazmem, ale czasem podoba jej się je troszkę pomiętolić. Takie prawo dziecka. No więc domyślam się, że Ty też lubisz swoje „cycki”. Jakiekolwiek by nie były. Okrągłe są na pewno. Bo przecież nie kwadratowe. No i Twoje własne. A jak byś się czuła, gdybyś ich nie miała?

W tej chwili przychodzi Ci do głowy stwierdzenie, że byłoby co najmniej dziwnie. Właśnie, wyobraź sobie, że Kobieta w ogóle rodzi się bez piersi. Gdzieś po drodze zgubiłaby się część pożądania. Bo wciąż w świadomości ludzkiej, te piersi grają pierwsze skrzypce. A jak nie pierwsze, to chociaż drugie. Nieważne jest – jakie. O gustach się nie dyskutuje. Ale są – one – piersi. Nawet sama nazwa jest fajna. Bo czasem można powiedzieć po prostu – piersi, a czasem – pieszczotliwie – piersiątka, cycusie, cycolinki. Brzmi dumnie i dla kobiety jako kobiety i dla kobiety – matki.

Ok. Ale wróćmy do tego, co by było, gdyby tych piersi nie było. Być może, gdyby nie było ich od wieków i nie miałaby ich żadna kobieta, to nie byłoby już dziwnie, lecz naturalnie. Bo czego nie ma, tego nie żal. Ale gdybyś tak nie miała ich z własnego wyboru? Większość ma, a Ty nie. To już byłoby smutne. Byłoby inaczej, z lekką nutą rozczarowania. Czy taki scenariusz jest możliwy?

Jest. Powiedzmy to dziś głośno i wyraźnie. Masz piersi – super. Ale może się zdarzyć tak, że mieć ich nie będziesz. I to będzie Twój wybór. Więc jakiego dokonasz? Ale zaraz posypie się grad pytań. Jak to? Ja mam wybór? Wybieram piersi, to oczywiste. Tak. Oczywiste, ale nie dla każdego. I uwierz mi. Ci, co dziś piersi nie mają, daliby dużo, by je mieć. Oni nie mają piersi, ale mają życie. Ty wciąż je masz i możesz mieć i jedno i drugie. Jeśli tylko o to zadbasz.

Wczoraj Nishka opublikowała na swoim blogu fajny tekst: „Idę o zakład – pokażesz swoje piersi”. Postanowiłam w to wejść i zachęcić Ciebie do #ZakłądŻeZrobię. Możesz założyć się ze mną. Ja już swój zakład wygrałam. Wczoraj umówiłam się na badanie. Robię to regularnie. Bo moje piersi to nie tylko moja sprawa. One są wciąż moje, ale za dużo mam do stracenia, by o nie, nie dbać. Bo wiesz. Jestem matką dwójki dzieci. I jeśli zapomnę, w natłoku obowiązków, o tym, by ruszyć swoje 4 litery i pójść na wizytę, choćby raz w roku, to może się okazać, że będzie za późno. Że stracę piersi a co gorsza – życie. A moje dzieci stracą Mamę. O nie, zrobię wszystko, by miały ją, tak długo, jak tylko to możliwe. O ile mogę coś zrobić, to to robię. Bez wymówki. Czasem się nie wymówisz, kasą też nie. Bo daję sobie uciąć … piersi, że co jakiś czas, nawet bezpłatnie zapraszają Cię na cytologię. Więc już możesz zaoszczędzić. Na badanie piersi też zapraszają. Ponadto możesz zrobić to państwowo, a i prywatnie majątek usg nie kosztuje. Jeśli zrobisz to raz do roku wydasz ok. 80 zł. Podziel sobie na 365 dni i zobacz, ile dziennie kosztuje Cię życie. Warto? Warto!

Wykryty wcześnie rak, to 99 % szans na powodzenie. I nie daj sobie wmówić, że jesteś za młoda, że takie rzeczy zdarzają się tylko po 30!Guzik prawda. Badaj się. Dla siebie. Dla bliskich. Bo twoje piersi to nie tylko Twoja sprawa. To sprawa wszystkich, którzy Cię kochają.

Więc bierz notes i działaj. Niechaj grudzień będzie miesiącem hasła #MojePiersiNieTylkoMojaSprawa. Umów się i bądź spokojna. Daj sobie i swoim bliskim najlepszy prezent pod słońcem. Daj im pewność.  A jeśli olejesz sprawę, wisisz mi 100!

To jak – wchodzisz w to?