„Ten list podbił świat! Mężczyzna wyliczył, że… nie stać go na utrzymanie żony! – Steven i Glory Nelms są razem od trzech lat i mają synka o imieniu Ezra. Zdecydowali, że Gloria zostanie w domu z dzieckiem, jako że z finansowego punktu widzenia miało to więcej sensu. Kiedy Steven napisał na swoim blogu o tym, że „nie stać go na żonę”, tekst obiegł cały świat. Trudno się dziwić – przeczytajcie sami.

„Z kosztami opiekunki dla dzieci w najlepszym przypadku spłukalibyśmy jej całą wypłatę. Zdecydowaliśmy więc, że zostanie w domu tak długo, jak będzie to miało sens. Od pewnego czasu miałem w głowie tę myśl, że nie stać mnie na to, by moja żona została w domu i wychowywała dziecko. Moja żona zostaje w domu i każdego dnia opiekuje się naszym synem. Zmienia mu pieluchy, karmi go, bawi się z nim, usypia i poprawia mu nastrój, kiedy jest marudny. I jest to tylko niezbędne minimum. Tak, moja żona jest matką mojego syna, a naturalnym wynikiem bycia rodzicem jest przecież dbanie o własne dziecko. Jest jednak wymierna wartość w dolarach dla wszystkich obowiązków związanych z byciem pełnoetatową mamą. Bazując na osobistym rozeznaniu, wyliczyłem więc wartość usług, które codziennie wykonuje moja żona.

  • Średnie wynagrodzenie dla pełnoetatowej opiekunki w USA – 705$ tygodniowo, czyli 36 660$ rocznie2
  • Sprzątanie – od 50$ do 100$ za wizytę raz w tygodniu, czyli 5 200$ rocznie
  • Osoba od robienia zakupów i załatwiania innych sprawunków – 65$ za godzinę cztery razy w tygodniu, czyli 12,480$ rocznie
  • Osobisty kucharz – 240$ tygodniowo, czyli 12 480$ rocznie
  • Asystent ds. finansów (planowanie budżetu, płacenie rachunków itp.): – 15$ za godzinę pięć razy w tygodniu, czyli 3,900$ rocznie
  • Profesjonalne interakcje (kolacje firmowe itp.) – 75$ za godzinę, cztery godziny na kolację trzy razy w roku – 900$
  • Pranie – 25$ tygodniowo, czyli 1 300$ rocznie

To roczny wydatek w wysokości 73,960$ (273,652 zł – WOW). Patrząc obiektywnie na prawie obraźliwe dla niektórych średnie wynagrodzenie za wymienione usługi, można dojść do wniosku, że nie stać mnie na żonę. Prawdę mówiąc, wstyd mi za każdy razem, kiedy przeze mnie poczuła się winna lub zepsułem jej nastrój, kiedy chciała sobie coś kupić, a ja mówiłem, że nie mamy pieniędzy. Wstyd mi, że kiedykolwiek mogła poczuć, że nie ma takich samych praw do naszej wypłaty jak ja. Kocha mnie, kocha naszego syna i kocha naszą rodzinę, dlatego oczywiście nie robi tego dla wypłaty czy nawet uznania. Nikogo jednak nie powinno boleć, że wartość wykonywanej przez nią codziennie pracy dwukrotnie przekracza moje zarobki. W ten bardzo dziwny sposób staram się powiedzieć jak bardzo cenię swoją żonę jako matkę mojego dziecka i osobę, która bez względu na wszystko jest przy mnie. Jesteś cenniejsza niż klejnoty. I nie stać mnie na Ciebie.”

* Wpis pochodzi stąd – klik

I to jest sedno. To co robimy w domu to masa pracy, za którą nie chcemy żadnej wypłaty. Ani nawet uznania. Nawet dziekuję nie potrzebujemy. Nie chcemy kwiatów ani czekoladek. Robimy to, bo jeśli nie robiłybyśmy tego my, to robiłby to ktoś inny. Praca w domu, choć przyjemna, bywa czasem uciążliwa. Jakiś czas temu koleżanka powiedziała mi, że za nic w świecie nie zamieniłaby swojej pracy na codzienną 24-godzinną opiekę nad dziekciem. Cieszy ją to, że jej dzieci chodzą do przedszkola, a ona w tym czasie oddaje się swoim pasjom. Że w przedszkolu dadzą dzieciom śniadanie, obiad i podwieczorek, że to tam dbają o zbilansowaną dietę, ona zje sobie w barze po pracy, mąż też, a w domu to tylko kolację zrobi. Te 8 godzin poza domem, to jest czas tylko dla niej. Mamy pracujące w domu mają tego czasu zdecydowanie mniej … Tak czy siak. Praca w domu to też praca i dlatego drodzy Panowie – pamiętajcie o tym. Doceńcie. Powiedzcie czasem miłe słowo. Bo jeden taki gest może naprawdę wiele … a jego brak po prostu … smuci!

  • Żaneta Bogdziewicz

    cudownie <3

  • salus salus

    Kochana dobrze, że są tacy mężczyźni 🙂

  • Łukasz Patrycja Sałek

    Dokladnie w sedno! W naszej malej rodzinie doszlo do braku jakiejkolwiek satysfakcji z wypelniania moich prac domowych wiec od jakiegos czasu olewam to delikatnie mowiac i ograniczam sie do minimum byle nie zarosnac brudem. Szczerze?! Jestem w szoku! Moj maz duzo mniej narzeka ze cos jest nie tak! Nie wiem o co chodzi ale badam ten przypadek dalej i notuje rezultaty. Wydaje mi sie ze jak widzi teraz panujacy w calym domu nielad to glupio mu sie odezwac ze cos jest nie tak bo kiedy sprzatalam kazdego dnia a on narzekal to tak naprawde nie mial na co i chyba to powoli do niego dociera. Mam nadzieje ze syna zdolam wychowac na pomocnego, uczestniczacego w zyciu rodzinnum i doceniajacego kobiety mezczyzne 😉

  • Nie dziwę się, że tekst obiegł cały świat. Jest naprawdę wzruszający. I tym bardziej irytuje mnie podejście – Twój obowiązek, więc nie ma za co dziękować. Grrr…